Miłość (lub uczucie równoważne)...

Tomasz Barbaszewski

Czy rząd może przerwać nielegalne praktyki ustawiania publicznych przetargów w branży IT?

Kontynuujemy dyskusję na temat polskiej fikcji przetargowej. Na ustawianiu publicznych przetargów w branży informatycznej traci budżet państwa, wiele firm i cały rynek. I to w wielu przypadkach wcale nie przez korupcję, tylko z powodu niewiedzy, nieudolności czy też niemocy organizacyjnej. Liczba nieuczciwych SIWZ rośnie jednak dramatycznie. Jeśli nic nie powstrzyma takich praktyk, to nowatorskie firmy nie będą miały czego szukać na rynku publicznym. Nie zawsze oczywiście trzeba od nowa wymyślać koło, ale czasem urzędnicy znacznie więcej mogliby uzyskać opracowując uczciwe wymagania na usługę, a nie dostarczenie pudełek z wieloma nieprzydatnymi dla nich funkcjami, certyfikatami i świecidełkami. Dziś ważny - w naszej opinii - głos w tej debacie od praktyka. Publikujemy (bez zmian) tekst Tomasza Barbaszewskiego, który nawiązuje do naszej publikacji o Microsofcie.


"Tekst Pani Anny Borys - "Microsoft moja miłość" (kliknij, żeby przeczytać) dotknął bardzo ważnego problemu i to wcale nie dlatego, że Autorka poświęciła go dyskusji o możliwości korzystania z Wolnego i Otwartego Oprogramowania (WiOO), lecz ponieważ dotyczy problemu przetargów publicznych.

 

Niektóre wypowiedzi cytowane w tym tekście świadczą o braku wiedzy o tym, czym jest WiOO i jakie są warunki korzystania z tych programów (WiOO to nie "freeware"!), ale to jest stosunkowo łatwe do sprostowania - wystarczy po prostu przeczytać licencje określające warunki korzystania z oprogramowania, co oczywiście powinno być podstawowym obowiązkiem osób odpowiedzialnych za jego wdrażanie. Problem z przetargami publicznymi jest jednak znacznie poważniejszy.

 

Jak zapewne wszyscy wiedzą, podstawowym dokumentem każdego przetargu jest tak zwany SIWZ (Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia). Zamawiający określa w nim, jakich właściwości oczekuje od oferowanego rozwiązania. Jest to w większości przypadków jedyny dokument w postępowaniu przetargowym o charakterze technicznym. To właśnie w dokumentach SIWZ mamy zapisy typu "Oprogramowanie Microsoft Windows XP  Professional z Service Pack 3" czasem z czysto formalnym dopiskiem "lub równoważne". Oczywiście warunków równoważności (czyli określenia, o jakie właściwości techniczne systemu naprawdę Zamawiającemu chodzi) próżno szukać...

 

Aby już "zejść z Microsoftu" warto także wskazać na powszechną praktykę przepisywania specyfikacji z kart katalogowych publikowanych przez producentów sprzętu. Przecież to takie proste - wystarczy dostępna w każdym współczesnym systemie funkcja "Paste". Oto przykład (z autentycznego SIWZ!):

 

Interfejs sieciowy terminala graficznego:
 Gigabit Ethernet 10/100/1000, skrętka (RJ-45), TCP/IP z obsługą DNS i DHCP, Point-to-Point Protocol (PPP), połączenie bezpośrednie przez port RS-232, Point-to-Point over Ethernet (PPPoE), Point-to-Point Tunneling Protocol (PPTP), Layer-2 Tunneling Protocol (L2TP), Wake on LAN (WOL), PXE, Server Network Time Protocol (STNP), Simple Network Management Protocol (SNMP)
Porty we/wy terminala graficznego:
8 portów USB 2.0 (dwa z przodu, cztery z tyłu i dwa w bezpiecznej kieszeni USB), 1 port VGA, 1 port DVI-D, 2 porty PS/2, 1 port szeregowy, 1 port RJ-45

 

I tak dalej, i tak dalej! Oczywiście dopuszcza się "rozwiązania równoważne" ale:
Płyta główna, klawiatura i mysz muszą być jednego producenta, którego logo musi być w sposób trwały umieszczone na wszystkich elementach zestawu.
Czyli:
Samochód musi być trwale oznaczony logo producenta. Logo musi być wpisane w koło, zaś liczba elementów podtrzymujących okrąg zewnętrzny musi być większa niż dwa, a mniejsza niż cztery...

 

Warunki wolnej konkurencji zostały zachowane...

 

Przedstawiciele Zamawiających argumentują - to nasz budżet, nasze środki i chcemy kupić to, co na najbardziej odpowiada, już eksploatujemy takie rozwiązanie itd., itd.

 

Otóż to jest nieprawda - to nie są ŚRODKI ZAMAWIAJĄCEGO - to są ŚRODKI PUBLICZNE. I zostały one przyznane Instytucji nie po to, aby zakupiła "to, co jej najbardziej odpowiada" - lecz to, co jest jej niezbędne do realizacji celów, dla których została powołana (tak zwanych procesów biznesowych). Wielu zamawiających dumnie powołuje się na wdrożenie norm rodziny ISO 9000 - a przecież to właśnie te normy charakteryzuje podejście procesowe... Pytanie - do realizacji jakiego procesu biznesowego niezbędne jest wyposażenie standardowego sieciowego  komputerowego stanowiska pracy w 8 portów USB? Czy zamawiający może to umotywować? Jakież to urządzenia peryferyjne planuje się do niego za pomocą tych ośmiu portów USB 2.0  podłączyć?

 

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż Instytut Inżynierii Oprogramowania Carnegie-Mellon University, na którego opracowania z zakresu akwizycji systemów informatycznych powołuje się także w swych "Rekomendacjach" Urząd Zamówień Publicznych RP stwierdza, że pierwszym etapem tego procesu powinno być określenie i udokumentowanie rzeczywistych potrzeb (stated needs), a następnie zaprojektowanie kluczowych interfejsów. O tym, że zamawiający opracowują specyfikację pod rozwiązanie, które sobie "upatrzyli" mówi się od lat - wystarczy przypomnieć słynny "List Otwarty" czołowych polskich producentów sprzętu komputerowego skierowany do najwyższych władz oraz stowarzyszeń informatycznych (15 listopad 2006 r.), w którym wskazywano na umieszczanie w SIWZ przetargów publicznych zapisów nie mających nic wspólnego z rzeczywistymi potrzebami (np. określanie liczby oraz funkcji diod LED na obudowie komputera!). I czy coś się zmieniło - ano nic!

 

Obawiam się, że nadal wszystko pozostanie po staremu jeśli nie będzie się wymagać od rozpisujących przetargi publiczne określenia i udokumentowania rzeczywistych potrzeb, których zgodność ze stanem faktycznym będzie mogła podlegać merytorycznej kontroli. Tylko postawienie takiego wymagania mogłyby postawić proces przetargowy z powrotem "na nogi" -  czyli takie opracowywanie dokumentacji (a zwłaszcza SIWZ), aby zawarte w niej wymagania były odzwierciedleniem rzeczywistych potrzeb organizatora przetargu, a nie zawierały danych katalogowych sprzętu lub oprogramowania preferowanych producentów.

 

Jeśli to nie nastąpi będzie dalej tak jak jest. I opracowujący SIWZ będą nadal przygotowywać je w taki sposób, aby de-facto wykluczały swobodne konkurowanie różnych rozwiązań.

 

A przecież jeszcze stosunkowo niedawno (2003, 2004) w większych przetargach prowadzono dobrze przygotowane testy techniczne według jawnych, opublikowanych szczegółowych procedur, do SIWZ dołączano załączniki zawierające dokumentację interfejsów i inne szczegółowo określone wymagania o intersubiektywnym i interkomunikowalnym charakterze technicznym. W takich warunkach możliwa była prawdziwa konkurencja - każdy bowiem mógł się pokusić o przygotowanie odpowiedniego rozwiązania - po prostu wszyscy wiedzieli, o co chodzi (jeśli tylko rozumieli język techniczny)! Zamawiający po zakończeniu testów i porównaniu cen mógł wybrać najkorzystniejsze rozwiązanie.

 

Dopóki nie zostanie wprowadzona obiektywna kontrola całości procesu przetargowego i zgodności wymagań z rzeczywistymi, udokumentowanymi oraz uzasadnionymi potrzebami zamawiającego - a przynajmniej realne zagrożenie taką kontrolą i jej konsekwencjami nie ma co marzyć o warunkach swobodnej konkurencji - a tym samym szerszym upowszechnieniu Wolnego i Otwartego Oprogramowania. Zawsze będzie bowiem można znaleźć szczegół różniący "rozwiązanie równoważne" od "jedynie słusznego i pożądanego", który zostanie użyty do zdyskwalifikowania tego pierwszego, choćby we wszystkich innych parametrach było ono lepsze. Ale - "Przecież nie jest równoważne".

 

A artykuł Pani Anny Borys podaje konkretne przykłady potwierdzające, że możliwe jest korzystanie na co dzień z WiOO i przynosi to konkretne korzyści (również finansowe). Czyli jednak można - a  może po prostu trzeba chcieć i kierować się zdrową zasadą poszukiwania najlepszego i najefektywniejszego rozwiązywania rzeczywistych potrzeb - a nie zachwycać się posiadaniem aż 8 portów USB w terminalu lub długą listą protokołów, które i tak nie zostaną wykorzystane w naszej instalacji.

 

System informatyczny budowany jest w celu spełnienia potrzeb "biznesowych" - a te można z powodzeniem dokładnie udokumentować (zwłaszcza w systemach Zarządzania Jakością). Może więc jednak "tabakiera dla nosa - Mości Panowie!".

 

Tekst ten wyraża wyłącznie moje osobiste poglądy i nie może być w żaden inny sposób interpretowany."

Tomasz Barbaszewski*

*Autor jest Przewodniczącym Rady Ekspertów Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania, prezesem firmy ABA, byłym dyrektorem ds. nowych technologii Optimusa, wykładowcą akademickim Uniwersytetu Jagiellońskiego i Politechniki Krakowskiej.

Wstęp dodany od redakcji.

 

22 listopada 2009 22:29

dodajdo Wyślij link Drukuj Pobierz jako PDF

uwaga: NGI sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii internautów. Osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, obraźliwe, wulgarne, naruszające zasady współżycia społecznego albo naruszające prawa NGI sp. z o.o. lub innych podmiotów może ponieść odpowiedzialność karną lub cywilną.

tytuł komentarza

autor

komentarz

Kod z obrazka (wymagany)


Miłość (lub uczucie równoważne)... Rafal Nowak (23 listopada 2009 8:50)
Dobry i celny artykul.
Od siebie (z perspektywy tzw. CIO samorzadu) dodam ze nie ma mowy o neutralnosci jesli wladza centralna w sposob jawny wspiera takie rozwiazania jak M$.
No bo wokol prezesa M$ ktory mial przystanek w Warsaw w drodze do Moskwy i Pekinu skacza wszyscy z ministerem MSW na czele a na zadnej konferencji OSS (a mielismy eventy miedzynarodowe) nie pojawia sie nawet mlodszy specjalista z MSW. To prawda ze drzewiej bywalo inaczej ale teraz jest tak.
Miłość (lub uczucie równoważne)... ryszard k. (23 listopada 2009 13:18)
A może jednak dla wszystkich lepiej, żeby public wydawał pieniądze, a nie bujał się z przepisami i zastanawiał jak tu dogodzić jakiejś małej grupce niezadowolonych?
Miłość (lub uczucie równoważne)... Tomasz Barbaszewski (23 listopada 2009 13:52)
Jasne - wydawać, byle szybko i byle jak...
Za komentarz wystarczy ten link:

http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article472485/Policja_szuka_nowej_bazy_danych.html
Miłość (lub uczucie równoważne)... Anonim (23 listopada 2009 20:03)
Święte słowa panie Tomaszu.

Najśmieszniejszy SIWZ (2008), który widziałem, a który zawierał odwołania do USB był mniej więcej treści takiej, że stosowny PC powinien zostać wyposażony w 12 USB, z wyliczeniem ile z przodu, ile z tyłu, a ile w środku. Biorąc pod uwagę przeznacze (konsola administracyjna) wymaganie to było oderwane od potrzeb.

Ale do zupełnego absurdu sprowadzał je (uzasadniony) zapis stanowiący, że dana konsola powinna być częścią systemu niejawnego, a więc
systemu podlegającego certyfikacji.Rzecz w tym, że pierwszym krokiem w przygotowaniu
komputera do pracy w takim środowisku jest .. zaklejenie wszystkich USB :)

Dlaczego pojawiło się tam taka głupota? To proste, wymagania przygotował człowiek, którego miesiąc spotkalismy u znanej polskiej spółki na S., a ta spółka akurat miała wtedy dobry układ ze znaną amerykańską korporacją na D.

Pomysły dotyczące przejrzystości SIWZ nie wydają mi się natomiast trafione, bo nie odnoszą się do istoty problemu. A istotą problemu jest to, że urzędnicy nie mają najmniejszych powodów do zastanawiania się, czy aby wydają pieniądze publiczne z pozytkiem dla spoleczenstw albo panstwa. To nie jest ich własność, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za błędne decyzje, więc im po prostu nie zależy.

O wiele ważniejszą sprawą dla urzędnika jest natomiast doprowadzenie przetargu zgodnie z procedurą do samego końca, i to bez względu na rezultat. Sam wynik przetargu z kolei zależy od aktualnych ustnych bądź pisemnych dyrektyw.

Przykładowo: jeśli minister (albo inny szef) mówi o oszczędnościach, to urzędnik wie, że przetargi generalnie powinny zakończyć się unieważnieniem, bo tylko wtedy wykona 200% normy. Jeśli minister stwierdza, że nie wykorzystujemy nalezycie środków unijnych, to urzędnik wie, że dla przedsięwzięc dofinansowanych z UE najlepsza jest najdroższa oferta mieszcząca się w zaplanowanych środkach, bo
daje najwyższy współczynnik . Itd, itp.

Jakikolwiek interes publiczny, jakakolwiek zasadność wydatkowania naszych pieniędzy nie ma w procedurze najmniejszego znaczenia. Dlatego też uważam, że argument o niewielkich kosztach oprogramowania typu OSS (niestety) jeszcze długo będzie nietrafiony. Co gorsza sam fakt, że oprogramowanie takie jest tańsze od komercyjnych odpowiedników jest wysoce niekorzystny bo, urzędnik tym ważniejszy im o większych pieniądzach decyduje, a OSS z wielkimi pieniedzmi mu sie nie kojarzy..

ryszard k. Co to znaczy mała grupka niezadowolonych? Z moich doświadczeń wynika, że zadowoleni są głównie krętacze z dużych firm pod które ustawiane są przetargi, a i to tylko wtedy, gdy im przekręt wyjdzie. Reszta, duża grupa "niezadowolonych" przygląda się temu cwaniactwu i korupcji raczej bezsilnie, zastanawiając się czy aby dobrze robią hołdując jakomkolwiek zasadom
moralnym. I tak zastanawiają się mniej więcej do czasu bankructwa..

Miłość (lub uczucie równoważne)... Tomasz Barbaszewski (24 listopada 2009 10:00)
Dziękuję za uznanie!

Problem akwizycji (czyli w naszym przypadku przetargów) przez organizacje publiczne (rządowe, samorządowe itp.) nie jest tylko problemem polskim. Afery (i to duże) zdarzały się wszędzie - dlatego też w USA (i w innych krajach) opracowano i wdrożono (szczególnie w kontraktach na systemy militarne) odpowiednią strategię techniczno-biznesową. Definiuje ona jasno 5 etapów procesu akwizycji rozwiązania:
1. określenie potrzeb i możliwości ich zaspokojenia,
2. zastosowanie architektury modularnej,
3. określenie kluczowych interfejsów,
4. wybór otwartych standardów,
5. testy rozwiązań.
Główne korzyści z takiego podejścia to:
- Łatwość wprowadzanie zmian w miarę rozwoju technologii,
- Redukcja TCO,
- Możliwość ewolucyjnego, "spiralnego" rozwoju,
- Interoperacyjność,
- Zmniejszenie ryzyk zarówno w procesie akwizycji, jak i eksploatacji.

Ale to raczej temat na specjalistyczne opracowanie - może je "popełnię" w wolnej chwili...
W każdym razie proces akwizycji powinien być zdefiniowany - bo inaczej zawsze będą z nim problemy...
Miłość (lub uczucie równoważne)... Anonim (24 listopada 2009 10:11)
To prawda, tlko taki system zakład że obie strony są uczciwe. Barszo często wtedy gdy SIWZ jest otwary i rzeczywiście pozwala wielu podmiotom, producentom złożyć ofertę startują postepowaniu firmy które nie są w stanie udźwignąć ciężaru dostawy, dostarczaja sprzęt miernej jakości bo kryterium jest przecież cena i wtedy nik nie liczy ile pieniędzy poublicznych pszło w błoto bo systemy nie działają prawidłowo . Przestój to też koszt.
Miłość (lub uczucie równoważne)... Tomasz Barbaszewski (24 listopada 2009 11:36)
Gwoli sprecyzowania:

Naprawdę nie chodzi mi o to, aby zawsze wybierać oprogramowanie open source. Rzecz w tym, aby wybierać rozwiązanie NAJKORZYSTNIEJSZE. Zarówno przy zakupie, jak i w eksploatacji. Oprogramowanie wolne i własnościowe mogą ze sobą znakomicie współpracować - od tego są standardy i słynna interoperacyjność! Dowodów, że tak można jest wiele i to w skali dziesiątków tysięcy stanowisk.

Druga sprawa - "kryterium 100% cena". Owszem, jest wygodne i proste dla Komisji. Przypominam sobie, jak jeden decydentów MinFin 6 lat temu martwił się jak zapobiec dostawie "badziewnego sprzętu". Odpowiedziałem - "100% cena to gwarancja badziewia.". I stąd takie "miny" w SIWZach, o których napisałem - zamawiający stara się znaleźć unikalne cechy sprzętu, którego jakość mu odpowiada.
Obiektywne testy rozwiązań były jeszcze niedawno stosowane - dziś to wyjątek. A czasem małe niedopatrzenie w SIWZ - i kłopot gotowy. Jednemu z urzędów udało się kupić (tanio!) terminale z MS Windows CE bez żadnego protokołu komunikacyjnego! Nie było wymienione w SIWZ - sprawa przegrana! W efekcie trzeba było instalować nowe oprogramowanie (też na CE, ale już działające). Gdyby wymagano testu - nieuczciwość dostawcy wyszłaby na jaw natychmiast!
Techniki nie da się "zawiecować".
Miłość (lub uczucie równoważne)... szczesliwy (25 listopada 2009 10:12)
Od razu polecam lekturze specyfikacje

http://www.cpi.mswia.gov.pl/portal/cpi/33/565/Doposazenie_techniczne_Zintegrowanego_Systemu_Obiegu_Dokumentow_Elektronicznych_.html

Centrum Promocji IBM cała gębą, cóż zrobić już bardziej wprost nie można i nikomu to nie przeszkadza to jest monopol i brak konkurencji.
Starczy kupić tylko małe pudełko a potem rozbudowywać i już nie ma konkurencji a celowość takiego działania pozostawia wiele do życzenia. Widzę że kolega Dyr. postanawia doposażyć swój projekt z KGP który do tej pory nie osiągnął postawionych przednim założeń ( chyba że jedynym założeniem było dostarczenie licencji i sprzętu) i Policjanci klną na to fajne rozwiązanie dostarczane przez IBM.
Poza tym kupowanie rozwiązań tylko z rocznym wsparciem jest oczywistym działaniem na szkodę zamawiającego szczególnie kiedy kupuje się rozwiązania zamknięte jakim nie wątpliwe są maszyny z rodzaju Power6 bo tylko jedna firma produkuje takie rozwiązanie i praktyka tej firmy jest pewna że kupujący dostaje licencje i roczne wsparcie a następnie co rok zamawiający będzie dostawał fakturę za kolejne wsparcie już bez przetargu …. I na warunkach właściciela technologii i zamawiający zostanie uszczęśliwiony, nowym systemem i nowymi kosztami.
Ale w sumie to nie zamawiający będzie płacił co rok do IBM tylko Policja której to CPI przekaże system do użytkowania…
Nikomu to nie przeszkadza Ojciec Dyr. dopnie swego i zapewni swoim kolegą z pochodzenia dolnośląskiego odpowiedni obrót i sprzedaż... sukcessss

A za rok przeczytamy że Policja ogłosi konkurs na wizję systemu Pocztowego przyszłości… ze względu na brak środków na utrzymanie systemu … i Powtórka z KSIP-a będzie
Jako że zbliża się końcówka roku zapewne Jaśnie Oświecony Ojciec Dyr. z Pileckiego się obroni i ma dobre uzasadnienie i motywację dla swojego działania i jeszcze długo będzie nam Panował i sprawiał że będziemy żyć w ciekawych czasach.


Co z tego że do tej pory poprzednie zakupy dokonane w IBM nie działają starczy spytać tylko użytkowników PESEL , cały czas przecież funkcjonuje JANTAR a nie zakończony PESEL2, PL.ID też plotki mówią że każda złożona oferta będzie niebieska bo tylko takie rozwiązanie jest najbardziej punktowane , ale wszystko jest czyste i przejrzyste tylko nie wiele osób chce wyciągnąć wnioski i nauki.
Ciekawe co na to nasze służby kontrolne może zapewniają jaką przychylność takim działaniom ?


Bo po co taki układ każdemu odpowiada i ani pani Anna B. ani kolega Mariusz Z. nie interesują się takim sprawami to jest prawdziwa rzetelność :)
A chodzą po rynku plotki że niektóre artykuły właśnie był wspierane lub nawet inicjowanie przez tandem CPI IBM.... co za życie nie ma to jak "kupić sobie przychylność"

Nie to bym się czepiał ale ktoś mógłby w końcu prześwietlić działania i zasadność naszej administracji w kontekście projektów centralnych zlecanych z wolnej ręki jednej firmie oraz ustawiana reszty postępowań jako postępowań pseudo otwartych bo i tak wszystko to jest rozbudowa istniejących systemów lub musi być z nimi zgodne a najlepiej takie same.

Nie ma co trzeba iść do pracy do IBM to jedyna firma, która zapewnia świetlana perspektywę.


Dużo można by jeszcze pisać ale co to zmieni.

Pozdrawiam
JK
Miłość (lub uczucie równoważne)... Tomasz Barbaszewski (25 listopada 2009 10:53)
Klasyczny przypadek - dla odtrutki polecam swój tekst:
http://www.fwioo.pl/fileadmin/dokumenty/publikacje/dr-tomasz-barbaszewski/locked_in.pdf
Miłość (lub uczucie równoważne)... Mariusz Zielke (25 listopada 2009 14:13)
@JK. Co Pan za bzdury opowiada o inspirowaniu artykułów. NGI24.pl nikt nie płaci za teksty, nie mamy żadnego zlecenia z IBM, CPI, innych firm związanych z tą sprawą. Przypominam też, że pisaliśmy o kwestii umów MSWiA z IBM w dwóch artykułach. Sprawę ciągle analizujemy. Będą kolejne artykuły na ten temat. Zapraszam do napisania artykułu na ten temat pod nazwiskiem.
Miłość (lub uczucie równoważne)... Anonim (25 listopada 2009 14:51)
Pan redaktor pobudzi sie do dzialania w chwili kiedy Wielki Projektant z ul. Pileckiego przejmie wszystkie projekty z calej administracji. Wtedy bedzie pelna kompatygilnosc w dol i w gore ;-)))

A czas tren zbliza sie coraz szybciej - przecierz Wielki Projektant nie marnotrawilby wysilku ktury wlozyl w osadzenie swoich ludzi w min pracy i finansow ;-))))
Miłość (lub uczucie równoważne)... Anonim (25 listopada 2009 19:08)
Tylko dlaczego nikt nie bierze pod uwagę ze takie systemy trzeba utrzymywać. Dzięki przetargom który opiera się tylko na SIWZ mamy często w serwerowni nie sprzęt czy oprogramowanie ale totalne ZOO. Każdy serwer i oprogramowanie od kogo innego jak się wali to nie ma winnego. Koszty utrzymania idą w kosmos. W jednym przetargu wygrało oprogramowanie open source po dwóch latach koszty utrzymania systemu przerosły 3 razy koszty wymienionego starego systemu. Co z tego ze było tanio na początku później to już było tylko ogromnie koszty na utrzymanie tego bajzlu żeby w ogóle działał.
Miłość (lub uczucie równoważne)... Anonim (25 listopada 2009 19:26)
Normalna prywatna firma to robi przetarg na umowę ramową i wybiera 2 firmy na okres 3-5 lat. Zapobiega to sytuacji kiedy rzeczywiście mamy ZOO w serwerowniach. Obok siebie mamy switche 3com , Cisco , D-Link a to ze nie chce to działać to raczej wszystkich g…. obchodzi. Ale jest poprwanie pod względem prawnym.
Miłość (lub uczucie równoważne)... Anonim (25 listopada 2009 20:06)
Czemu się tak wszyscy czepiają Microsoft-u. Przecież jedna umowa z IBM to tyle ile państwo Polskie wydaje rocznie na oprogramowanie Microsoft-u. Tam są wydawane ogromne pieniądze a mało kto o tym mówi. Zawsze łatwo jest napisać o MS a o innych to już nie za bardzo.
Miłość (lub uczucie równoważne)... Tomasz Barbaszewski (26 listopada 2009 9:09)
Po pierwsze - nie czepiam się M$ - wręcz przeciwnie - celowo napisałem o czymś innym.

Po drugie - a propos "ZOO w serwerowni":
Drogi Anonimie - a INTERNET? Jakoś działa? Czy tam są serwery i routery jednego "wiodącego" producenta? Czy przysłowiowy "groch z kapustą"? Jak Pan myśli? Od tego, aby produkty różnych producentów współdziałały między sobą są STANDARDY. I Integrator / Administrator systemu (a tym sądząc z wypowiedzi Pan jest). Przecież o właśnie Pan powinien zadbać o to, aby wszystko razem w Pańskiej serwerowni ze sobą współpracowało. I proszę mi nie bzdurzyć o "skalowalności" - bo Internet działa, a na liście www.top500.org 90% superkomputerów (proszę sprawdzić sektory zastosowań - znajdzie Pan sporo w sektorze finansowym 90% to LINUX, a MS - 1%!)
Czyżby w administracji innych, bogatszych krajów byli lepsi od Pana fachowcy? Prosżę przeczytać choćby:

www.opendocsociety.org/ODF-TheGermansAreDoingIt
oraz
http://www.noiv.nl/about_ososs

Ciekawe, czy zgodziłby się Pan na to, aby narzucono wszystkim jednego producenta samochodów lub telewizorów (już to braliśmy - w tak zwanej Komunie)? Przecież byłoby prościej zorganizować serwis, dystrybucję części zamiennych, materiałów eksploatacyjnych etc.!!!
To Pan jest odpowiedzialny za to, aby Pańskie ZOO działało. Tak zwana Dyrekcja powinna zdefiniować potrzeby wynikające z procesów biznesowych - a Pan przedstawić KILKA alternatyw technicznych ich spełnienia. Należy je przetestować i wybrać na zasadzie "Best Value for Money".
Zakupy na zasadzie "tu palnę palmę" czytaj - jak router to CISCO, jak serwer to HP, jak software to M$ (proszę sobie podstawić w zależności od preferencji IBM i ORACLE) to prosta droga do "Vendor-Lock In" czyli dyktatu producentów.
Polecam w wolnej chwili opowieści o pułapce "Vendor-Lock In" i o tym, jak sobie z nią radzi Departament Obrony USA:
www.aba.krakow.pl/Download/Artykuly/locked_in.pdf
Warto się uczyć - choćby od diabła!
(w ogólnie akceptowanym standardzie).

Miłość (lub uczucie równoważne)... jk (27 listopada 2009 7:37)
do mariusza z.

z tego co pametam kolege redaktora jeszcze z czasow pulsu biznesu to artykol na zamowienie kosztowal 3000 pln. cos sie zmienilo w tej sprawie?
strczy przejzec tylko archiwum pb by miec o tym pojecie lub zapytac kogos w redakcji co polecam taka opinia nie wplywa dobrze na wiarygodnosc.
pozdrawiam panie mariuszu.
jacek k.
Piekiełko Mariusz Zielke (27 listopada 2009 11:44)
@Jacek K.
I jak ja mam z takimi ludźmi jak Pan rozmawiać? Podpisuje się Pan jacek k. i stawia kompletnie nieprawdziwe zarzuty i pisze coś, co mnie po prostu boli. Nigdy od nikogo nie wziąłem pieniędzy za żaden artykuł. A jak ktoś Panu tak powiedział, to jest po prostu zwykłym kłamcą. Jeśli chce Pan powielać kłamstwa, proszę się podpisać prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Udowodnię Panu, że Pan kłamie. Odrobinę cywilnej odwagi zamiast nieszczerych pozdrowień.
Miłość (lub uczucie równoważne)... Tomasz Barbaszewski (27 listopada 2009 12:28)
Przepraszam, ale to JA jestem autorem artykułu "Miłość (lub uczucie równoważne...)". Napisałem go z WŁASNEJ inicjatywy i opierając się na WŁASNYCH doświadczeniach i wysłałem do Redakcji NGI. Nie żądałem, nie oczekiwałem i nie oczekuję żadnej "wierszówki" lub innych form gratyfikacji od kogokolwiek. Dam sobie radę sam!

Nie rozumiem więc, o co chodzi p. Jackowi K.? Bo ja nie pracowałem nigdy dla Pulsu Biznesu ani dla żadnej innej gazety (choć zdarzały mi się publikacje z różnych dziedzin - od fizyki teoretycznej i doświadczalnej po politykę...).

Zapraszam do MERYTORYCZNEJ dyskusji nad problemem przetargów "informatycznych" itp.
@Anonim Tomasz Barbaszewski (30 listopada 2009 10:44)
Poruszył Pan szereg tematów, z których każdy wart jest szerszej dyskusji...

Po pierwsze - standardy. Nie jestem teoretykiem - wręcz przeciwnie. W branży działam ponad 20 lat. Brałem udział (w Polsce i za granicą) w realizacji kilkudziesiąciu sporych projektów, prowadziłem parę lat Autoryzowane Centrum Supportu itp. I co więcej - wiele z tych instalacji działa do dziś...

I odpowiem Panu jedno - jeśli jest dokumentacja techniczna to problemu nie ma. Ale na ogół nie ma dokumentacji - są tylko pobożne życzenia "wymagana jest poprawna współpraca z aplikacją XXX" (autentyczny zapis z jednego SIWZ!). Pytanie o dokumentację interfejsów aplikacji XXX budzi najwyżej dziwny uśmiech - a dostępu do środowiska testowego "nie przewidziano". Jednym słowem dostawca ma mieć cechy nadprzyrodzone i przewidywać jak działa aplikacja XXX!!!

Widzi Pan, w realnym świecie jeżdżą pociągi, pracują skomplikowane instalacje przemysłowe, działają ogólnoświatowe systemy (np. rezerwacji lotniczych) - Internet Pan dyskretnie przemilczał... Jaki wobec tego cudem?!
Przecież tyle tam egzotycznych rozwiązań! I Windows, i Unix i Linux - i różne inne dziwa... Ale przestrzega się standardów!!!

W jednym ma Pan natomiast rację - przetargi zdominowali prawnicy, dla których system komputerowy (bądź co bądź skomplikowana linia technologiczna do obróbki informacji) to to samo, co kostka brukowa! To im właśnie zawdzięczamy podejście "kryterium - 100% cena". Przecież komputer może poskładać każdy z części kupionych na "Wolumenie" to takie proste! Informatycy? Co to takiego? Chcą mieć jakieś dziwne i drogie narzędzia? Dokumentacja? A po co! Przecież każde dziecko potrafi zainstalować Need for Speed albo Wiedźmina...
Pisze Pan o setkach serwerów - bardzo byłbym ciekaw, jakim zestawem narzędzi dysponuje Pański zespół, jaka przestrzeń dyskowa jest przeznaczona wyłącznie na dane monitorowania pracy całości systemu? Czy jest w stanie Pan stwierdzić, że grozi Panu np. awaria? Czy może Pan symulować wpływ zmian na pracę systemu jeszcze przed ich wprowadzeniem? Jakie dane "historyczne" np. z transmisji sieciowych ma Pan do dyspozycji i analizy?

Ale w tym jest też trochę naszej winy - po prostu niezbyt energicznie się tego domagamy idąc po najprostszej linii oporu (jak router to CISCO, jak system to MS Windows...). Do rzadkości należy poprawnie opracowany "proposal" rozwiązania zaczynający się od inwentaryzacji rzeczywistych potrzeb...

Czasem trzeba odmówić - kiedyś zostałem zaproszony do "przetargu" na projekt naprawdę sporej (choć lokalnej) sieci. Termin oddania kompletnego projektu określono na ... jeden miesiąc! Na moje pytanie, ile trwało opracowanie projektu instalacji energetycznej w tym samym budynku odpowiedziano mi - 3 kwartały! No ale przecież "komputry" są bardzo proste!!! Projekt wykonał jeden z "integratorów". Rezultat - sieć zaczęła poprawnie działać po ponad roku...
Tak się nie da!
Miłość (lub uczucie równoważne)... anonim (25 lutego 2010 19:02)
do przemyślenia:
1. Skoro mam w firmie domenę i oprogramowanie pod Windowsa XP Professional to nie zamawiam Windowsa 7 ani tym bardziej linuksa.
2. Jeśli napiszę "serwer (procesor dwurdzeniowy, macierz RAID1 dwa dyski minimum 1TB)" to w wyniku wolnej konkurencji dostanę zwykły komputer z dwoma dyskami, który zjara się po miesiącu pracy.

Rząd pod wodzą premiera Donalda Tuska dużo mówi o modernizacji, cyfryzacji, e-usługach. Przetargów w tym zakresie rusza coraz więcej. Pytanie tylko, jaki będzie efekt końcowy.
zdj. CIR