Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.
George Orwell
Wszystko jest względne
Mira Wszelaka
Ameryce można pozazdrościć nie tylko prostego prawa, ale także nieuchronności kary. Europa, niestety zmierza dokładnie w odwrotnym kierunku.
„Gazeta Wyborcza” dziś już w osamotnieniu prowadzi na pierwszej stronie „Walkę o Polańskiego”, na drugiej doradza, że „powinien dogadać się z prokuraturą”, na trzeciej zaś domaga się jego uwolnienia. Polański jest w nich upozowany na ofiarę, od 31 lat szczutą przez żądnych sławy i rozgłosu amerykańskich sędziów.
Faktem jest, że sędzia Rittenband, który prowadził jego sprawę do końca życia nie mógł się pogodzić z tym, że Polański mu umknął. „GW” wyśledziła jednak, że ów „stróż moralności, był zaprzysięgłym kawalerem i miewał kochanki. W wieku 54 lat, nawet 20 – letnią”.
Cóż, „GW” zdaje się nie widzieć różnicy między dobrowolnym związkiem z dorosłą, choć dużo młodszą kobietą a wykorzystaniem trzynastolatki, której podało się narkotyki w szampanie. Ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości, tuż po sądowej ugodzie tylko dopełnia winy. Kara nigdy nie została wymierzona. Można tylko z zazdrością patrzyć na amerykański wymiar sprawiedliwości, który konsekwentnie domaga się nieuchronności kary.
Andrzej Godlewski na łamach „Polski” zadaje proste, a jednak kluczowe dla całej sprawy pytanie. „Czy gdyby Polański, był dobrym hydraulikiem, księgowym lub duchownym, to także chętnie wybaczono by mu gwałt na nieletniej”?
No i jak postąpiłaby sama „GW”?
Dość znaczące jest także zaangażowanie polskiego rządu w uwolnienie Polańskiego. Wypada więc zapytać, czy takie działanie nie stoi w sprzeczności z jednym ze sztandarowych projektów PO – kastracją pedofilów?
Gazety sporo miejsca poświęcają - dziś już wiemy, że przegranej walce W. Cimoszewicza o fotel szefa Rady Europy. „Dziennik. Gazeta Prawna” donosi, że to Rosjanie blokują wybór Polaka. Wtajemniczeni twierdzą, że przedstawiciele Kremla postawili na jego rywala, który Rosji nie zna i łatwiej będzie go zwodzić.
Tymczasem Michał Karnowski na łamach „Polski” zauważa, że na akceptacji dla Cimoszewicza może zaważyć rodowód z PZPR. Sam kandydat nie chciał się z niego tłumaczyć, prezentując jedynie 20 ostatnich lat działalności politycznej. Cimoszewicza zgłosili chadecy, do których należy PO, sami nie dowierzając prezentowanej przed głosowaniem biografii.
Okazuje się, że chadek z PZPR, to specjalność, którą Platforma może serwować jedynie nad Wisłą (vide D. Huebner).
I jeszcze dwa gospodarcze wątki.
„Polska w ostatnich kilkunastu miesiącach solidnie zapracowała sobie na wiarygodność, czego wyrazem jest właśnie względny spokój, z jakim odebrano przyszłoroczny deficyt” – pisze w komentarzu „DGP” Marcin Piasecki.
Doprawdy trudno dopatrzeć się tej wiarygodności, zwłaszcza w prognozach ministra finansów. I nie chodzi tylko o wzrost PKB, ale właśnie rozmiary zadłużenia. No, ale wiarygodność czasem jak punkt widzenia, zależna jest od miejsca siedzenia.
Z kolei „Puls Biznesu” pierwszą stronę opatrzył podobizną premiera z czerwonym napisem „wstyd”. Chodzi o jedną ze sztandarowych obietnic PO – czyli kary dla urzędników za łamanie prawa. Ponoć projekt ustawy w Sejmie obarczony jest wieloma legislacyjnymi błędami i razi niespójnością z innymi aktami prawnymi. Czyżby więc rząd fundował przedsiębiorcom kolejną zasłonę dymną?
„PB” zapowiada jednak dalszą walkę i zbiera podpisy pod petycją. Ciekawa inicjatywa, pytanie tylko czy skuteczna. Życzymy redakcji determinacji nie mniejszej niż tę, którą prezentuje amerykański wymiar sprawiedliwości.
29 września 2009 18:00
|
Wyślij link
|
Drukuj
|
Pobierz jako PDF
|


tytuł komentarza
autor
komentarz
Kod z obrazka (wymagany)