Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.
George Orwell
Microsoft, moja miłość
Anna Borys
Gdzie polski rząd powinien szukać oszczędności, zamiast ciąć wydatki na ciekawe projekty?
Ngi24.pl rozpoczyna serię publikacji na temat wartych setki milionów złotych rocznie zakupów przez polską administrację oprogramowania Microsoftu. Często nieracjonalnych i dokonywanych z naruszeniem prawa przez urzędników. Ujawnimy w nich wiele mało znanych szczegółów dotyczących współpracy naszego sektora publicznego z korporacją z Redmond. Zupełnie nie rozumiemy, dlaczego w dobie kryzysu – tnąc wiele rzeczywiście potrzebnych zakupów i topiąc interesujące projekty – władze kompletnie ignorują możliwość przestawienia się administracji na darmowe oprogramowanie, w tym przede wszystkim na bezpłatne oprogramowanie biurowe? Dlaczego nie dokonuje się inwentaryzacji rzeczywistych potrzeb i nie porównuje ofert innych potencjalnych dostawców oprogramowania? Dlaczego w polskich przetargach tworzy się przetargową fikcję i notorycznie łamie prawo poprzez podawanie nazw zamawianych produktów Microsoftu (mimo że są produkty konkurencyjne tańsze lub darmowe)? Dlaczego integratorom w projektach dla urzędów często bezprawnie narzuca się jedynie słuszną technologię? Spróbujemy też wyjaśnić, dlaczego Microsoft podaje w sprawozdaniach rocznych 250 mln zł przychodów w Polsce, a Computerworld szacuje je na 1 mld zł. Ujawnimy szczegóły opłat marketingowych do Irlandii. Ocenimy inwestycje korporacji w Polsce i płacone u nas podatki. Zastanowimy się też, dokąd mogła zmierzać inicjatywa Centrum Otwartych Rozwiązań dla e-Administracji, którą miał realizować z MSWiA Microsoft.
Zaczynamy jednak od pytania podstawowego – czy dla produktów Microsoft w ogóle jest jakakolwiek alternatywa? Bo może są nie tylko najlepsze, najtańsze, niezawodne, ale też jedyne? Chyba jednak nie. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) sfinansowało nawet polską wersję językową Open Office, a jego przedstawiciele przyznają, że to produkt całkowicie równoważny do aplikacji Microsoftu. Dlaczego więc – mimo pozytywnych wyjątków – nie można przekonać urzędników do oszczędności czy zwykłej racjonalizacji wydatków?
Jaworzno przoduje
Urząd Miasta w Jaworznie od 2005 roku nie zakupił żadnej licencji na biurowe oprogramowanie. Urzędnicy pracują w systemie Linux, a korzystają w darmowego oprogramowania dostępnego w sieci, na przykład z Open Office. W 2006 r. z tego tytułu urząd zaoszczędził 390 tys. zł.
- W urzędzie od kilku lat korzystamy z rozwiązań otwartych standardów oraz darmowego oprogramowania. Teraz przystąpiliśmy do realizacji projektu w szkołach. W pierwszym etapie jedna trzecia szkół przejdzie na darmowe rozwiązania. Przez rok będziemy szkolić nauczycieli. W przyszłym roku na Open Office i Linuksa przejdzie reszta placówek edukacyjnych – wyjaśnia Maciej Bąk starszy informatyk w Urzędzie Miasta w Jaworznie.
Jednak darmowe oprogramowanie większości urzędników kojarzy się raczej z problemami, zamiast z korzyściami.
- Na początku wydawało się, że będą trudności. Jednak okazało się, że pracownicy urzędu bardzo szybko nauczyli się nowych programów. Jedyny problem jaki pozostał to instytucje zewnętrzne takie jak urząd wojewódzki czy izby obrachunkowe. Te instytucje łamiąc prawo zmuszają nas do dostarczania im dokumentów w zamkniętych formatach – dodaje Maciej Bąk.
Zamknięte formaty to forma zapisu charakterystyczna dla płatnych oprogramowań. Dobrym przykładem jest format .doc w Microsoft Office.
Urząd w Jaworznie poradził sobie nawet z elektronicznym podpisem, który jest kompatybilny na razie tylko z płatnym Windowsem.
- Serwer, którzy obsługuje elektroniczny podpis jest obsługiwany przez system operacyjny Windows, jednak już komputery podpięte do niego działają na Linuksie. Okazuje się, że różne przeszkody można przezwyciężyć – komentuje Rafał Brzychcy, prezes zarządu Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania.
Z przestawienia urzędu na otwarte formaty i darmowe oprogramowania płynie także wiele korzyści.
- Przede wszystkim jesteśmy dostosowani do obowiązującego w Polsce prawa. Do tego oczywiście dochodzą oszczędności, bo nie kupujemy płatnych licencji. Dodatkowo wszystkie dokumenty zapisujemy w otwartym formacie xml, który jest podstawowym formatem archiwizacyjnym w Polsce – wylicza Bąk.
Dlaczego zatem inne urzędy nie idą w ślady jaworzyńskiego?
- Widocznie jesteśmy bardzo bogatym krajem – śmieje się Maciej Bąk.
Katowice gonią
Urząd w Jaworzynie to nie jedyny przykład wykorzystania otwartych standardów i darmowego oprogramowania w krajowej administracji. Podobną strategię realizuje Urząd Miasta Katowice.
- Docelowo chcemy na wszystkich stacjach roboczych MS Office zastąpić Open Office. Obecnie darmowe oprogramowanie zainstalowane jest na wszystkich komputerach. Jednak nadal jedna trzecia ma jeszcze zainstalowany MS Office – wyjaśnia Jerzy Borys, Naczelnik Wydziału Informatyki Urzędu Miasta Katowice.
W Katowicach nie idzie tak łatwo.
- Musimy przezwyciężyć jeszcze niektóre problemy. Podstawowy to nieufność urzędników do oprogramowania, o którym najczęściej nic nie słyszeli. Zatem musieliśmy pokazać, że większość funkcji, z których korzystali w MS Office, można realizować w systemie Open Office. – mówi Jerzy Borys.
Jednak to nie jedyne problemy.
- Wiele instytucji zewnętrznych wymaga oprogramowania aplikacyjnego MS Office. W tym przypadku Katowice są w dość luksusowej sytuacji. Duży może więcej. Mamy siłę żeby przekonać dostawców, żeby to oni dostosowali się do otwartych standardów – wylicza Borys.
Bywają także trudności z odczytaniem dokumentów, które przychodzą do urzędu.
-Zdarzają się przypadki i to nie jednostkowe, że arkusze kalkulacyjne, które przychodzą z zewnątrz zawierają makra, których Open Office nie otwiera – mówi Jerzy Borys.
Urząd boryka się również z darmowym odpowiednikiem Power Pointa. Osoby, które przygotowują prezentacje nie do końca potrafią korzystać z otwartego oprogramowania. Co więcej, prezentacje przygotowane w Open Office nie zawsze poprawnie działają na wszystkich rzutnikach. Na ekranie komputera obraz jest dobry, jednak rzutnik daje czarny obraz. Problemy mogą stwarzać także wstawki multimedialne, które wykorzystują zamknięte formaty Microsoftu. Ponadto nadal urzędowi w Katowicach nie udało się przenieść bazy danych do darmowego oprogramowania.
- Tych problemów jeszcze nie rozwiązaliśmy ale pracujemy nad nimi – zapowiada Jerzy Borys.
Wszystkie wysiłki jednak się opłacają. Urząd Miasta Katowice przeciętnie za licencję MS Office dla jednej stacji roboczej płacił tysiąc złotych.
- Mamy 850 komputerów, z czego na dwie trzecie korzysta tylko z Open Office. To oznacza, że zaoszczędziliśmy już 600 tys. zł – chwali się Jerzy Borys.
Sukcesów jest więcej
Przykłady pozytywnych doświadczeń z darmowym oprogramowaniem można mnożyć. Urzędy kontroli skarbowej w większości korzystają z Open Office.
- Ministerstwo Finansów nie miało pieniędzy na zakup licencji. Dlatego urzędy kontroli skarbowej musiały przejść przymusowo na darmowe oprogramowanie – przytacza Rafał Brzychcy.
W sumie ponad 18 tys. stanowisk w ministerstwie pracuje pod kontrolą Linuksa.
Darmowe oprogramowanie jest coraz częściej wykorzystywane poza Polską. Przykładowo Ministerstwo Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec zaoszczędziło dzięki zastosowaniu wolnego i otwartego oprogramowania niebagatelne 26 mln EUR. IBM ogłosił zaś ostatnio, że wszyscy jego pracownicy będą korzystać z darmowego oprogramowania biurowego, a nie produktów Microsoftu.
Opór u nas jest jednak duży.
Krajowych urzędników to nie przekonuje. Nie trzeba szukać daleko. Ministerstwo Sprawiedliwości w czerwcu rozstrzygnął przetarg na dostawy licencji Microsoft Select o wartości 24,4 mln zł. Oprogramowanie od Microsoftu kupiła też Komenda Główna Straży Granicznej. Licencje pograniczników są warte 7 mln zł. Pod koniec sierpnia swoje plany zakupu produktów Microsoft ogłosiło Województwo Małopolskie. Tym razem na pakiety biurowe o wartości 1,7 mln zł. Podobnych umów i „przetargów” jest masa. Przetargi są praktycznie fikcją (bo wygrywa ten, kto dostanie najniższą cenę od Microsoftu), a dodatkowo czasem urzędy muszą dopłacać ponad budżet projektu (z powodu wzrostu kursu waluty).
Wiele urzędów w kraju nadal jest przekonanych, że MS Office jest im niezbędny.
- Ministerstwo Sprawiedliwości, jak też cała administracja publiczna w Polsce, od wielu lat korzysta z oprogramowania Microsoft. Pozwala to na zachowanie kompatybilności między systemami oraz wspólnej polityki wersjonowania – twierdzi Joanna Dębek z Wydziału Informacji w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Rzeczywiście z kompatybilnością mógłby być problem. Darmowy Open Office otwiera wszystkie formaty Microsoftu (podczas gdy starsze wersje MS Office mają problemy z nowszymi dokumentami). Płatny MS Office udaje, że dokumentów konkurencyjnych programów nie widzi.
- Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego w niewielkim stopniu wykorzystuje darmowe oprogramowanie m.in. z powodów licencyjnych. Użytkowanie programów typu freeware jest często nieodpłatne jedynie do celów domowych, a już zastosowanie komercyjne tego oprogramowania wymaga zakupu licencji. W chwili obecnej UMWD korzysta z komercyjnego oprogramowania, m.in. z powodów większej niezawodności, a także lepszego wsparcia technicznego dla aplikacji, a do zakupu tych aplikacji wykorzystuje środki unijne – tłumaczy biuro prasowe Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego.
W przypadku Straży Granicznej sytuacja jest trochę inna.
-(...)Straż Graniczna korzysta również z oprogramowania bezpłatnego (np. pakiety biurowe, systemy operacyjne, narzędzia do warstwy pośredniej i prezentacji, biblioteki i narzędzia developerskie). Dotyczy to przede wszystkim infrastruktury niekrytycznej. Jednocześnie pragnę zauważyć, że firma Microsoft nie jest czołowym dostawcą oprogramowania dla Straży Granicznej - płk Wojciech Lechowski, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Straży Granicznej.
A co na to sam zainteresowany, czyli Microsoft?
- Każdy klient dokonuje wyboru oprogramowania na podstawie różnorodnych parametrów, w tym także i ceny. Należy jednak pamiętać, że koszt licencji jest tylko niewielką częścią całkowitych kosztów eksploatacji systemów informatycznych, tzw. Total Cost of Ownership, gdzie trzeba brać pod uwagę także koszty wdrożenia, integracji oraz interoperacyjność, elastyczność w eksploatacji, szkolenia administratorów i użytkowników, wsparcie techniczne itd. itp. – twierdzi Joanna Frąckowiak z Microsoft.
Microsoft przekonuje ponadto, że jego aplikacje są stabilniejsze, łatwiejsze w obsłudze, szybsze.
Eksperci są innego zdania
Z argumentami urzędów i producenta nie zgadzają się zresztą eksperci.
- Z technicznego punktu widzenia nie ma powodu, żeby nie zastąpić w krajowej administracji płatnego oprogramowania biurowego na darmowe, jakim jest Open Office – twierdzi Tomasz Barbaszewski, doktor PAN, wykładowca Politechniki Krakowskiej i Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Nie jest możliwe zastąpienie całego płatnego oprogramowania tym darmowym. Jednak to podstawowe na przykład biurowe z całą pewnością można – wtóruje mu Rafał Brzychcy.
- Generalnie należałoby odpowiedzieć, że pakiety Open Office zawierają oprogramowanie równoważne pakietowi MS Office. Myślę, że dla 90-95 proc. użytkowników różnice pomiędzy tymi pakietami są pomijalne – mówi Wojciech Wiewiórowski, Dyrektor Departamentu Informatyzacji MSWiA.
Co więcej, system Linux i oprogramowanie w formatach otwartych ma zalety nad tym odpłatnym charakteryzującym się zamkniętymi formatami.
Warto się zastanowić dlaczego otwarte standardy i darmowe oprogramowanie trafiają na taki opór w krajowej administracji. Przyczyn jest kilka.
Od prozaicznej, czyli strachem przed nowym. Wielu urzędników po prostu nigdy nie słyszało o oprogramowaniu Open Office. Nie znają go. A nauczenie się obsługi nowego oprogramowania, czy systemu wymaga po prostu czasu.
Jednak urzędnicy to nie jedyny opór. Nowości nie chcą także administratorzy.
- Wykształcenie administratorów systemów jest bardzo różne, niestety wielu z nich jest porostu źle wykształconych. Jeśli organizacja używa odpłatnego oprogramowania, to winę za usterki można zawsze zwalić na producenta – wyjaśnia Tomasz Barbaszewski.
A trzeba przyznać, że administrator w przypadku zmiany systemów to kluczowa postać w organizacji i bardzo wiele właśnie od niego zależy.
Obsługa systemu Windows wraz z oprogramowaniem MS Office, jest stosunkowa prosta. Inaczej jest w przypadku Linuxa i Open Office.
Prawo jest jednoznaczne
Pozostaje jeszcze ostatnia kwestia, czyli polskie prawo. Nie mówi ono jednoznacznie, czy należy używać płatnego MS Office, czy może Open Office. Jednak jasno przedstawia kwestię otwartych formatów. Urzędy zarówno w kraju jak i w całej Unii Europejskie powinny korzystać z formatów, które nie wymagają płatnych licencji. Do takich formatów nie zalicza się podstawowy format MS Office doc. Ani nowy .docx.
Każdy obywatel powinien mieć prawo dostępu do dokumentów publikowanych przez urzędy bez konieczności kupowania konkretnych programów. To oznacza, że urzędnicy wysyłając lub publikując dokumenty w formatach doc. łamią obowiązujące prawo. Warto zauważyć, że wszystkie formaty Open Office są otwarte. A co za tym idzie można je bez przeszkód używać zgodnie z obowiązującymi przepisami.
- Zakaz korzystania z zamkniętych formatów wynika przede wszystkim z konstytucyjnej zasady równości, uszczegółowionej m.in. w przepisach o zamówieniach publicznych nakazujących zachowywanie uczciwej konkurencji. Nie ma jednak wyraźnych przepisów pozwalających obywatelom bezpośrednio egzekwować ten obowiązek. Urzędnicy mogą jednak odpowiadać np. za złamanie dyscypliny finansów publicznych. - wyjaśnia Krzysztof Siewicz, prawnik z kancelarii Grynhoff Woźny Maliński, doktorant Uniwersytetu w Lejdzie.
Na pewno za to urzędnicy nie powinni używać w specyfikacjach przetargowych nazw producentów oprogramowania, jeśli nie jest to uzasadnione względami technologicznymi, a bardzo często wpisywanie wymogu dostawy oprogramowania biurowego konkretnego producenta nie ma żadnych racjonalnych podstaw.
Zatem wygląda na to, że czy urzędy chcą, czy też nie prędzej czy później będą musiały przejść przynajmniej na otwarte formaty. Ciekawe jak długo polska administracja będzie uważała, że jest na tyle bogata, że stać ją na płatne biurowe oprogramowanie?
2 listopada 2009 2:25
|
Wyślij link
|
Drukuj
|
Pobierz jako PDF
|



tytuł komentarza
autor
komentarz
Kod z obrazka (wymagany)
To nie jest do konca tak ze administracja centralna na poziomie strategicznycm zawsze kochala M$. Pozwole soobie przypomniec ze kiedy istnialo Ministerstwo Nauki i Informatyzacji (bylo takie za SLD) to wprost stymulowalo prace zwiazane z OSS: pamietam ze dofinansowalo tlumaczenie helpa do OpenOffice a dyrektorzy z MNiI produkowali sie na opensourcowych konferencjach.
stabilny super system.Polecam.
Po drugie pani Niunia nie uczy się funkcji, tylko położenia ikonek. Ona zapamiętuje, że aby mieć to trzeba kliknąć tamto i nie będzie wnikać, jak toto się nazywa.
Po trzecie, to menu kontekstowe OO.org jest zupełnie do kitu. Trzeba czekać ponad minutę, zanim się ukaże, a często klikać po dwa razy.
"...Urzędy zarówno w kraju jak i w całej Unii Europejskie powinny korzystać z formatów, które nie wymagają płatnych licencji. Do takich formatów nie zalicza się podstawowy format MS Office doc. Ani nowy .docx..."
Z drugiej strony powyżej jest stwierdzenie:
"...Darmowy Open Office otwiera wszystkie formaty Microsoftu (podczas gdy starsze wersje MS Office mają problemy z nowszymi dokumentami). Płatny MS Office udaje, że dokumentów konkurencyjnych programów nie widzi..."
Nie widzicie w tym sprzeczności ???
PS: Dopatrzyłem się jednej literówki - to akurat nic złego.
Poza tym ze MS oferuje produkt to oferuje takze support o ktory ciezko w przypadku open source.
Poza tym jak ten OO i cale darmwe oprogramowanie jest takie super to czemu w Polsce mamy jeden z wyzszych poziomow piractwa na swiecie? Czemu wszyscy mimo wszystko chca produkt z Redmond jak alternatywa jest taka super?
Studiuję Informatykę i często muszę zrobić jakąś prezentację. Czasem jakiś dokument. W domu mam system oparty o jądro Linux a na uczelni - bardzo różnie od Windowsa przez Linuxy aż po Solarisy jednak PDF jest obsługiwany wszędzie. (zwracam uwagę również na to, że w PDF można zapisywać prezentacje! - MS Office też taką opcję udostępnia)
Co do używania otwartego Open Office do pracy codziennej - wszystko zależy od potrzeb. Jeśli trzeba czasem napisać jakieś pismo czy stworzyć tabelkę w arkuszu kalkulacyjnym to OK, jednak w niektórych przypadkach Open Office nie radzi sobie w sposób zadowalający. Wątpię jednak, że takie przypadki zdarzają się w urzędach ;)
Tak, cz inaczej proponuje zagłosować -> Pierwszy Wolny Sondaż Wyborczy na http://polskie-partie-polityczne.appspot.com/ - zmiany tutaj zależą od ciebie.
A czego nie napisała Anna Borys?
Tomasz Barbaszewski obok działalności w Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania oraz wykładania na uczelniach krakowskich prowadzi od 19 lat firmę ABA. Jest jej prezesem oraz założycielem, zaś nazwa firmy pochodzi od Asi Barbaszewskiej, żony prezesa.
http://www.ktokogo.pl/Tomasz_Barbaszewski
Firma ABA jest od wielu lat dostawcą terminali i oprogramowania do tych terminali wykorzystywanych przez różne instytucje państwowe. Bardzo się tym chwali. Na przykład wspomniane 18 tysięcy terminali w Ministerstwie Finansów... w całości działa na oprogramowaniu dostarczonym przez firmę ABA! Nikt inny nie sprostał wyzwaniu napisania takiego oprogramowania. Czy jeszcze kogoś dziwi, że bezstronny ekspert Barbaszewski namawia do kupowania towaru, który dostarcza firma biznesmena Barbaszewskiego?
http://www.aba.krakow.pl/Oferta/Klienci/klienci.html
Ale przecież to Linux, wolne oprogramowanie, dostęp do kodu, każdy może dostarczyć do Ministerstwa Finansów taki terminal – obruszy się ktoś nie do końca zorientowany. Otóż każdy może, ale dostarcza tylko ABA. Dlaczego tylko ABA? To też jest bardzo proste.
Po pierwsze, bardzo specyficzne wymagania np. związane z mapowaniem klawiatury w jeden jedyny niepowtarzalny sposób. Nie wykorzystywane nigdzie indziej, tylko w Ministerstwie Finansów. Bez względu na to kto dostarczał terminale – zwycięzcą tego przetargu (czy to był jeszcze przetarg?) była ABA. Firma pisze o tym z dumą na swoich stronach – nie wspominając, że zapewniła sobie wieloletni monopol:
Nie sposób nie wspomnieć o pionierskiej roli firmy ABA we wdrażaniu technologii terminali sieciowych w Polsce - a w szczególności o opracowaniu oraz o dostawie specjalistycznego oprogramowania takich terminali w/g wytycznych Ministerstwa Finansów RP (łącznie około 20.000 egzemplarzy).
Po drugie, fakt że zastosowano wolne oprogramowanie jeszcze niewiele znaczy. Sam Tomasz Barbaszewski tak opisuje swoją dostawę do Ministerstwa Finansów:
http://frwo.linux.org.pl/archive/0055.html
„ABA przekazała źródła (łącznie ze swymi kodami autorskimi) Ministerstwu Finansów, ale są one tak bliskie sprzętu, że ewentualne ich upowszechnianie jest bardzo problematyczne.”
To oznacza „macie tutaj kody źródłowe, ale napisaliśmy je tak, że działają tylko ze sprzętem, który macie”, a (domyślnie) prócz tego i tak do nas przyjdziecie żeby wprowadzać wam poprawki, bo gdzie wy znajdziecie dobrych ludzi i czas na to, żeby ten kod, tak bliski warstwy sprzętowej, poprawili.
Monopol Tomasza Barbaszewskiego w Ministerstwie trwa już wiele lat. Ile pieniędzy wydało przez ten czas Ministerstwo Finansów na produkty firmy ABA – oczywiście nie tylko wprost, ale poprzez takie firmy jak na przykład Optimus, gdzie dr Barbaszewski pełnił także rolę Dyrektora ds Nowych Technologii? Tomasz Barbaszewski doskonale dba o swoje interesy – wystarczy przeczytać warunki licencjonowania oprogramowania na stronach ABA! No i oczywiście jako ekspert będzie promował wykorzystanie terminali bazujących na Linuksie. Najlepiej przygotowanym przez jego firmę!
Cały rozdział to jedno wielkie przeinaczenie.
„Pozostaje jeszcze ostatnia kwestia, czyli polskie prawo. Nie mówi ono jednoznacznie, czy należy używać płatnego MS Office, czy może Open Office. Jednak jasno przedstawia kwestię otwartych formatów. Urzędy zarówno w kraju jak i w całej Unii Europejskiej powinny korzystać z formatów, które nie wymagają płatnych licencji. Do takich formatów nie zalicza się podstawowy format MS Office .doc. Ani nowy .docx”
Nic z powyższego nie jest prawdą.
1. Nie ma czegoś takiego jak „otwarte formaty”. Była dyskusja na temat „otwartych standardów”, ale nie „otwartych formatów”.
2. Nie ma takiego dokumentu, ani polskiego, ani unijnego, który nakazywałby korzystanie z formatów, które nie wymagają płatnych licencji. Po prostu go nie ma. I nigdy nie było.
3. Specyfikację formatu .doc można bezpłatnie pobrać ze strony Microsoft. Wystarczy wpisać w Google „specification .doc” i dostaje się link do 200-stronicowego dokumentu, który można kopiować, dystrybuować itd.
4. Specyfikację formatu .docx można pobrać bezpłatnie ze stron organizacji standaryzacyjnej ECMA http://www.ecma-international.org/publications/standards/Ecma-376.htm
„Każdy obywatel powinien mieć prawo dostępu do dokumentów publikowanych przez urzędy bez konieczności kupowania konkretnych programów. To oznacza, że urzędnicy wysyłając lub publikując dokumenty w formatach doc. łamią obowiązujące prawo. Warto zauważyć, że wszystkie formaty Open Office są otwarte. A co za tym idzie można je bez przeszkód używać zgodnie z obowiązującymi przepisami.”
1.Urzędnicy wysyłając lub publikując dokument w formatach (formatach?) .doc nie łamią prawa. Zgodnie z rozporządzeniem o minimalnych wymaganiach .doc jest jednym z kilku możliwych do wykorzystania standardów.
2. Nie wszystkie formaty Open Office są otwarte. Pakiet ten czyta i zapisuje również choćby w formacie .doc czy .pdf. A ponieważ jest bezpłatny więc nikt nie zmusza obywatela do kupowania konkretnego programu (nawiasem mówiąc aby odczytać formaty .doc czy .docx wystarczy mieć dostęp do sieci i umieć skorzystać z Google, który bez problemu odczytuje takie dokumenty... albo darmowy czytnik dokumentów od Microsoftu...)
Jest w polskim prawie zapis w ustawie o zamówieniach publicznych nakazujący zachowanie neutralności technologicznej... to raz.
Dwa, ustawa o archiwum państwowym... tam jest jasno napisane, że dokument musi być tak przygotowany, by za np. 50 lat dało się go odczytać, więc wszelkie binaria typu .doc itp. odpadają.
http://bywalec.computerworld.pl/news/352096.html
tak samo jak MSOffice rozplenia się po polskiej administracji oprogramowanie IBM czy Oracle
jak urzędnik sobie zakoduje, że maa być takie rozwiązanie, to nie ma takiej siły która by go
z tego przekonania wybiła
i tak formułuje wymagania do przetargów, żeby
nie było pola do manewru
najczęściej jest tak, że kupuje za 5 zł jakiś drobiazg z jednej z tych firm, a potem już
bez przerwy powtarza:
to mam to tylko w tym kierunku mogę się
rozwijać (o ile w przypadku urzędnika możemy mówić o jakimkolwiek rozwoju - skorupka w której tkwi jest stanowcze za ciasna i miejsca na rozwój w niej nie ma)
Pozdrawiam Czytelników nie anonimowych i Redakcję.
Leszek
To nie jest mój tekst - artykuł napisała red. Anna Borys. Co do spraw merytorycznych - ten artykuł nie "obsmarowuje" nikogo. Autorka zastanawia się, czy istnieje alternatywa i zadaje pytanie dlaczego aż tak duże kwoty są przeznaczone na pakiety biurowe i dlaczego nikt tego nie analizuje centralnie, a ponadto dlaczego przetargi są organizowane z naruszeniem prawa (bo - w mojej opinii - wpisywanie loga Microsoftu w przetargach nieograniczonych na zakup oprogramowania biurowego jest naruszeniem prawa zamówień - do zakupów licencji powinno wykorzystywać się inne tryby zamówień). Temat jest rzeczywiście dużo bardziej złożony, dlatego planujemy cykl artykułów, a nie ten jeden.
Mam nadzieję że wkrótce ukarzę się artykuł przedstawiający z większym obiektywizmen poruszony temat.
Ps. Ministrem się bywa, nie jest to tytuł dożywotni, proszę mie tak nie tytułować bo wprowadza to pewne zamieszanie. Nie wszyscy (może i dobrze) są tak aktywnymi odserwatorami sceny politycznej.
Pozdrawiam
Leszek
Mam nadzieję że wkrótce ukarzę się artykuł przedstawiający z większym obiektywizmen poruszony temat.
Ps. Ministrem się bywa, nie jest to tytuł dożywotni, proszę mie tak nie tytułować bo wprowadza to pewne zamieszanie. Nie wszyscy (może i dobrze) są tak aktywnymi odserwatorami sceny politycznej.
Pozdrawiam
Leszek
nie wypada Panu robić tak licznych błędów ortograficznych. Sugeruję Panu częstsze korzystanie ze słownika ortograficznego.
Pan Leszek Ć. powinien go znać dobrze, wszak jego kontakty z MS były całkiem dobre. Nie wspomnę już o Wojciechu Sz. bo to sprawa oczywista.
MS jest firmą komercyjną i jak wiele innych, ma tą przewagę, że jest bogata i stać ją na prowadzenie działań, na które inni nie mają szans.
A jeśli chodzi o administrację to sprawa jest bardzo prosta.
Mamy tam całą masę mądrych, niedocenianych, źle wynagradzanych ludzi. Wystarczy wyciągnąć rękę, zainteresować się, pokazać im przyszłość, dać im poczucie bezpieczeństwa. Reszta dzieje się sama. A jak ?
Jak chcecie to napiszę więcej.
Pozdrawiam
Bardzo chcemy bo po to przecież powstał ten portal i artykuł aby wywołać dyskusję. Czekam z zapartym tchem.
Leszek
i całe szczeście ze się tylko bywa...i nie jest to tytuł dożywotni...jak i dobrze się stało, że pana kadencja nie trwała zbyt długo....Ma pan teraz wiecej czasu na przestudiowanie ksiązki pt. " Chcę być mistrzem ortografii"
ponieważ pewien anonim pozwolił sobie szeroko skomentować moją rzekomo
nieuczciwą działalność bardzo proszę o zapoznanie się z faktami:
Po pierwsze - nigdy nie wypierałem się faktu współpracy z firmą ABA.
Linki podane przez Anonima tylko to potwierdzają! Jestem wręcz z tego
dumny, że firma ta istnieje na polskim rynku od 20 lat i zanotowała
szereg sukcesów technologicznych. Jestem entuzjastą jak najbliższej
współpracy nauki (i Uczelni) z firmami innowacyjnymi. To pewnie według
Anonima też żle...
A w firmie ABA (z wykorzystaniem jej sprzętu i innych zasobów) powstało
5 prac magisterskich - z tego jedna poświęcona klasterom, trzy
rozwiązaniom terminalowym, a jedna kwantowym generatorom liczb losowych!
To pewnie też źle!!
Po drugie - Oprogramowanie terminali dla Ministerstwa Finansów zostało
przegotowane przez firmę ABA zgodnie z PUBLICZNIE DOSTĘPNĄ specyfikacją
przetargową opublikowaną przez Ministerstwo Finansów. W tej specyfikacji
wiele stron zawierało konkretne dane - sekwencje klawiszy, odpowiadające
im kody heksadecymalne w trybach 7 i 8 bitowej komunikacji oraz
wymagania wobec znaków wyświetlanych na ekranie. Specyfikację mógł
otrzymać KAŻDY zainteresowany.
Tak więc każda firma, która posiadała (lub posiada) odpowiednie
kompetencje mogła (i nadal może) przygotować wersję oprogramowania
odpowiadającą wymaganiom technicznym OGŁOSZONYM PUBLICZNIE przez
Ministerstwo Finansów RP w dokumentacji przetargowej! A że się nie
rozumie specyfikacji technicznej, nie umie lub nie chce (koszty, Panie,
koszty) opracować odpowiedniego oprogramowania to wina - oczywiście
Tomasza Barbaszewskiego.
A gdyby napisali "z systemem MS Windows XP lub równoważnym" to dałoby
się zarobić na "upuście"...
Fakty zaś były takie, że na 11 oferentów w przetargu - aż 7 oferowało
terminale z oprogramowaniem firmy ABA. Było więc oferowane także inne.
Wersję ABA wybrano w wyniku TESTÓW TECHNICZNYCH.
A oferentami byli najbardziej znaczący integratorzy (wadium wynosiło 1
milion złotych).
Specyfikacja zawierająca odpowiednie wymagania techniczne jest jawna -
jeśli autor tego paszkwilu na mnie się ujawni, to PUBLICZNIE wręczę mu
kopię z dedykacją na pamiątkę! Jak się douczy, to sam sobie napisze
odpowiednie oprogramowanie. Naprawdę - każdy może. Trzeba chcieć - no i
umieć!
Nie ma więc żadnego uzależnienia Ministerstwa Finansów lub Urzędów
Skarbowych od firmy ABA - bo także dziś każda kompetentna firma
komputerowa może opracować odpowiednie oprogramowanie spełniające
postawione w sposób JAWNY I JEDNOZNACZNY wymagania techniczne.
Firma ABA nie była dostawcą sprzętu. Nie uczestniczyła w ogóle w tym
przetargu! Przetarg wygrała firma COMPUTERLAND - i to firmie
COMPUTERLAND ABA dostarczyła oprogramowanie, a nieistniejąca już firma
DTK Computer sprzęt, na którym zainstalowano system firmy ABA.
Anonim powinien zapoznać się z definicją Wolnego i Otwartego
Oprogramowania. Przekazując Ministerstwu kody źródłowe oraz LICNECJĘ
(GPL!!!) ABA spełniła WSZYSTKIE wymagania. Może Autor wskaże mi w
licencji GPL miejsce, w którym dostawca (autor) oprogramowania jest
zobowiązany np. do umieszczenia go w Internecie!!! Może to oczywiście
zrobić Ministerstwo Finansów jeśli będzie miało taką ochotę. Może także
kopiować oprogramowanie. Bo to Ministerstwo Finansów jest jego
UŻYTKOWNIKIEM!
Autor popisuje się wręcz swą niewiedzą (nie tylko prawną, ale i
techniczną) oskarżając firmę ABA o związanie oprogramowania ze sprzętem
i powstałym na skutek tego uzależnieniu od dostawcy. Jeśli Anonim nie
wie, że w systemie Linux można wymienić sterownik karty grafiki lub
interfejsu sieciowego, to można tylko ubolewać nad poziomem jego wiedzy
technicznej.
Firma DTK Computer Polska (dostawca oraz firma kompletująca sprzęt)
była całkowicie niezależna od firmy ABA. Co więcej - opracowała nawet
własne, konkurencyjne wobec firmy ABA rozwiązanie, które także
przejściowo zanalazło zastosowanie w agendach Ministerstwa Finansów.
Niestety - już dość dawno temu DTK Computer Polska Sp.z O.O. ogłosiła
bankructwo.
Firma ABA w dalszym ciągu rozwija oprogramowanie - obecnie jest dostępna
jego 3 generacja. Jest ono licencjonowane zgodnie z załączoną licencją
GPL, której ABA ściśle przestrzega. Jest ono dostarczane wraz ze
sprzętem kilku producentów - krajowych i zagraniczych. Możliwa jest
także jego dostawa na nośnikach (pamięci FLASH).
Anonim szczerze mnie rozśmieszył pisząc o "monopolu Tomasza
Barbaszewskiego w Ministerstwie Finansów". Może jeszcze w innych
Ministerstwach (np. MSWiA, MON lub Kancelarii Sejmu, Prezydenta) też? Bo
tam (między innymi) ABA też dotarczyła rozwiązania (oparte o Wolne
Oprogramowanie!).
Co do współpracy z OPTIMUS S.A.- otóż dotyczyła ona głównie szyfratorów
IP o nazwie OPTIMUS ABA IPSec Gateway, które otrzymały certyfikat ABW
dopuszczające je do ochrony sieciowych transmisji informacji niejawnych.
Firma ABA była odpowiedzialna za ich oprogramowanie (oczywiście znów
LINUX) - OPTIMUS zaś za stronę sprzętową. Niestety, w dość krótkim
czasie OPTIMUS zmienił Prezesa i strategię (a może odwrotnie) i
zlikwidował zarówno dział bezpieczeństwa, jak i dział nowych
technologii... Wkrótce potem odszedł także Prezes. To temat na zupełnie
inne opowiadanie - ale jednak żal, że bardzo dobrze rokująca współpraca
(zainstalowano kilkaset takich szyfratorów) upadła.
I na koniec tłumaczenia, że nie jestem wielbłądem:
To właśnie dzięki takim Anonimom mamy pojęcie "Polskiego Piekła". Nie
pisze on, czy system działa, jak spisują się rozwiązania firmy ABA, czy
są dalej stosowane... To go w ogóle nie interesuje. Teza jest jedna -
"DOKOPAĆ Tomaszowi Barbaszewskiemu". Że użyję ordynarnych kłamstw - nie
ważne. Wszak to anonimowe FORUM. Nic mi nie grozi!
Byłbym Państwu bardzo wdzięczny za zajęcie stanowiska zgodnego z
obiektywnymi faktami, prostującymi inwektywy Anonima..
Otóż pewnie Pan wie w MinFin od 2003 r. pracuje zarówno kilkanaście tysięcy z Linuksem oraz szeroko wykorzystywany jest OpenOffice.
Dr Schuster z Ministerstwa Spraw Zagranicznych RFN postawił całe ichnie MSZ na OpenSource, a Holandia wdraża konsekwentnie (i centralnie) OS w administracji.
Czy uważa Pan, że to nie są "Szanujące się firmy"? A jaki to kontrakt wsparcia technicznego został zawarty z MS? Bo jeśli polegamy w Polsce tylko na "Ograniczonej gwarancji" to pozostaje tylko życzyć sobie braku awarii...
Widać, że jesteśmy bardzo bogatym krajem, a biednym Niemcom wychodzi z analiz biznesowych zupełnie co innego niż naszym specjalistom...
Komputery w administracji mają służyć WYŁĄCZNIE realizacji jej zadań - a nie samozadowoleniu użytkowników!
tobie i tobe Pani i Panu, z urzędu się nie chce, w kilku miejscach kliknąć tu czy tu innaczej, to jest mi was żal, gdy w ty czasie Policjanci Strajkują! nie mają na bezynę, w szpitalach brakuje na lekarstwa! a szpitale muszą się zadłużać, żeby było na pęsje, a ty wołasz o pakiecik biurkowy z tysiacunia bo biedny dzieciaczku nie będzię
zmieniał bo foszka strzlunił i sie obraźunio, ja ch mojego ofica i w płacz normalnie jak dzieć...
Brakuje profesjonalistów w urzedach,(choć czytajć
są artykuł pare jaskółek się znalzało)
to smutna prawda, przez brak kompetencji bulone są miliony, to nawet jesli utrzymanie kosztuje, przykład jaworzna pokazuje że daje to korzyści technologiczne i
wymierne korzyści ekonomiczne. No ale cóż mamy dzieć
a nie profesjonalistów w urzędach...
ABA! Nikt inny nie sprostał wyzwaniu napisania takiego oprogramowania...
Pochwała nad jakości (-;
Jak Wspomniał Pan Tomasz, tak i ja powiem
swoimi słowyma:
Od kiedy szczegółowa specyfikacja techniczna, jest wielką korzyścią, to wie to każdy student, amatorą (nie w sensie amatorą-zapaleniec) bez wiedzy technicznej nie polecam się
branie za zagadnienia wymagające wiedzy technicznej. Logiczne :-D
To tak ja za hirurga na salę operacyjną, miał wejśc kominiarz, nie logiczne :-D
Egh, te opinie nie jako o kosztach open source,
odkładam na półkę z napisem:
"w bajki można sobie włożyć"
Dobra specyfikacja, kompetentny realizator z sektora
IT nie trzeba nic więcej :-)
A nagle to tu to tam grosz do grosza... :-)
Pozdrawiam wszystkich
P.S
Mało kto wie , że mamy dwie półkule
to do lewo półkulowców ;-)
Prafopółkulowcy wiedzą o co kaman ;-D
narpierw działać
wysłać rzoporządzenia
a już niech się martwią
adresaci :-)
ECMA-376 to nie jest obowiązujący standard ISO. W MS Office jest zaimplementowana inna wersja formatów niż ta, która jest opisana przez OOF ISO. OOF ISO powstał na bazie ECMA-376.
Więc publikowanie dokumentów w .docx jest niezgodne z zaleceniem, że dokumenty tworzene przez administrację publiczną powinny wykorzystywać otwarte standardy.