Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.
George Orwell
Wielkie sprzątanie w rządzie Donalda Tuska
Mariusz Zielke
Po aferze hazardowej nastąpiła rzeź ministrów. Czy to jednak coś zmieni w Polskiej Republice Aferalnej?
Za Chlebowskim i Drzewieckim, pod gilotynę trafili ministrowie Czuma, Szejnfeld i Schetyna. Premier chce też zdymisjonować Mariusza Kamińskiego, szefa CBA. Afera hazardowa obnażyła wiele słabości klasy politycznej. Załatwiaczy i hipokrytów po niej jednak raczej nie ubędzie, prokuratura wcale nie zacznie działać sprawniej, gazety będą wybierać sobie tematy do publikacji i do szafy i z góry wskazywać winnych, ze służb nie przestaną wyciekać podsłuchy do mediów, a politycy dalej będą rzucać mięsem. Na czym pewnie nie raz jeszcze dadzą się złapać czujnym agentom w porsche, gdy nieopatrznie zaczną tłumaczyć jakiemuś Rysiowi czy innemu Jasiowi, że oni już wszystko załatwili, więc opier... się nie należy. Wasze zdrowie wypije zaś na meczu z Czechami stu podpitych działaczy piłkarskich, którzy będą Pepikom tłumaczyć, że korupcja w polskiej piłce to jakieś dyrdymały. A jak przegramy 0:3, to jak zwykle zaśpiewamy: Polacy, nic się nie stało.
My natomiast po cichu liczymy, że premier Donald Tusk i CBA, w egzotycznym sojuszu rozpędzą się tak, że wyjaśnią niewyjaśnioną od trzech lat aferę w Komisji Nadzoru Finansowego, inne media zaś będą w tej i kolejnych sprawach zadawać równie trudne i dociekliwe pytania jak przy okazji hazardowego przykładowego linczowania ministrów.
Bo naszym zdaniem należy rzetelnie i skrupulatnie wyjaśnić, dlaczego szef ważnego urzędu centralnego zarabiał dzięki petentom i nie wyłączał się z ich spraw; główny akcjonariusz giełdowej spółki może być prezesem mimo skazującego wyroku za pomoc w oszustwie i wyłudzeniu kredytu; od kogo i za ile urzędnicy przyjmowali podarki i szkolenia; jak zatwierdza się prospekty z błędami i tuszuje afery. A może to jednak nie jest tak ważne, jak dopłaty od jednorękich bandytów?
W końcu tu są tylko twarde dowody, bez podsłuchów. A - jak to napisał jeden z naszych czytelników - „u nas w buszu się mówi: trzeba zbierać kokosy jak szympansy nie patrzą. Burundi Warszawa jedna sprawa”.
7 października 2009 2:08
|
Wyślij link
|
Drukuj
|
Pobierz jako PDF
|



tytuł komentarza
autor
komentarz
Kod z obrazka (wymagany)
Zamieszanie wokół G.Schetyny może jeszcze bardziej zawirować informatyzacją. Mam nadzieję, że od wiceministra wszystko pozostanie po staremu. Wtedy będzie stabilizacja.