Newsletter

cytatDla mnie sytuacja skandaliczna! Konflikt interesów, którego nie widzieli ludzie powołani do rozstrzygania, co jest konfliktem interesu na rynku. Ci, co nie widzieli nic niestosownego w pobieraniu znaczących wynagrodzeń za udział w takich szkoleniach, nie powinni już dzisiaj pracować w nadzorze

Jarosław Dominiak prezes SII

Microsoft, moja miłość - część 2

Anna Borys

Administracja w przetargach ogranicza konkurencję, bo urzędnicy chcą kupować produkty Microsoftu.

Ostatnie lata na rynku oprogramowania biurowego przyniosły duże zmiany. Wiele urzędów przechodzi na otwarte i tańsze rozwiązania. Podobną strategię wybierają też niektóre międzynarodowe firmy. IBM podjął decyzję o pozbyciu się pakietu Microsoft Office, zamieniając go na własny Lotus Symphony, który jest oparty na Open Office. Tym samym 360 tys. pracowników będzie korzystać z nowego sytemu. Krajowa administracja liczy około 358 tys. urzędników. Z otwartego, tańszego lub darmowego oprogramowania korzysta rzadko. Organizując przetargi publiczne nie pozwala zwykle oferentom na przedstawienie konkurencyjnej do Microsoftu oferty. Nawet jeśli wykorzystuje zaledwie 5 proc. możliwości pakietu biurowego tej firmy. Kaprys kosztowny. Pytanie, czy zgodny z prawem?

 

Czeski film


Najlepiej obrazują to przetargi rozpisywane przez urzędy. Gdy jakaś jednostka administracyjna chce nabyć oprogramowanie biurowe w przedmiocie przetargu najczęściej wpisuje formułkę podobnej treści:
 „Wybór podmiotu obsługującego program licencyjny Select w ramach Umowy
Microsoft Select nr 80S60033 podpisanej na okres do 31.12.2011 roku pomiędzy
Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji a Microsoft Ireland Ltd.,
spółką prawa irlandzkiego.”
Cytat pochodzi z przetargu numer 2009/S 179-257122, który ogłosiło Ministerstwo Skarbu Państwa.
Dalej w dokumentacji można przeczytać jakie dokładnie programy firmy Microsoft są przedmiotem zamówienia.

Zgodnie z prawem o zamówieniach publicznych przedmiot zamówienia powinien być charakteryzowany pod względem funkcjonalności, nie zaś producenta.

Mamy zatem do czynienia z ograniczeniem konkurencji. Czy to jest zgodne z prawem?

- Prawo zamówień publicznych generalnie zakazuje naruszania uczciwej konkurencji poprzez wskazywanie w opisie zamówienia produktów konkretnego producenta. (…) Dokumentacja wskazanego przetargu nie zawiera wzmianki o dopuszczeniu produktów równoważnych. (…)
W przedmiotowej sprawie dochodzi do istotnego ograniczenia konkurencji. Jest to przetarg na wybór spośród dostawców oprogramowania. Jednakże zamawiający ograniczył pole wyboru do dostawców oprogramowania konkretnego producenta. W ten sposób uniemożliwił - w ramach tego zamówienia - jakąkolwiek konkurencję dostawcom oprogramowania innych producentów, nawet jeżeli jest to oprogramowanie równoważne. Niezależnie od tego kto wygra ten przetarg, nie dojdzie do sprzedaży oprogramowania innego producenta niż producent wybrany przez zamawiającego. Takie ograniczenie konkurencji wymaga moim zdaniem bardzo dobrze przemyślanego i wyczerpującego uzasadnienia- mówi Krzysztof Siewicz, prawnik z kancelarii Grynhoff Woźny Maliński, doktorant Uniwersytetu w Lejdzie.

Zatem warto zainteresować się jakiego wyczerpującego uzasadnienia udzielił Resort Skarbu Państwa.
- Przetarg ogłoszono w związku z potrzebą aktualizacji posiadanego już oprogramowania. Nie był to przetarg na zamówienie konkretnego oprogramowania, a na wybór podmiotu obsługującego program licencyjny Select i oferującego najniższy poziom upustu w ramach zawartej już umowy ramowej nr 80S60033 pomiędzy MSWiA a Microsoft Ireland Operations Ltd. Zatem zarzut ograniczenia konkurencji w tym przypadku nie jest zasadny – uzasadnia Maciej Wiewiór, rzecznik prasowy Ministerstwa Skarbu Państwa.

W sprawie tego konkretnego przetargu wypowiedziała się także Emilia Garbala, Dyrektor Departamentu Kontroli Zamówień Współfinansowanych ze Środków UE, Urząd Zamówień Publicznych.
- (…) niemożliwe jest sprawdzenie prawidłowości udzielenia zamówienia publicznego wyłącznie na podstawie treści ogłoszenia, bez analizy całej dokumentacji tego postępowania – twierdzi Emilia Garbala, dodaje również: - W związku z powyższym, możliwe jest wszczęcie przez prezesa UZP kontroli danego postępowania, jeżeli uzasadnienie wniosku o wszczęcie tej kontroli wskazywać będzie na uzasadnione przypuszczenie, iż w postępowaniu doszło do naruszenia przepisów ustawy Pzp, które mogło mieć wpływ na jego wynik.

Mamy rabat


Nic nie wskazuje na to, że ograniczanie konkurencji zostanie ukrócone. Zatem warto prześwietlić umowę Select. Większość administracji realizuje zakupy w ramach międzynarodowej umowy, którą Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji po raz pierwszy podpisało z  Microsoft w 2000 roku. Obowiązywała ona do 2002 r. Następnie została wielokrotnie odnowiona i na tych samych warunkach kupujemy oprogramowanie dziś.

- W związku z bardzo dużym zainteresowaniem wszystkich uprawnionych organów administracji dotyczącym korzystania z warunków umowy Select, w dniu 28 września 2008 r. obecny Podsekretarz Stanu w MSWiA Witold Drożdż prolongował umowę Select na kolejne 36 miesięcy – mówi Maciej Mackiewicz Asystent Ministra Witolda Drożdża.

Umowa ta działa jak karta rabatowa. Nasza administracja chcąc kupić oprogramowanie Microsoft musi wybrać dystrybutora tych programów w Polsce, który oferuje produkty w ramach umowy.
- Odsprzedawcą jest firma upoważniona przez Microsoft do sprzedaży licencji w ramach programu Microsoft Select. Firmy, które posiadają uprawnienia do sprzedawania licencji oprogramowania Microsoft Select określane są w tym programie licencyjnym, jako tak zwane firmy LAR (Large Account Reseller) – tłumaczy Maciej Mackiewicz.

Odsprzedawcy decydują o ostatecznej cenie.
- Cena jaką płaci klient zależy od marży jaką nałoży na to sprzedawca, który może dowolnie ją kształtować (np. rozłożyć klientowi płatność na raty, stosować odłożoną w czasie płatność itd), a także np. od podatku VAT obowiązującego w danym kraju. Zasady jakie opisałem powyżej są stosowane na całym świecie - mówi Michał Jaworski, dyrektor ds. strategii Microsoft.

Microsoft umowną wielkość upustu określa enigmatycznie.  
- Umowa gwarantuje jednostkom administracji rządowej i jednostkom administracji samorządowej korzystny poziom cen przy zakupach licencji oprogramowania firmy Microsoft (ceny hurtowe). W nowej umowie administracja uzyskała bardzo korzystne opusty cenowe na poziomie D – dodaje Mackiewicz.
Poziom cenowy D jak się okazuje jest zmienny w zależności od kursu dolara. Firma nie chce zdradzić ile on wynosi.
- Poziom D w umowie Select mówi o tym, że klient ma zagwarantowany najniższy poziom cen w tym programie – wyjaśnia Michał Jaworski.

Okazuje się jednak, że w przetargu (2009/S 249-359062) ogłoszonym przez Elektrownię Kozienice czytamy „(…)zakupu licencji i Software Assurance dla nowych produktów dodatkowych oprogramowania Microsoft od ceny poziomu cenowego D-14 proc. cennika produktów Microsoft właściwego dla umowy Enterprise (…)”.

Microsoft nie wypowiedział się jednoznacznie, czy poziom cenowy D dla umowy Enterprise i Select kształtuje się podobnie.

Ostatnio Microsoft miał promocję dla małych firm i sprzedawał biurowe oprogramowanie z 30-procentowym upustem. W 2008 roku były promocje na Microsoft Office 2007 dla użytkowników domowych, który był dostępny w promocyjnej cenie - tylko 199 zł. W pewnym momencie można było także nabyć Microsoft Office Small Business 2007 za 645 złotych brutto.
Wszystkie proporcje na głowę biją międzynarodową umowę z naszą administracją. Microsoft nie widzi w tym nic dziwnego.
- Umowa Select daje możliwość planowania zakupów w czasie jej trwania i korzystanie z jednolitego, przewidywalnego poziomu cen bez konieczności dokonania jednorazowego dużego zakupu. Niemniej urzędy nie muszą korzystać wyłącznie z tej umowy. Zawsze mogą skorzystać z innych dostępnych promocji – dodaje Michał Jaworski.
Rzeczywiście urzędy mają wybór, jednak konsekwentnie zdają się go nie dostrzegać.

Poprzednie artykuły na ten temat wywołały sporo dyskusji, kliknij, żeby przeczytać:

 

Microsoft, moja miłość (autorstwa Anny Borys)


Miłość lub uczucie równoważne (autorstwa Tomasza Barbaszewskiego)

 

 

7 lutego 2010 18:46

dodajdo Wyślij link Drukuj Pobierz jako PDF

uwaga: NGI sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii internautów. Osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, obraźliwe, wulgarne, naruszające zasady współżycia społecznego albo naruszające prawa NGI sp. z o.o. lub innych podmiotów może ponieść odpowiedzialność karną lub cywilną.

tytuł komentarza

autor

komentarz

Kod z obrazka (wymagany)


Microsoft, moja miłość - część 2 Anonim (8 lutego 2010 9:04)
Oj nie jest to milosc kurtuazyjna. M$ potrafi zadbac aby w urzedach "kierownikami zamawiajacego" byli ludzie mili mu ...
Microsoft, moja miłość - część 2 Anonim (8 lutego 2010 9:34)
Taaaa z tym IBM to jest tak że podjęli decyzję i nawet wyznaczyli termin – który już dawno był. Osobiście jakoś nie widziałem pracownika IBM który by nie używał dalej Offica. Wszelkie dokumenty także są przesyłane w nim. Ciekawe dlaczego…
Microsoft, moja miłość - część 2 Anonim (8 lutego 2010 9:36)
Kolega to niech się zajmie przetargami IBM albo Oracle tam to idą prawdziwe pieniądze przy których MS to drobne.
Microsoft, moja miłość - część 2 Anonim (8 lutego 2010 9:40)
Przepraszam koleżanka…
Microsoft, moja miłość - część 2 Anonim (8 lutego 2010 10:21)
Niestety wszystkie tego typu artykułów skupiają się tylko na jednym aspekcie wymiany Offica na OpenOffica. Co jest dość wąskim myśleniem i trochę naiwnym. Tak wiem zaraz ktoś napisze że gdzieś w jakimś ministerstwie jest używany OO i się da. Oczywiście że się da tylko jakoś mój ulubieniec Tomasz B. nie dopisał że tam jest wykorzystywany Lotus jako klient poczty i nie tylko. O tym to już zapomniał wspomnieć bo po bo jeszcze się ludzie dowiedzą że Lotus to kosztuje średnio dwa razy tyle co rozwiązanie MS. Ale co tam mamy sukces, wdrożyłem OO.
Dlatego aby rozwiązać problem to trzeba najpierw na coś się zdecydować i podejść globalnie do problemu.
A mianowicie wybrać jeden ( ewentualnie mix systemów o czym dalej ) system pocztowy dla wszystkich urzędów ( to dopiero da ogromne oszczędności w licencjach oraz sprzęcie – umowy licencyjne i wsparcie sprzętu) i nawet może to być na komercyjnym oprogramowaniu – tylko wtedy gwarantujemy sobie w umowie upusty na np.: 5 lat a nawet 10 ( da się nawet z IBM czy MS – trzeba tylko chcieć) . Oczywiście są systemy opensource np.: Zimbra ( moje ulubione rozwiązanie ) czy system pocztowy Novella ( bardziej działa na systemach OS niż jest darmowy). Może to być oczywiście mix systemów pocztowych w celu ograniczenia kosztów . Np.: u mnie w firmie jest Exchange ale tylko do użytkowników zawansowanych którzy naprawdę tego potrzebują a reszta poczty jest na Zimbra. Bo po co pani Exchange jak dostaje jeden czy dwa maile dziennie. Następnie wybieramy system do obiegu dokumentów oraz komunikator IM ( no chyba ze system pocztowym ma to wbudowane ) i się trzymamy tego.
Konsolidujemy serwerownie do jakiejś sensownej liczby ( kolejne ogromne oszczędności). Stosujemy vitrualizację bo nie ukrywajmy większość serwerów się nudzi.
I dopiero teraz możemy mówić o migracji czegokolwiek na cokolwiek.
I da się to zrobić i nie trzeba na to majątku wydawać - tylko trzeba chcieć.
A komu się chce jak w Polsce się żyje od wyborów do wyborów albo do pierwszej afery.
Microsoft, moja miłość - część 2 Tomasz Barbaszewski (8 lutego 2010 10:42)
Miło mi, że zostałem czyims ulubieńcem - miło mieć fanów - nawet anonimowych. Fan zresztą chyba powinien być anonimowy.
A co do meritum:
Zawsze mi się wydawało, że organizacje mają realizować tak zwane procesy biznesowe (Podejście TQM, normy rodzin ISo 9000 i 27000 itp). A zdaniem tak zwanego "systemu informatycznego" jest wspieranie tych procesów - i powien to robic EFEKTYWNIE. Podałeś, Anonimie przykład poczty elektronicznej - sam więc przyznajesz, że istnieje wiele rozwiązań, z których nalezy wybrać dostosowane do RZECZYWISTYCH potrzeb i co wazniejsze chroniące ludzi IT (czyli także Ciebie, drogi Anonimie) przez Vendor Lock-In
- niezaleznie czy dotyczy to produktów MS, IBM, Oracle czy wielkiej lub maleńkiej firmy polskiej (także mojej).
A przed tym może uchronić PROJEKT systemu, jego modularna architektura przygotowana przez faktycznych specjalistów - a nie przetargi organizowane na zasadzie "MS - kto mi sprzeda za najmniej?", "Komputer z płytą główną i myszką oznaczoną trwale logo producenta i 5 diodami LED - w tym 2 niebieskie! na płycie czołowej" - 100% kryterium CENA!
Microsoft, moja miłość - część 2 Anonim (8 lutego 2010 12:14)
Jakoś wszyscy w tych dyskusjach zapominają o drobnej sprawie - PO CO TA INFORMATYZACJA? Nie da się uogólniać potrzeb klientów i decydować - wszędzie MS Office lub Open Office. Kto tak twierdzi powinien pokazać swoje referencje w dobrze wdrożonych i działających systemach teleinformatycznych.
Microsoft, moja miłość - część 2 Anonim (8 lutego 2010 20:38)
http://www.tvn24.pl/1,251,8,65559769,173376665,7867742,0,forum.html
Microsoft, moja miłość - część 2 Anonim (9 lutego 2010 18:45)
Sprawa jest prosta:

Select jest podpisywany przez kolejnych ministrów niezależnie od opcji politycznej:

1.W.Szewko
2.G.Bliźniuk
3.W.Drozdż

Nie ważne kto jest u władzy - rządzi M$
Microsoft, moja miłość - część 2 Anonim (10 lutego 2010 8:46)
Widać Wielki Niebieski posiada kasę na promocję .
Co do Pana Tomka B to czy przypadkiem jego źródłem utrzymania nie jest sprzedaż rozwiązań Open Source , wtedy to nie jest głos w dyskusji ale promocja ! . Co do kosztów to proszę zbadać jakie są główne źródła przychodów firm zajmujących się "Otwartym" softem , ciekawe skąd się to bierze jak ponoć wszystko jest za free ????. Strategicznie chodzi o to aby jedną korporację z US zamienić na drugą . A płacić trzeba , czy nie jest hipokryzją nie płacenie za komercyjne oprogramowanie ale płacenie za komercyjne wsparcie "otwartego" oprogramowania , wszak kasa ta sama ( ale i socjalistyczna poprawność polityczna ! , walczymy z MS )
Microsoft, moja miłość - część 2 Mariusz Zielke (10 lutego 2010 10:44)
Głównym powodem naszego zainteresowania tą sprawą jest fakt opisywania przetargów publicznych tak, jakby Microsoft nie miał żadnej konkurencji, co jest nieprawdą. Nie nawołujemy do wyrzucenia Microsoftu z urzędów, tylko do umożliwienia uczciwej konkurencji zgodnie z zapotrzebowaniem zamawiających. Może w uczciwym przetargu jedno czy drugie ministerstwo mogłoby uzyskać 70 proc. rabatu a nie 14 proc., przy dopuszczeniu konkurencji. Może w jednym przypadku tak by się nie stało, ale gdyby cała administracja robiła uczciwe przetargi, to chyba nawet Microsoft musiałby się zastanowić nad swoją polityką w tym zakresie?
Microsoft, moja miłość - część 2 Anonim (10 lutego 2010 13:44)
Cytat z postu sympatycznego Pana Tomka "....A przed tym może uchronić PROJEKT systemu, jego modularna architektura przygotowana przez faktycznych specjalistów - a nie przetargi organizowane na zasadzie "MS - kto mi sprzeda za najmniej?, Komputer z płytą główną i myszką oznaczoną trwale logo producenta i 5 diodami LED - w tym 2 niebieskie! na płycie czołowej" - 100% kryterium CENA! ...."
Chwała Bogu , że są tacy niezależni i "obiektywni" eksperci jak Pan Tomasz , bo polskie ICT legło by w gruzach zabite przez skorumpowanych tępaków z sektora publicznego . I to wszytko ten mąż opacznościowy czyni bezinteresownie dla dobra Ojczyzny !!!!!!!!!! :))))
Panie T.B więcej skromności !
Microsoft, moja miłość - część 2 Tomasz Barbaszewski (10 lutego 2010 17:02)
Tylko jedno zdanie:
Życie mnie nauczyło, że ludzie (także pracujący w sektorze publicznym) zachowują się na ogół RACJONALNIE w zastanej sytuacji.
To nie LUDZIE są chorzy - chora jest SYTUACJA!
Microsoft, moja miłość - część 2 Tomasz Barbaszewski (11 lutego 2010 10:27)
Zjadłem pączka, mam dobry humor i troszkę czasu - a więc odpowiem szerzej miły Anonimie:

Po pierwsze:
Piszę pod swoim nazwiskiem - a więc tym samym "wystawiam się na krytykę". Ale moje poglądy są moimi własnymi, a nie stanowiskiem firm w których pracowałem, pracuję i będę pracował z uczelniami UJ i PK włącznie!
Po drugie:
Moim źródłem utrzymania nie jest "sprzedaż rozwiązań Open Source". Nie znam firmy "Open Source". Może Ty wiesz jak zostać jej dealerem? Dziwię się, że pracujesz "w branży" a nie rozumiesz podstawowej różnicy pomiędzy modelem rozwoju technologicznego (Wolne i Otwarte Oprogramowanie) - a produktem takim np. MS Office lub OpenOffice.
Po trzecie:
Może mi pokażesz, w którym miejscu do swych tekstów wprowadziłem reklamę konkretnych produktów firmy, z którą jestem związany? Promocja "Open Source"? A co to za produkt? Gdzie go się kupuje i za ile?
Po czwarte:
Nie odpowiada mi - i zapewne do końca życia nie będzie mi odpowiadać traktowanie ludzi jak idiotów:
Nie wolno sprawdzać, jak program działa, nie wolno go modyfikować... dobrze, że można go w ogóle używać! To stosunkowo niedawny wynalazek, bo jak pewnie wiesz w latach 1990-2000 byłem dość silnie związany z SCO, a ich disclaimer licencyjny wyglądał tak:
Copyright (C) 1988-1996 The Santa Cruz Operation, Inc.
All Rights Reserved.
The information in this file is provided for the exclusive use of
the licensees of The Santa Cruz Operation, Inc. Such users have the
right to use, modify, and incorporate this code into other products
for purposes authorized by the license agreement provided they include
this notice and the associated copyright notice with any such product.
The information in this file is provided "AS IS" without warranty.
Jednym słowem - nikt nie traktował mnie jak wytresowanego w klikaniu idioty, który czego się dotknie - to popsuje. Traktowano mnie jak fachowca, który potrafi zmodyfikować oprogramowanie tak, aby jak najlepiej spełniało jego potrzeby!
W tak zwanych dawnych czasach dołączano do sprzętu elektronicznego schematy ideowe - a dziś?

A co do "skromności":
Wskaż mi, Drogi Anonimie firmę, która kupi obrabiarkę lub linię technologiczną za kilkanaście-kilkadziesiąt milionów bez kompletnej Dokumentacji Techniczno-Ruchowej i szczegółowej Umowy Serwisowej!
A przecież profesjonalny system informatyczny to linia technologiczna do obróbki informacji!
Masz kompletną DTR do obsługiwanego przez siebie systemu? Jeśli tak - to chylę czoła!
Jeśli nie - to powiem Ci w oczy: Zmarnowałeś państwowe (czyli także MOJE) pieniądze! I mogę tylko mieć nadzieję, że po prostu z niewiedzy i niefrasobliwości!
Jeśli otrzymuję SIWZ z punktem:
Poprawna współpraca z aplikacją "POBYT" i zadaję pytanie, w jaki sposób mogę otrzymać wymagania tej aplikacji (dokumentacja!) i otrzymuję odpowiedź, że nie ma takiej możliwości to wybacz - albo przetarg jest ustawiony (i tylko "równiejsi" otrzymali wymagania techniczne) albo po prostu tej dokumentacji nie ma! I z mojej ponad 20-letniej praktyki współpracy z sektorem gov wynika, że to drugie jest o wiele bardziej prawdopodobne!
Chlubne wyjątki, w których w SIWZach są zawarte np. dokładne wymagania dotyczące interfejsów są rzadkością! A jakie są rezultaty "informatyzacji" tego sektora wystarczy sprawdzić::
Czy współpraca systemów w administracji jest bezproblemowa?
Ile rozwiązań (od czasu słynnej poczty X.25 i komputerów "Hetman") było "nietrafionych" i w ogóle nie zadziałało?
A obecne problemy serwisowe ZUS to może wyjątek?
Na komputerach znają się wszyscy - "Wyobraźcie sobie - mój syn poskładał sam komputer!" I taką podstawę decydenci (i niestety niektórzy "informatycy") przenoszą do systemów profesjonalnych. Rezultat - "afera goni aferę", a powołanie CPI to chyba jakiś krzyk rozpaczy...
Microsoft, moja miłość - część 2 Jezry Koszewoj (11 lutego 2010 11:09)
@Tomasz Barbaszewski:
zasadniczo moge sie podpiac obydwiema rekoma i nogami pod Pana opinia.

Dodam jedno: w Polsce jest tak ze wielkie firmy dbaja o to zeby CIO w urzedach (czyli jako kierownicy zamawiajacego w postepowaniach zp) byli ludzie im przychylni. A tych nieprzychylnych (a moze niezaleznie myslacych) potrafia usunac i utopic w szambie. I taka Polska jest czlonkiem NATO i UE?????

Pozdrowienia z Liege (vel Luik)

Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak i Steve Ballmer, prezes Microsoft Corporation, na spotkaniu w Warszawie w 2009 r.
fot. Ministerstwo Gospodarki