cytatDla mnie sytuacja skandaliczna! Konflikt interesów, którego nie widzieli ludzie powołani do rozstrzygania, co jest konfliktem interesu na rynku. Ci, co nie widzieli nic niestosownego w pobieraniu znaczących wynagrodzeń za udział w takich szkoleniach, nie powinni już dzisiaj pracować w nadzorze

Jarosław Dominiak prezes SII

Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny

Mariusz Zielke

W MSWiA wybuchła wojna domowa związana z podejrzanymi kontraktami. W tle rozgrywki ABW z CBA.

REKLAMA

Ktoś chce skompromitować wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych poprzez atak na jego wysoko postawionych podwładnych. Powód: akceptowanie wielomilionowych kontraktów zawieranych w niejasnych okolicznościach. Cała awantura może mieć związek z pojedynkiem ABW z CBA i rzekomym zbieraniem „kwitów” na szefów tych służb specjalnych w celu ich odwołania ze stanowisk. Niestety odłamkami oberwie cała branża informatyczna. W wypadku eskalacji konfliktu zostaną prawdopodobnie znacznie spowolnione najważniejsze projekty związane z wdrażaniem nowoczesnych technologii w administracji publicznej.

Teoria spisku


Ngi24.pl od kilkunastu tygodni prowadzi dziennikarskie śledztwo w sprawie zleceń Centrum Projektów Informatycznych (CPI) przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA). Ta kierowana przez Andrzeja Machnacza (wcześniej szef informatyki w policji) instytucja wzbudza wiele kontrowersji na rynku informatycznym z powodu sposobu udzielania zamówień publicznych. W szczególności zlecania z wolnej ręki dużych kontraktów IBM (CPI nazywa się nawet złośliwie Centrum Promocji IBM). Pomijane przy rozdawaniu kontraktów firmy protestowały oficjalnie i nieoficjalnie zarówno w MSWiA, jak i w IBM. Bez skutku, a CPI tłumaczyło, że postępuje zgodnie z prawem i znacznie sprawniej, niż gdyby organizowało otwarte przetargi.

 

Najwięcej emocji wzbudził kontrakt z czerwca 2009 r. dla IBM Polska na implementację i wdrożenie „zaawansowanych funkcjonalności Oprogramowania PESEL2”. Umowa jest warta 52,4 mln zł brutto. Jej wynikiem jednak nie jest tylko modernizacja PESEL2 (które to określenie - zdaniem niektórych - jest używane w sposób nieuprawniony, bo wciąż działa stary system PESEL wsparty większą ilością sprzętu IBM). Przede wszystkim w umowie przyznano IBM Polska boczną drogą kontrakt na wdrożenie centralnej aplikacji pl.ID (nowy dowód osobisty z funkcją dowodu elektronicznego). To jeden z najważniejszych projektów informatycznych w Polsce, na który zęby ostrzyło sobie wiele firm IT. Wartość pl.ID wstępnie oszacowano na 370 mln zł.

 

Tekst o IBM-CPI-MSWiA wciąż nie powstał z powodu pojawiających się na różnych etapach jego przygotowywania sensacyjnych wręcz informacji – m.in. natrafiliśmy na informację o nigdy dotąd nieujawnionej umowie z IBM Polska (umowa numer 15), która prawdopodobnie była przyczyną uzależnienia się MSWiA od IBM i którą przyznano mimo wcześniejszego zerwania kontraktu z tym samym IBM (przez Piotra Piętaka, byłego wiceministra i protegowanego Ludwika Dorna) za niewywiązanie się IBM z umowy. Nowi informatorzy donosili też o handlu danymi z PESEL, niekontrolowanym dostępie do tych danych jednej z firm komercyjnych, grze agentów obcych wywiadów, konieczności ochrony fałszywych tożsamości tworzonych w PESEL (np. dla agentów służb i świadków koronnych). Wszystkie te tropy wymagały (a cześć wciąż wymaga) weryfikacji, opinii stron, zebrania komentarzy. Zamiast do celu (opublikowania rzetelnego i obiektywnego artykułu) prowadziły nas w kolejne zakamarki różnego rodzaju Teorii Spiskowych.

 

Kilkanaście dni temu dostaliśmy kolejną sensacyjną informację o tym, że firma Wiesława Paluszyńskiego, znanego w branży specjalisty od informatyzacji, otrzymała po cichu zlecenie od IBM na prace przy pl.ID.
- Paluszyński zyskał wielkie wpływy w MSWiA i na rynku mówi się coraz głośniej o tym, że bez jego zgody nie przejdzie żadna decyzja w resorcie. Ale ten kontrakt z IBM to będzie skandal – mówił nasz informator.

 

Mowa o Trusted Information Consulting (w skrócie Ticons, www.ticons.pl). Wiesław Paluszyński jest prezesem tej firmy. Jednocześnie jest też wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Informatycznego (PTI, organizacja zrzeszająca środowisko informatyków). W Ticons dyrektorem biura był zaś Witold Drożdż, obecny podsekretarz w MSWiA odpowiedzialny za informatyzację i nadzorujący CPI. Witold Drożdż został też członkiem PTI z rekomendacji Paluszyńskiego.

 

- Stąd prosta droga do teorii spisku i układu: Paluszyński wspiera wiceministra, swojego byłego współpracownika, ten odwdzięcza mu się w podejmowanych decyzjach, a firma otrzymująca kontrakt z wolnej ręki rewanżuje się podzlecając część usług firmie powiązanej z decydentami. Żeby było ciekawiej w Ticons pracował też Krzysztof Bondaryk, obecny szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). On też może w to wszystko zostać wmieszany. A potem także Schetyna, któremu przecież powinno zależeć na inwestycji IBM we Wrocławiu. No i ma pan bombę. Każda gazeta napisze o takim układzie w MSWiA – mówił nasz informator.

 

Problem w tym, że informator nie podawał szczegółów. Zbieżność zdarzeń to jeszcze nie dowody na „układ”. Faktem jest jednak, że Drożdż, Paluszyński i Bondaryk pracowali w tej samej stosunkowo niewielkiej firmie doradczej Ticons. Bondaryk (w 2002 r.) był tam m.in. dyrektorem ds. współpracy z administracją publiczną. Faktem jest też, że Ticons otrzymał zlecenie od IBM na wdrożenie infrastruktury klucza publicznego przy wspomnianym już kontrakcie z MSWiA za 52,4 mln zł. Według naszych informacji kontrakt IBM-Ticons jest wart 1,5 mln zł. Jeden z naszych informatorów twierdzi jednak, że Ticons wcale nie miał zagwarantowanej tej umowy.
- IBM zorganizował normalny przetarg, w którym uczestniczyła też pewna szczecińska firma (prawdopodobnie Unizeto – red.), ale ta firma zażyczyła sobie za zrobienie PKI (Infrastruktury Klucza Publicznego) aż 6 mln zł. Ticons tylko 1,5 mln zł. A wiadomo, że Paluszyński jest jednym z najlepszych w kraju specjalistów od PKI. Trudno oczekiwać od IBM, że weźmie usługi od podwykonawcy cztery  razy droższego, żeby tylko bronić się przed oskarżeniem o „układ” - mówi nasz informator.

 

- To prawda. Jednego Wieśkowi na pewno nie można odmówić: na podpisie elektronicznym zna się chyba najlepiej w Polsce – przyznaje jeden z naszych rozmówców, były wysoki funkcjonariusz MSWiA.

 

Taką opinię usłyszeliśmy od kilku innych osób, w tym nawet zdecydowanych krytyków Paluszyńskiego.

 

Kilka dni temu otrzymaliśmy informację, że jedna z dużych gazet ma otrzymać materiał „na Schetynę” właśnie bazujący na informacjach o powiązaniach Paluszyńskiego, Drożdża, Bondaryka i IBM. Nasz informator twierdził, że nie wiadomo, czy informacje będą sprofilowane pod kątem uderzenia w Schetynę, czy też mają jedynie skłonić Schetynę do odwołania ze stanowiska podsekretarza Drożdża.

 

- Pole do takiego manewru dają informacje o tym, że IBM rozważa zlokalizowanie dużego centrum usług w Polsce i najbardziej bierze pod uwagę Wrocław (czyli miasto bliskie Schetynie) lub Katowice – mówił nasz informator zaznaczając jednak, że nie wie, czy mieszanie w całą sprawę wicepremiera jest manipulacją czy też w jakiś sposób decyzje o kontraktach z IBM były przez niego akceptowane.

 

Przed kilkoma dniami dostaliśmy zupełnie niespodziewaną kontrę. Zgłosił się do nas informator, który powiedział, że atak na Paluszyńskiego ma zupełnie inną przyczynę.

 

- To próba odwrócenia uwagi od innej, znacznie poważniejszej sprawy: kontraktu zawartego przez MSWiA z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych (PWPW) i firmą Wasko na obsługę wydawania paszportów z odciskiem palca. To wart kilkaset milionów (szacunkowo 700 mln zł za kilka lat) utajniony kontrakt podpisany przez Centrum Personalizacji Dokumentów MSWiA. Jego zapisy są bardzo kontrowersyjne, bo pozwalają zawierać PWPW różne umowy podwykonawcze na wiele elementów (w tym roboty budowlane), w których – przynajmniej częściowo – ta spółka nie powinna pośredniczyć. Sprawę chciał wyjaśnić Piotr Durbajło, do niedawna dyrektor Departamentu Infrastruktury Teleinformatycznej MSWiA, za co próbowano go skompromitować. Paluszyński wmieszał się w tę sprawę i teraz próbuje się go uczynić mniej wiarygodnym – mówi nasz informator.

 

Jego zdaniem w MSWiA jest też konflikt pomiędzy Witoldem Drożdżem a dyrektorem biura politycznego Grzegorza Schetyny oraz dyrektorem generalnym MSWiA. O tym konflikcie słyszeliśmy już kilkakrotnie. Część naszych informatorów twierdzi, że to zwykłe przepychanki, inni donoszą o otwartej wojnie.

 

- Paluszyński jest też namierzany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA), które broni się przed ABW. ABW bowiem pod kierownictwem Bondaryka zbiera informacje, które mają się stać podstawą do odwołania Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa CBA – mówi nasz rozmówca.

 

Wypadek dyrektora


Kolejna teoria spisku? Być może. Jednak nasz informator nie mógł wiedzieć, że niżej podpisany był namawiany do zainteresowania się dyrektorem Durbajło, czyli urzędnikiem, który rzekomo badał sprawę umowy z PWPW i Wasko. Kilka miesięcy temu zgłosiła się do nas osoba, która twierdziła, że w MSWiA wszystkie dobre pomysły i projekty torpeduje nie kto inny jak Durbajło. Informacje były mało konkretne, a właściwie niezrozumiałe, dlatego nie opublikowaliśmy niczego na ten temat. Niedługo potem dostaliśmy informację, że sprawa Durbajły „sama się rozwiązała”, bo ten miał wypadek samochodowy, po którym zostanie wyrzucony z MSWiA.

 

- Jechał samochodem na sygnale rzekomo bez uprawnienia i dlatego miał być zwolniony. Ale okazało się, że pojazdem kierował kierowca i używał sygnału zgodnie z uprawnieniami. W trakcie badania sprawy pojawiały się informacje, że kierowcę ktoś próbował skłonić do składania zeznań przeciwko Durbajle, ale tego nie zrobił. Chciano dyrektora zaszczuć – mówi nasz informator.

 

Trudno ocenić wiarygodność takich informacji. Faktem jest, że Durbajło odszedł z MSWiA do... ABW.

 

PWPW rzeczywiście zawarła w czerwcu 2009 r. nową umowę z MSWiA dotyczącą paszportów. Informacji o tej umowie i jej wartości nie mogliśmy znaleźć w żadnym oficjalnym dokumencie resortu. Nie było jej także w TED (dzienniku europejskim publikującym takie informacje). MSWiA prawdopodobnie nie pochwaliło się nią w żaden sposób. Jednak umowa jest, o czym poinformowała PWPW na swojej stronie w komunikacie z 22 czerwca 2009 r. Co ciekawe (prawdopodobnie to zbieg okoliczności) umowa MSWiA z IBM została podpisana także 22 czerwca 2009 r. (data udzielenia zamówienia, o czym poinformowano w TED 30 czerwca 2009 r.)

 

W kontrakcie na obsługę wydawania paszportów podwykonawcą od dawna jest Wasko, także prawdopodobnie i w nowym kontrakcie ta giełdowa spółka będzie miała swój udział. Ciekawostką jest fakt, że z powodu kontraktu PWPW-Wasko z MSWiA „oberwał” już raz jeden z podsekretarzy stanu w MSWiA Leszek Ciećwierz oraz kilku innych urzędników MSWiA i Centrum Personalizacji Dokumentów. Zarzucono im zakup w 2005 r. komputerów wartych blisko 12 mln zł od Wasko (jako firmie wskazanej przez PWPW) bez przetargu, z dodatkowym niewymienionym nigdzie pośrednikiem (firmy Net Technology). Sprzęt kupiono od IBM, rzekomo miał być nieprzydatny.

PWPW twierdzi, że dane dotyczące umowy w sprawie produkcji paszportów z drugą cechą biometryczną są nieprawdziwe.

"Część informatyczna umowy jest warta znacznie mniej (bliżej 100 niż 700 mln zł), a kontrakt - zgodnie z przepisami - zawarto z PWPW (a nie z PWPW i Wasko). PWPW podzleciła częściowo realizację podwykonawcom, w tym część informatyczną firmom Wasko i Pentacomp. Rzekome roboty budowlane w kontrakcie okazały się "budową stacji transformatorowej", niezbędnej dla zapewnienia właściwego zasilania m.in. systemowi wydawania paszportów" – twierdzi PWPW.

- Tu wszystko jest przejrzyste, zgodne z przepisami i interesem publicznym. Dzięki tej umowie można było uruchomić wydawanie paszportów z drugą cechą biometryczną w terminie wskazanym w ustawie. Zrobiliśmy to w ciągu miesiąca, zapewniając ciągłość wydawania paszportów tuż przed wakacjami. To był duży sukces MSWiA i PWPW - zapewnia Arkadiusz Słodkowski, rzecznik prasowy PWPW.
- To jakieś absurdalne zarzuty, bo gdyby nie umowa z PWPW, obywatele nie otrzymaliby zgodnych z dyrektywą UE z 2004 roku paszportów biometrycznych. To dopiero byłaby  afera... - dodaje rzecznik.

"Odnośnie rzekomego zakupu sprzętu komputerowego za czasów min. Ciećwierza, PWPW z całą stanowczością stwierdza, że podane w artykule informacje są nieprawdziwe. Więcej - w toku postępowania w 2005 roku PWPW wyraziła swoje zdziwienie co do konieczności zakupu tego sprzętu. Ze względu na toczące się postępowanie przed sądem, PWPW szczegółów sprawy ujawniać nie będzie." - podaje PWPW.

 

Sprawę samego CPI (Centrum Projektów Informatycznych) i kontraktów z IBM postaramy się opisać w najbliższych dniach (CPI zapewnia, że wszystko jest robione zgodnie z prawem i pod nadzorem Urzędu Zamówień Publicznych). Na razie nie udało nam się uzyskać oficjalnych komentarzy od Witolda Drożdża, Wiesława Paluszyńskiego i innych zainteresowanych. Do części osób nie zdążyliśmy wysłać pytań, jednak zdecydowaliśmy o publikacji tego artykułu jak najszybciej z powodu opisanych sugestii, że sprawa ma trafić do gazet w celu wywarcia presji na Grzegorza Schetynę. Postaramy się dopisać opinie wszystkich stron, jak tylko je uzyskamy.

 

aktualizajca: 6.10.2009 r.

28 września 2009 5:17

uwaga: NGI sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii internautów. Osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, obraźliwe, wulgarne, naruszające zasady współżycia społecznego albo naruszające prawa NGI sp. z o.o. lub innych podmiotów może ponieść odpowiedzialność karną lub cywilną.

tytuł komentarza

autor

komentarz


Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (28 września 2009 7:47)
W MSWIA zawsze wiedzieli gdzie lezy kasa. Niech Pan redaktor nie zapomina o watku prac nad wdrozeniem protokolu IPv6 za co okazuje sie ze odpowiada ... MSWiA a nie UKE czy MI.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Pietia (28 września 2009 10:26)
Kiedy niekontrolowani przez nikogo partyjni funkcjonariusze mają prawo i możliwość powołania dowolnej organizacji do zwalczania politycznych przeciwników (CBA, IPN), to trudno się dziwić, że dochodzi między nimi do wojny. Znamy to z historii: SS też nie mogło ścierpieć konkurencji SA i zafundowało im noc długich noży. Idą ciekawe czasy.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim_31 (28 września 2009 10:44)
@pietia: dokladnie, dokladnie. Dodam ze taki proces zaczyna sie zawsze od spacyfikowania urzednikow "bylego systemu" (czyli likwidacji wiedzy organizacyjnej) a kiedy nie ma juz kontroli zaczyna sie walka o wladze sluzb :))

Pierwsza decyzja Lenina bylo natychmiastowe zwolnienie z pracy wszystkich urzednikow panstwowych.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (28 września 2009 21:19)
Polecam zerknięcie na przygotowania CPI do uruchomienia tzw. SWD2 (System Wspomagania Dowodzenia) w Policji. Nie dość, że nie uruchomiono SWD1 (nie ma szans choćby natury prawnej) to CPI pomimo to już przygotowuje SWD2. Na działalność panów z CPI (dawne Biuro Informatyki KG Policji) spuśćmy zasłonę milczenia (np. KSI).
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (28 września 2009 22:13)
Niejaki Wiesław Paluszyński widnieje na liśie wildsteina pod numerem IPN BU 001052/1135 . Numer z dwoma zerami napoczątku oznacza prawdopodobnie etatowego pracownika służb informacyjnych PRL. Jeśli to ten sam Wiesław Paluszyński o którym mowa w artykule, to wiele spraw staje się jasnych. Zainteresowanie byłych oficerów służb bezpieczeństwa PRL systemem ewidencji ludności jest jak najbardziej zrozumiałe.
Bez oszołomstwa ipn (28 września 2009 23:14)
Drożdżowi też już zarzucano, że był na liście wildsteina. A Drożdzówka odpowiedział, że miał w 1989 r. 15 lat!!!! Ludzie, opanujecie się z tym szukaniem wszędzie esbeków. To chore. A jeśli Paluszyński był pokrzywdzonym? Albo to nie ta sama osoba? To co, po stalinowsku będziecie klepać, że lepiej skrzywdzić 100 niewinnych niż odpuścić jednemu bandycie?
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Opozycjonista (29 września 2009 2:41)
@ipn: Od kiedy SB-cy są pokrzywdzonymi - oczywiście Paluszyński teraz może tłumaczyć swoją rolę Konrada Wallenroda w SB, ale nie zmieni przeszłości. Z drugiej strony wielkie brawa za profesjonalną budowę siatki biznesowo-rządowej...
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Inwazja ABW na NASK (29 września 2009 2:42)
Kolejna część tej układanki to pomysł przejęcia przez ABW Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej. Konkurs prowadzony pod nadzorem minister Kudryckiej (MNiSW) przebiega pod hasłem "Pani minister tańczy"... tańczy jak jej zagrają służby - no nie wszystkie - tylko ABW. Jeden z członków komisji Piotr Durbajło nie reprezentuje ani MNiSW, ani MSWiA (skąd wyleciał po świątecznej jeździe na niebieskim kogucie) tylko ... ABW. Żeby było ciekawiej, specsłużby dokonały wewnętrznej roszady przesuwając go tymczasowo ze stanowiska zastępcy dyrektora Chrzanowskiego na stanowisko doradcy szefa ABW (sic!) - inaczej nie mógłby zasiadać w komisji konkursowej oceniając swojego przełożonego - szczwany plan :) Drugi przedstawiciel MNiSW - Jarosław Mojsiejuk - członek Rady Programowej NASK z ramienia... HP, też dziwnym zbiegiem okoliczności wywodzi się z bliskiego kregu znajomych szefa ABW z czasów jego działalności w TICONS. Akcja przejęcia przez specsłużbę NASK była planowana od dawna - nie bez kozery w ubiegłym roku wprowadzono do Rady Naukowej NASK dwóch przedstawicieli ABW - Chrzanowskiego i Maciąga, którzy wyróżnili się krytykując byłego dyrektora NASK za brak prywatyzacji części telekomunikacyjnej... ciekawa rola służb w demokracji... Celem planu jest przejęcie NASK, prywatyzacja części telekomunikacyjnej przez zaufane firmy... Rywin to jednak był amator...
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim_31 (29 września 2009 9:00)
@opozycjonista: Nie zapominajmy o tym ze niedawno okazalo sie ze to MSWiA ...kordynuje prace zwiazane z przejsciem Sieci na IPv6.

A jeszcze niedawno niektorzy urzadzali sobie dowcipy dlaczego MSW zajmuje sie spoleczenstwem informacyjnym ...
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Kabelek (29 września 2009 9:56)
Z IPv6 akurat było tak, że to MI mocno chciało, by tematem zajmowało się MSWiA. I po półrocznym sporze kompetencyjnym wciśnięto to zadanie MSWiA...
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (29 września 2009 10:35)
W.Paluszynski miał w 1989 znacznie więcej niż 15 lat
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny 77 (29 września 2009 15:20)
Ludzie z przypadku nie zostawali w latach90 tych członkami zarządu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Proponowałbym Panu Redaktorowi Zielke udanie się jednak do IPN. Jako dziennikarzowi przysługuje Panu wgląd w dokumentacje. Wszyscy jesteśmy ciekawi co tam jest zgromadzone na Paluszyńskiego. Wiele to może wyjaśnić. Również są ciekawe jego kontakty w latach 80 tych.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim_31 (29 września 2009 15:57)
@kabelek: Bardzo mi sie podoba to okreslenie ze MI "mocno chcialo". Ach, jakie to musialo byc mocne zachcenie ze odpuscilo sobie sprawe ktora zajmowalo sie jeszcze za Belki.
PESEL2 to daaaaleka przyszłość Anonim (29 września 2009 18:17)
właśnie usłyszałem od oficjalnego przedstawiciela MSWiA, że PESEL2 to bardzo daaaleka przyszłość i to jeszcze długie lata zanim będzie....

tak to jest jak się nie pilnuje swoich przedstawicieli, czasem z rozpędu prawdę powiedzą...
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (29 września 2009 18:24)
A ja wczoraj dowiedziałem się że CBA jest już w IBM. No to afera się rozkręca.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny wino (29 września 2009 18:36)
Paluszyński doradza MSWiA, Szafrański Ministerstwu Zdrowia. Koledzy po fachu obstawili najbardziej dochodowe projekty. Dobrze to sobie wymyślili.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Yoyo (29 września 2009 20:25)
... a w Departamencie spoleczenstwa informacyjnego posadki dla krewnych i znajomych krolika :)))) zyc nie umierac
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Leszek Ciećwierz (29 września 2009 22:45)
Panie Redaktorze, widzę że temat się rozwija, choć jedynie na podstawie nie sprawdzonych plotek. Wymienia mnie Pan w swoim artykule z nazwiska więc wybaczy Pan, że pozwolę sobie na komentarz. Jeżeli chodzi o moją sprawę to niestety była to zwykła akcja PiS eliminacji ludzi SLD. Normalną rzeczą jest i każda osoba na stanowisku powinna mieć tego świadomość, iż w czasie trwania jaki i po każdym zakończonym przetargu podlegać będzie dokładnej kontroli. Zarówno ABW jak i prokuratorskiej. Są to normalne zasady demokracji i po uzyskaniu stosownych wyjaśnień sprawa się kończy lub znajduje swój finał w Sądzie. Miałem takich spraw kilka i wszystkie przebiegały normalnie tj. oskarżenia (plotki) - badanie materiału dowodowego i umorzenie postępowania. Niestety za rządów PiS zmieniono procedury i najpierw wprowadzano stan oskarżenia ( i areszt, którego ja na szczęście uniknełem) a dopiero później wyjaśnienia. Po czterech latach w mojej sprawie wyjaśniło się iż zakupione komputery były niezbędne do realizacji zadań ustawowych, ale sprawa trwa... taki był też cel panów z PiS.. eliminacja pewnych osób. Wracając do MSWiA musi Pan pamiętać, że syganłów i donosów bedzie miał PAn zawsze wiele. Odczułem to bardzo na"własnej skórze". Zawsze po rozstrzygnięciu przetargu jest jeden zadowolony i wielka grupa rozczarowanych. Najgorsze jest to, iż nigdy nie szukają błędów u siebie a snuja teorie spiskowe i rozpuszczają plotki. Faktem jest też niezaprzeczalnym, iż wielkie koncerny wciąż traktują nas jak dojną krowę, w dodatku bezmyślną i eksploatują jak tylko się da. I nie istotne jest czy jest to IBM, HP czy inny wielki koncern z za oceanu. Ważne jest jak urzędn icy potrafią sobie z tą agresją ( mam podstawy by użyć takiego słowa ) radzić. Wskazany przez Pana tryb pozwalajacy na wyłaczenie ustawy Prawo zamówień publicznych jest doskonałym narzędziem na utrzymywanie równowagi i pozycji resortu pod warunkiem, że "urzędujący" chcą i potrafią z niego skorzystać. Bo jak podkreślam, dla nas obywateli, podatników mało ważne jest "KTO". Ważne jest "JAK" i "ZA ILE". I jeżeli rządzący potrafią zrozumieć tą ide i działać zgodnie z nią wszystko jest OK. Najgorzej jest jak zamykają oczy i pozwalają na rzecz najgorszą tj. okopywanie się firm w projektach. Takie działania choć łatwo zauważalne ( przy czytaniu umów) są jednak wciąż powszechne i o zgrozo akceptowane przez urzedników (nie będę rozstrzygał świadomie czy też nie) i to jest kluczowym zagadnieniem związanym z zamówieniami publicznymi. Nie gry pomiedzy CBA i ABW a rzetelność zawieranych umów prze urżedników, nie w randze ministra a dyrektorów i naczelników. Ja miałem dużo szczęścia pracując z takimi ludzmi jak G. Pietrzyk, N.Przesmycki, Michna,czy pani Kraśnicka. Każdy z nich mógł łatwo wyprowadzić mnie na pole minowe a jednak tego nie uczynił. Proszę mi uwierzyć, że minister, czy też podsekretaż stanu niewiele ma tak naprawdę do powiedzenia, gdyż ogrom zagadnień i natłok zajęć powoduje, iż często akceptuje rzeczy wypracowane prze podwładnych bez możliwości dokładnej analizy ( czy zrozumienia bo trudno znać się na wszystkim), Proszę więc dobrze zastanowić się zanim zacznie Pan oceniać kogo kowiek a plotki zawsze należy analizować pod kątem przydatności dla tych którzy są niezadowoleni z decyzji.
Pozdrawiam
Leszek
Do Pana Leszka, Mariusz Zielke (29 września 2009 23:10)
Bardzo dziękuję za komentarz. Próbowałem się z Panem skontaktować na podanego wcześniej maila. Temat rozwija się, ale nie zgadzam się z określeniem, że na podstawie plotek. Te dziwne rozgrywki pomiędzy grupami wpływów to są fakty. Zawierane przez resort umowy - również. Jako plotki można traktować interpretacje tych faktów, ale nie same fakty. Zgoda 100 proc. z oceną wpływu osoby w randze ministra na wiele z podejmowanych decyzji przetargowych czy możliwości wpuszczenia na minę. Jeszcze raz dziękuję za komentarz. Proszę odebrać maila.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (29 września 2009 23:21)
Panie Leszku, troche mija sie Pan z prawdą. Pana ludzie te IBMowe PC kupili z wolnej ręki, bo Pan chciał biometrię w dowodach osobistych wprowadzać. I Pan doskonale wie, że jeden wicedyrektor na Pawińskiego bądąc na tym stanowisku pracował równoczesnie w firmie, od której Wasko te PCty kupowało.

Skoro Pan Zielke rozpoczał publiczne pranie brudów, to nie róbmy z siebie ofiar układu PISowego czy też SLDowego. Zmieniają się dyrektorzy, ministrowie, specjaliści tworzący SIWZy pozostaja wiecznie na stanowiskach, prawda?
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Demokratka (30 września 2009 2:06)
@ Min. Ciećwierz: Panie Ministrze, ma Pan rację, że nie można oceniać ludzi tylko na podstawie złośliwych wypowiedzi ludzi często zazdrosnych o sukcesy innych. Diagnoza dotycząca niezadowolonych z każdego przetargu również jest słuszna. Rolą podsekretarza stanu i ministra konstytucyjnego jest właściwe dobranie zespołu zaufanych współpracowników (co Panu się udało), którzy w ramach wewnętrznych sporów o wpływy nie pogrążą swojego przełożonego. Ponadto zgoda, że w potoku pomówień mogą zacierać się istotne fakty, o których pisał Red. Zielke.
@ Red. Zielke: Cieszy fakt, że w ogarniającej nas propagandzie sukcesu (polityki "miłości i zaufania"), podtrzymywanej przez większość tzw. niezależnych mediów, jest Pan w stanie naświetlać zjawiska, które występują niezależnie od aktualnie rządzącej opcji politycznej i które nasilają się w sytuacji braku kontroli ze strony mediów. Obecna ekipa rządząca, będąca z założenia "negacją PIS-u", zaczyna pokazywać drugą twarz, z którą PIS (nazywając to "układem") usiłował nieudolnie walczyć. Poruszony wątek dziwnych relacji biznesowych pomiędzy funkcjonariuszami byłej SB, którzy w pewnym okresie byli pracodawcami obecnego szefa ABW ppłk Bondaryka i podsekretarza stanu w MSWiA odpowiedzialnego za informatyzację Witolda Drożdża, działania ABW w celu przejęcia konroli nad środowiskiem akademickim (jednostką badawczo-rozwojową - NASK) - udział w konkursie na dyrektora NASK etatowego funkcjonariusza ABW - ppłk Chrzanowskiego, bliskiego współpracownika szefa ABW, który jest oceniany przez komisję, w której uczestniczy dwóch innych bliskich współpracowników szefa ABW (pod szyldem delegatów Min. Kudryckiej) dziwnie współgra ze śledztwem prowadzonym w NASK (po niefortunnych inwestycjach jej księgowego w opcje walutowe), śledztwem prowadzonym przez ... tę samą ABW. To już nie są pomówienia tylko fakty. Oczywiście można je różnie interpretować, ale trudno pozytywnie interpretować czynne zaangażowanie służby specjalnej w kierowanie niezależnymi w ustroju demokratycznym jednostkami akademickimi, chyba, że ppłk Chrzanowski w przypadku wyboru przez Min. Kudrycką na stanowisko dyrektora NASK, na rok przed nabyciem praw emerytalnych (!!!), odejdzie ze służby (co jest mało logiczne), albo pozostanie na tzw. etacie niejawnym, co byłoby jeszcze mniej ciekawą sytuacją - szczególnie z punktu widzenia Min. Kudryckiej i środowiska akademickiego...
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim_61 (30 września 2009 6:45)
Polecam prześledzenie okoliczności i ceny nabycia akcji TICONS przez Paluszyńskiego od ABG Spin - dużo poniżej ich wartości rynkowej (http://dev.computerworld.pl/news/73183/100/Ster.Projekt.zbyl.udzialy.w.TICONS.html) - czyżby była to wdzięczność za IACS?

A do dziś na stronach NIKu wisi raport, w którym mowa o "Wiesławie P.", który w takim razie musiał mieć podstawione prokuratorskie zarzuty (http://bip.nik.gov.pl/pl/bip/wyniki_kontroli_wstep/inform2004/2003192/px_2003192.pdf)...
nie tylko tam spiskowcy grasują kumpel królika (30 września 2009 7:59)
ciekawe skad przyszli twórcy sieci w cba? wot ciekawostka i kto karty rozdawał?
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim_31 (30 września 2009 8:58)
@demokratka: nic dodac nic ujac. Jakos w tle ginie moim zdaniem niezmiernie wazny watek prac nad wprowadzeniem IPv6 w Polskiej Sieci. rzeczywiscie zaskakujace jak to nagle UKE i Ministerstwo Infrastruktury (w kilku wersjach) ktore toczylo iscie homeryckie boje za kilku rzadow zeby miec monopol na te sprawy. Link z wyborem pana majora na szefa NASK jest az za oczywisty. Jedno jest oczywiste dowcipy o tym dlaczego w Polsce MSW rozwija spoleczenstwo informacyjne staly sie niesmaczne.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Pietia (30 września 2009 13:02)
Parafrazując powiedzenie: Nie "w szczegółach pies pogrzebany", wokół których biegnie tu debata. Irytujące, że wielu dyskutantów wskazując na te i inne patologie w naszym życiu publicznym nie kryje oburzenia z powodu ich niezgodności ze standardami (zachodniej) demokracji, którą niby mamy już w Polsce. Zgadzam się: z demokracją są one nie do pogodzenia. Problem w tym, że z regułami demokratycznie zorganizowanego społeczeństwa zgodne być nie mogą, ponieważ są to patologie, które powstały w niedemokratycznym politycznym systemie. Dokładnie: W Polsce nie mamy demokracji i odpowiadających jej reguł i standardów postępowania obowiązujących w życiu publicznym. (Nawiasem mówiąc: w zachodnim świecie, skąd pochodzi ten bezkrytycznie zainstalowany w Polsce instytucjonalny model "partyjnej dominacji", o jego istniejącej tam wersji mówi się już "post-demokracja". Dlaczego i kiedy partyjny system sprawowania władzy przestał funkcjonować zgodnie z demokratycznymi zasadami i celami? - to już jest historia na inne opowiadania).

W każdym razie, od ponad trzystu lat demokracja pojmowana jest jako polityczny system, w który władza funkcyjnie i osobowo podzielona jest radykalnie między trzy organy: ustawodawcze, wykonawcze i sądownicze.

Podzielona funkcyjnie władza znaczy: tylko i wyłącznie w kompetencjach parlamentu leży pisanie praw i ich legislacja, oraz wytyczanie kierunku rozwoju danej politycznej wspólnoty; tylko i wyłącznie w kompetencjach rządu leżą działania wykonawcze, zmierzające do wypełnienia w praktyce "woli ludu" wyrażonej w w efektach pracy parlamentu; i po trzecie - tylko i wyłącznie w kompetencjach władzy sądowniczej leży egzekucja obowiązującego prawa i rozstrzyganie konfliktów powstałych w jego ramach.
Podzielona osobowo władza znaczy, że nikt - kto jest członkiem parlamentu nie może zasiadać w gremiach dwóch innych organach władzy i pełnić tam jakiekolwiek funkcje: tzn., poseł nie może być członkiem rządu i zajmować kierowniczego stanowiska w systemie sądowniczym.
Każdy mniej więcej zna te reguły, ale czy każdy je widzi ich praktyczne konsekwencje?

Popatrzmy zatem jak nasza (zachodnia) demokracja wygląda: Podział władzy nie istnieje - ten kto wygrywa wybory (polityczna partia, koalicja) realnie bierze całą jej pulę: posiada większość w parlamencie, formułuje rząd i wyznacza ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Funkcyjny podział władzy również został zniesiony i w praktyce nie istnieje. Parlament wprawdzie bezpośrednio nie rządzi, ale dysponując straszakiem wotum nieufności wobec rządu, wpływa na decyzje władzy wykonawczej, zdejmując z niego jakąś część odpowiedzialności, do czego nie posiada konstytucyjnego prawa. Rząd natomiast pisze ustawy (chociaż jest to konstytucyjnie zastrzeżona funkcja parlamentu) określa budżet i przepycha przez parlamentarną większość wszystkie możliwe przepisy, które pasują mu do wygodnego rządzenia. Jeśli chodzi o władzę sądowniczą - zadam tylko jedno pytanie: Który prokurator generalny podejmie się śledztwa i wyjaśnienia sprawy, w której głównym podejrzanym jest jego partyjny kolega? Osobowy podział władzy jest również tylko pustym postulatem. Nikogo już nie dziwi, że członkowie rządu i organów wykonawczych zasiadają w parlamencie, a także wyznaczają funkcjonariuszy do organów sądowniczych. A ponieważ władzy nigdy za mało, to TV, Radio i inne mass media muszą też być "nasze". Zenujące już wszystkich dziś partyjne przepychanki w tych instytucjach "czwartej" władzy - mówią same za siebie.

Każdy władca absolutny marzył o takiej władzy otrzymanej z rąk swego ludu, jaką dziś posiadają demokratyczni książęta. Aha, zapomniałem o roli opozycji. Z założenia ma kontrolować rządzących i piętnować wszystkie przypadki wykroczeń poza "demokratyczne standardy" i łamania prawa. Tylko że, jak partie opozycyjne dochodzą do władzy robią to samo, co przegrani w wyborach polityczni przeciwnicy. A mianowicie łamią wszystkie możliwe zasady formalnej (czytaj - pozornej) polskiej demokracji, a ustanowione przez siebie (niejasne, sprzeczne, niespójne, itp) prawo nagminnie łamią. Ponieważ zaś organy śledcze i sądownicze są systemowo pozbawione możliwości wykonywania swojej niezależnej konstytucyjnej funkcji, do obnażenia bezprawności rządów swoich poprzedników powołuje się kolejną parlamentarną komisję śledczą (wzg. IPN, CBA, itp), która z założenia niczego nie może wykryć.

Fazit: Powstały po roku 1989 w Polsce polityczny system z teoretyczno-konstytucyjnymi założeniami demokracji ma mało wspólnego. Polityczny system z formalnym ale nie realnym podziałem władzy, a więc nie posiadającym mechanizmu realnej demokratycznej kontroli, jest systemem z natury swej korupcjogennym. Gratuluję zatem Panu Redaktorowi dobrego nosa. Dziennikarstwo śledcze będzie miało coraz więcej roboty - do chwili wezwania Pana (i kolegów) do CBA, prokuratury lub podobnego przybytku władzy partyjnych książąt. Zdaje się, że tutaj - siłą rzeczy - tak krótko przedstawiony mój pogląd na polską (i zachodnią) demokrację ma szansę powoli przebić się do publicznej świadomości. W każdym razie Jacek Zakowski (Opcja zero, Polityka nr 36, z 05.09.09) dokonując przeglądu dwóch dekad powstałego w PL politycznego systemu dochodzi do wniosku, że tą próbę zbudowania demokracji trzeba uznać za nieudaną, a ustrojowe klocki trzeba poukładać z sensem od nowa.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny pracownik MSW (30 września 2009 14:32)
Wiesław P. cały czas prowadzi zakulisowe działania, których skutkiem będzie przesunięcie tematu podpisu elektronicznego do MSWiA z Ministerstwa Gospodarki. Pomysł wcale nie jest głupi, ale w wydaniu Wiesława P. jest jak najbardziej podejrzany. Jak na razie Ministerstwo Gospodarki obroniło się przed tymi podchodami. Ambicją Paluszyńskiego jest stworzenie w ramach MSWiA nowego Centrum Certyfikacji - konkurenta do istniejących centrów. W sposób Paluszyński kontrolowałby popdpis elektroniczny w całym kraju. Projekt Centrum Certyfikacji MSWiA został wpisany do Studium Wykonalności ID.PL . Koncepcja ta została jednak skrytykowana przez ekspertów unijnych.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny fan PKI (30 września 2009 15:55)
Wiesławowi P. nie można odmówić dobrej znajomości zagadnień PKI. Inną sprawą jest trafność wyboru jego osoby do budowy pl.ID. Wszak w znacznej mierze Jego wątpliwą zasługą jest nasza "autorska" implementacja unijnej dyrektywy o podpisie cyfrowym, gdzie pazerność organizatorów na kilka lat zablokowała możliwość rzeczywistego rozwoju tej technologii w Polsce.
Znajomość PKI nie przekłada się na wiedzę jak zastosować tą technologię w rzeczywistych procedurach.
Leszek C Mirek Sierpiński (30 września 2009 21:34)
Panie Mariuszu, szkoda że minister Ciećwierz nie wspomniał, że już minister Włodek Marciński nie wydał mu zgody na zamówienie poza przetargiem z firmą Wasco i potem UZP też takiej zgody nie dało. Zrobił dlatego umowę bez zgody UZP i za to ma problemy.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (30 września 2009 21:44)
Pan minister Leszek miał sporo przebojów z udzielaniem zamówień z wolnej ręki, chyba pod koniec 2003 albo 2004 był pomysł na wydanie paru milionów na rozbudowę systemu dowodowego. Wtedy też bodaj minister Bliżniuk to szczęśliwie uwalił. Mamy w Polsce szczęście do pomysłowych ministrów od rejestrów państwowych.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (1 października 2009 11:55)
Afera z grami hazardowymi przykryje aferę z informatyką w MSWiA. Szkoda
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (1 października 2009 12:14)
Min (wtedy dyr) Bliźniuk uwalił przetag Ciećwierzowi w 2004 i zrobił to wbrew swojemu szefowi min. Marcinskiemu i min. Ciecwierzowi. Wtedy rządił SDPL.
Do Pietii Anonim (1 października 2009 13:05)
Oj sypnąłeś paroma skrótami i nazwami z historii, poza tym nic konkretnego nie ma. W dodatku nie wiem czym jest poparte to proroctwo o ciekawych czasach. Chyba każde czasy są ciekawe, więc po co takie stwierdzenia?
Co sie czepiacie Wieśka? Wicek (1 października 2009 15:08)
Przecież Wiesiek doradzał też Pętakowi przy Pesel2:

http://www.egov.pl/index2.php?option=content&do_pdf=1&id=3114
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (1 października 2009 16:07)
Niezakeżna witryna?
To powszechna już metoda ? ściemniania- postawienie zarzutu teorii spiskowej, lub działań wrogów politycznych. Niestety, cały artykuł dość wątpliwej jakości....
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (1 października 2009 16:20)
Niezakeżna witryna?
To powszechna już metoda ? ściemniania- postawienie zarzutu teorii spiskowej, lub działań wrogów politycznych. Niestety, cały artykuł dość wątpliwej jakości....
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (1 października 2009 18:54)
http://www.dziennik.pl/polityka/article178650/Zagadkowa_kariera_szefa_tajnych_sluzb.html


wielkia afera, juz w maju 2008 roku pisał o tym dziennik
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Leszek Ciećwierz (1 października 2009 20:34)
Widzę że szczekaczy ciągle jest wielu, nie podpisze się taki z imienia i nazwiska tylko pisze rzeczy o których nie ma pojęcia. Min Marciński nie pozwolił.... na co? Min Bliźniuk nie pozwolił ( to ten od turystyki na koszt MSW) gość który jak był dyr u Szewki blokował wszystko co się dało a potem jako minister zwiedzał świat, ale nie zwiedził departamentu. Nie przeszkadza mi krytyka, a wręcz przeciwnie ale jak się nie wie o czym pisać to lepiej milczeć. Nie twierdzę, że błędne jest prowadzenie postępowań wyjaśniających w stosunku do decydentów, jestem nawet za. W stosunku do mnie było nawet kilka, poddałem krytyce jedynie PiSuarową formę postępowania, tj. kipisz w domu, przetrząsanie wszystkiego co się da (po pół roku od złożenia wyjaśnień to nawet osioł jakby coś miał w domu to by zjadł) i najprzyjemniejsze areszt. Zwłaszcza, że nie zginęła nawet jedna śrubka od komputerów a najpoważniejszy zarzut to że posiadały kartę muzyczną, (każdy matoł wie co to znaczy all-in-one dla MB) a kto nie wie niech zajmie się tym na czym się zna. Powtarzam aby wierzyć trzeba sprawdzać i wyjaśniać ale nie szykanować i rujnować ludziom życie, skazywać jeszcze przed wydaniem wyroku. Nie boje się odpowiedzialności za moje decyzje i w porównaniu do innych na tym stanowisku, ja podejmowałem decyzje świadomie i odważnie.
Karawana jedzie dalej... szczekajcie pieski.. chyba że starczy wam odwagi aby się podpisać wówczas chętnie podyskutuje.
Pozdrawiam wszystkich sympatyków ngi24
Leszek
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Liberał (1 października 2009 21:37)
Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Artykuł red. Zielke wstrząsnałem światkiem byłych i obecnych, a pewnie i przyszłych zainteresowanych pracą w Pionie Informatyzacja (gdziekolwiek on by się nie znajdował).

Nawet w komentarzach Pietii wyczuwam styl humanisty, który także piastował funkcję podsekretarza stanu za czasów Żelaznego Ludwika. (Na marginesie, to wywody o idealnym systemie konstytucyjnym pachną mi Utopią. Jest jakiś kraj na świecie, gdzie te idealne zasady funkcjonują? Całe szczęście, że w Polsce, tak jak w innych dojrzałych demokracjach mamy prawdziwie niezależną IV władzę.) Tylko jaki projekt udało mu się skutecznie zrealizować? No tak. Przecież nie pozwolili mu koalicjanci i CBA, przez których upadł rząd IV RP.

Tymczasem Witold Drożdż jest w mojej ocenie pierwszym ministrem, który i mówi, i robi. I wydaje mi się, że powoli mu to się udaje, mimo zakulisowych działań - nie wiadomo po co stworzonego - CPI i zatrudniającego wielu wpływowych byłych pracowników resortu i służb wielkiego przedsiębiorcy z Cracovii.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Włodka (1 października 2009 22:59)
... i byłych pracowników Palucha
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim_31 (2 października 2009 9:06)
Mnie raczej interesuje ten kierunek natarcia przedmiotowej ekipy:
http://www.computerworld.pl/news/350677/Czyj.nasz.NASK.html
Do Liberała Też Liberał (2 października 2009 13:30)
"i mówi, i robi" 0 czy możesz rozwinąć myśl. Co mówi i co takiego robi?

CPI utworzył Witold Drożdż. A ty piszesz, że nie wiadomo po co

W takim razie o co tobie chodzi?
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny do Anonima i Liberała Pietia (2 października 2009 14:54)
Do Anonima: "Ciekawe czasy" - to mój Panie Anonimie, 20 lat powrotnej drogi w kierunku państwa policyjnego, o którego złowieszczych efektach działania coraz liczniej donoszą media i o których traktuje chociażby ten artykuł. Wystarczy wspomnieć, że służb mających dziś prawo do podsłuchu obywateli jest "tylko" dziewięć. A na początku III RP były "zaledwie" cztery. Podsłuchiwać mogły tylko: Policja, UOP, wywiad i kontrwywiad i to wyłącznie w przypadku precyzyjnie określonych przestępstw, np. zabójstwa i szpiegostwo. A dalej z czasem już szło jak po maśle. Dziś policja może założyć podsłuch w przypadku 49 przestępstw, a ABW i CBA według uznania - a więc wszędzie i każdemu. Czy daleko jesteśmy od państwa policyjnego? A wszystko wskazuje na to, że nie jesteśmy jeszcze na końcu tej drogi. Stąd te "nadchodzące ciekawe czasy". Sądzę, że aluzyjność tego sformułowania wyjaśniłem tym razem wystarczająco jasno.

Do Liberała i także Anonimowi do sztambucha:
Demokracja różni się od innych autorytarnych reżymów tym, że nikt nie posiada całej władzy w jednym ręku: czy to jest jedna osobnik (dyktator), czy też jakaś grupa osób (partia polityczna, oligarchia, itp). Bardziej konkretnego odróżnienia demokracji od innych politycznych systemów nie znam (to uwaga dla Anonima). Jak piszę wyżej w poprzednim komentarzu, w partyjnym modelu demokracji cała władza znajduje się w rękach tej formacji, która wygrywa wybory: większość w Sejmie, przejęcie władzy wykonawczej - rządu, i obsadzenie stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego (krajowego). Czyż najnowszy przykład "pisania ustaw na zlecenie" i rozgrzeszenie przez Ministra Czumę partyjnych kolegów: Chlebowskiego i Drzewieckiego, zanim im postawiono konkretne sądowe zarzuty (Ziobro się kłania), nie jest tego najlepszym przykładem, że "sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po" stronie mojej partii? Niezależnie od tego, kto, jaka polityczna partia i ich koalicje, a także niezależnie od najlepszych intencji ich przywódców - nic nie zmniejszy korupcji, prywaty i nic poprawi jakości zarządzania sprawami publicznymi, ponieważ wszystkie te patologie i mankamenty mają systemową przyczynę. Krótko mówiąc: Partyjne rządy odbywają się według takiej zasady: Ustalę sobie w Sejmie takie prawo, aby mi nie przeszkadzało w rządzeniu i które mi przynosi osobiste i grupowe (partyjne) profity. A jeśli po drodze i tak mi się gdzieś noga poślizgnie (złamię demokratyczne standardy - ha, ha,..) , to kolega generalny prokurator już na drugi dzień ogłosi mnie niewinnym i po sprawie. Problem w tym, że z rządów partyjnych dyletantów wyniesionych przez kaleki wyborczy system do władzy, coraz bardziej niezadowolona jest ludność. Aby nie dopuścić do niekontrolowanego wybuchu trzeba wszystkich trzymać za pysk, mnożąc służby nie podlegające demokratycznej kontroli i wyposażyć je tak, by każdemu (nawet w sypiali) mogły podłożyć podsłuch. Vide: rozwój ostatnich 20-stu lat III RP.

Pan Liberał daje glejt ważności i wiecznego trwania polskiemu skorumpowanemu reżymowi argumentując, że nigdzie na świecie taka utopijna demokracja z podziałem władzy nie funkcjonuje. Zapomina jednak o tym wspomnieć, że w czołowych "dojrzałych" demokracjach świata zachodniego partyjna demokracja systematycznie traci swoich zwolenników a rosą szeregi jej krytyków. Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać "Post-demokracja", by się o tym przekonać. Wbrew pozorom, "utopijną" demokrację z realnie istniejącym i funkcjonującym podziałem władzy można łatwo wprowadzić. Należy tylko osobno wybierać Posłów do Sejmu i ekipę rządową według dwóch odrębnych i niezależnych od siebie ordynacji wyborczych, wykluczających uczestnictwo w nich tych samych osób. Nie jest to mój pomysł tylko propozycja sformułowana już na przełomie lat 60-70 ubiegłego wieku przez nomen omen liberała - Augusta Friedricha von Hayeka. Ale to już jest następny bardziej szczegółowy temat. Problem polega na tym, że reformę istniejącego reżymu i wprowadzenie modelu demokracji z realnym (a nie formalnym podziałem władzy) zależy od inicjatywy politycznych partii, które w ten sposób pozbawiły by siebie władzy. Tu jestem realistą - po partyjnych funkcjonariuszach spodziewać się tego nie podobna. Tylko w tym aspekcie demokracja z realnym podziałem władzy jest utopijna. Pozdrawiam Anonima i Liberała i gratuluję spokoju ducha.
swobodne przemyslenia pik (2 października 2009 18:24)
Artykul ciekawy, ale w wielu obszarach nie mogacy się oprzec o material rzeczywisty. Nikt kto wystepuje anonimowo nie powie faktow poniewaz by wskazaly go bezposrednio i narazily na klopoty. Mam nadzieje że Pana praca Panie Redaktorze pozwoli przedstawic wszystkie sprawy w swietle rzeczywistym. Na pewno jest to wierzcholek gory lodowej tak wiec zycze powodzenia.
do Pieti PePe (2 października 2009 19:48)
Widzę, że min. Piętak jest u p. Żielke jako Pietia
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Yurek z Luik (3 października 2009 12:15)
A ja jako byly samorzadowiec chce podziekowac Panu Ministrowi Ciecwierzowi za zakup komputerow, bo bez nich system paszportowy i dowodowy stanalby na amen. A tak na marginesie w Brukseli wspomina sie nie tyle turystyke pewnych ministrow z czasow PiS ile czystki kadrowe jakie porobili.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (3 października 2009 13:04)
Podziękujmy jeszcze byłemu min. Biernackiemu, bo to za jego czasów zawarto umowę na wspaniały system dowodowy i paszportowy, który przez lata był w stanie permanentnej awarii ;--)
ad Yurek z Luik MSWiA (3 października 2009 15:39)
A kogo dokładnie wyczyścili PiSy? Bądź konkretny
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (4 października 2009 13:14)
Przy okazji dyskusji kompetencjach dot. podpisu elektronicznego wymienionych w artykule osób warto cofnąć się do ciekawego artykułu Jana Stefanowicza i Pawła Szałamachy pt. "Kto uwłaszczy się na podpisie elektronicznym. Ustawa pełna niejasności i uznaniowości", który ukazał się w Rzeczpospolitej w sierpniu 2001 i dostępny jest pod http://www.rp.pl/artykul/55742,57814_Kto_uwlaszczy_sie_na_podpisie_elektronicznym.html. Dziś (w kontekście "afery hazardowej") być może byłaby komisja śledcza, wtedy niestety sprawa przeszła bez echa, a manipulatorzy pozostali bezkarni.
ad: Yurek z Luik Anonim (4 października 2009 15:17)
O ile pamiętam, to PISy zrobiły z jednego departamentu DRP cztery - DRR, DSO, CEPIK i cos tam jeszcze. Czystka to moze nie była, etatów przybyło, a pan podsekretarz, jedyny w historii zamieszkał na Pawińskiego i zatrudnił studentów do pesela. Teraz ostro odcina się od PISu, nie wiadomo o co chodzi (art. z RP - 01/04/2009)
@ Yurek z Luik Anonim (4 października 2009 15:58)
o ile pamietam Blizniuk zlikwidowal Departament Spoleczenstwa Informacyjnego (nie mylic z komorka funkcjonujaca obecnie) a dyrektora zeslal do biura administracyjnego MSW
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny osiolek (5 października 2009 11:16)
To co sie dzieje obecnie pokazuje ze likwidacja tzw. DSI_1 to byl jesli nie najlepszy to na pewno najmadrzejszy ruch Blizniuka
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny ciekawy (5 października 2009 12:37)
@kupel królika: co rozumiesz przez

"ciekawe skad przyszli twórcy sieci w cba? wot ciekawostka i kto karty rozdawał?"

możesz rozwinąć temat?
Inwazja ABW na NASK AntyAgentka (5 października 2009 19:27)
@demokratka na ngi24.pl
Sprawa wyboru dyrektora NASK już jest prawie przesądzona (choć prawie robi jednak różnicę) - kandydatem min. Kudryckiej na stanowisko dyrektora NASK jest rekomendowany przez ABW ppłk Chrzanowski. Ostatnim punktem tej gry jest opinia Rady Naukowej NASK, która może poprzeć lub nie kandydaturę ppłk Chrzanowskiego.

Nasza Agencja robi wszystko, aby uzyskać pozytywną decyzję Rady Naukowej. Stąd wizyta (dowiezionego samochodem ABW!) w budynku przy ul. Rakowieckiej w czwartek 01 października pełniącego obowiązki dyrektora NASK - prof. Malinowskiego i jego spotkanie z ppłk Chrzanowskim (niby takie bezpieczne miejsce a jednak są przecieki...).

Pracownicy NASK są zastraszeni trwającymi równolegle z wyborem nowego dyrektora NASK przesłuchaniami ABW w sprawie nietrafionej inwestycji NASK w opcje walutowe.

Czy te naciski służb nie były przyczyną nagłego załamania stanu zdrowia prof. Pacuta (kierujacego laboratorium biometrii), który nagle trafił do szpitala?

Niektórzy profesorowie i członkowie Rady Naukowej NASK pamiętają przecież czasy nacisków i metod działania innej służby w innym ustroju - SB w PRL - ale jakże podobne do tych, stosowanych przez ABW a demokratycznej III RP. Na razie w obawie o podsłuchy przestali korzystać z telefonów komórkowych i rozmawiać w pomieszczeniach NASK.

Czy w tej sytuacji członkowie Rady Naukowej będą w stanie wypowiedzieć się w sposób niezależny o przyszłości NASK? Tak, ale tylko jeśli będą czuli poparcie środowiska naukowego i mediów. Dziś ABW chce przejąć kontrolę nad NASK, a jutro być może nad kolejnymi ośrodkami akademickimi - to czysta białorusinizacja. Jest jeszcze czas na sprzeciw i solidarność środowiska akademicko-naukowego!

Panie Redaktorze, znając Pana opozycyjną przeszłość chciałabym zaapelować o dalsze wsparcie obrony niezależności środowiska akademickiego i naukowego od służb specjalnych.

P.S. Niestety, ze względu na możliwe w tej sytuacji szykany ze strony ABW zmuszona jestem ukryć swoją tożsamość. (Panie Pułkowniku Chrzanowski - niech Pan nie traci czasu zespołu CERT GOV PL na poszukiwania adresu, bo kawiarenki internetowe i proxy to dobrodziejstwo demokracji).
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Leszek Ciećwierz (6 października 2009 10:29)
Nie lubię pisać o nikim źle. Sam dobrze rozumiem, że ciężko jest oceniać cokolwiek jak nie zna się dobrze uwarunkowań podejmowania decyzji. Jednakże co do panów Bliźniuka i Piętaka nie mam żadnych wątpliwości, że ich największe sukcesy to czystka w ministerstwie ( i chodzi mi tu o ludzi którzy pracowali tam jeszcze przed min. Biernackim) a największy to zmarnowanie 50 mln EUR jakie DRP z trudem wywalczyło z UE po dwóch i pól roku zaciekłej pracy. O tym, że do dnia dzisiejszego nie powstało centrum zapasowe CEPiK pomimo : lokalizacji, projektu i PIENIĘDZY ( tych na CEPiK nie można ugryźć bez zgody Sejmu i ubezpieczycieli) i tak mógłbym jeszcze wymieniać ........ tylko po co?
Pozdrawiam
Leszek
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (6 października 2009 12:33)
zgadzam się z anonimmem_31, że pierwszą decyzją Lenina bylo natychmiastowe zwolnienie z pracy wszystkich urzednikow panstwowych.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny k.rumowski (6 października 2009 18:00)
Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia podało dzisiaj informacje o wynikach przetargu na "Identyfikację, analizę i klasyfikację typów danych medycznych oraz określenie modeli ich gromadzenia i udostępniania na potrzeby leczenia oraz prowadzenia polityki ochrony zdrowia z uwzględnieniem aspektów syntaktycznych i semantycznych oraz ilościowych tych danych w kontekście doświadczeń krajowych i międzynarodowych." Znak sprawy: CSIOZ-WRS-6151-31/09

W postępowaniu złożono tylko jedną ważną ofertę: firmy Sygnity. Musi to budzić uzasadnione podejrzenia. Niedawno UZP zakwestionowało przetargi w CSIOZ, które "wygrywało" Sygnity. Warto przypomnieć czytelnikom NGI24 co zarzuciło UZP CSIOZ:
1. dzielenie zamówień publicznych,
2. ograniczanie konkurencyjności,
3. udzielenie zamówień publicznych dla Sygnity "z wolnej ręki" bez podstawy prawnej.

Wygląda na to, że CSIOZ nadal bardzo lubi Sygnity. Sprawę powinny wziąć pod lupę odpowiednie instytucje śledcze.
Żenada Ciećwierza Zniesmaczony (6 października 2009 20:54)
Panie Ciećwierz, kończ Pan, wstydu oszczędź! To, co Pan wypisuje jest żenujące. Jak Panu nie wstyd?
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Dobrze poinformowany (6 października 2009 21:33)
a w ogole artykul wkrótce bedzie bezprzedmiotowy bo nadchodzi Noc Trzesacych sie Stolkow ...
@ zniesmaczony Anonim (7 października 2009 10:15)
Pan Leszek prawdopodobnie ma zaniki pamięci. Bywa. To może zapytajmy, co robił Softbank w MSW za czasów Pana Leszka i dlaczego obecnie Asseco robi CEPiK i co z tego wynika?
Przypominienie dla P. Leszka Cieciwirza Gustaw Pietrzyk (7 października 2009 23:02)
W okresie luty 2002 – styczeń 2006 byłem Dyrektorem Departamentu Rejestrów Państwowych w MSWiA i odpowiadałem za CEPIK. To ja podejmowałem kluczowe decyzje w tej sprawie, w tym z upoważnienia Pana Ministra Krzysztofa Janika podpisałem umowę z Softbankiem i odpowiadałem za realizację tego kontraktu.
Jeżeli Pan Zniesmaczony prosi by przypomnieć Panu Leszkowi Ciećwierzowi co robił Softbank w MSWiA za jego czasów i dlaczego obecnie Asseco robi CEPiK i co z tego wynika to odpowiadam jako osoba najbardziej kompetentna w tej sprawie.
Softabank we wrześniu 2003 roku w ramach publicznego przetargu złożył najtańszą ofertę na budowę i 5 –cio letnie utrzymanie tego systemu i przetarg wygrał. Pozostali oferenci złożyli oferty droższe od 30 mln zł do 270 mln zł. Po podpisaniu umowy Softbank w MSWiA robił system informatyczny do obsługi CEP i CEK. Przetarg i realizacja umowy były kontrolowane przez NIK i badane przez kilka lat przez prokuraturę. Prokuratura umorzyła postępowanie w 2007 roku, nie stwierdzając przestępstwa. Jednocześnie w postępowaniu prokuratorskim biegli wykazali całkowitą niekompetencję kontrolerów NIK-u i miałkość ich zarzutów.
Obecnie Asseco, po przejęciu Softbanku do końca 2009 roku realizuje tę umowę. Z tego wszystkiego wynika między innymi taki fakt, że SI CEPiK obsługuje rocznie ok. 15 mln zapytań na potrzeby Policji, Straży Granicznej czy straży miejskich. Z przykrością stwierdzam, że przez CEPiK musiałem zapłacić kilka mandatów za przekroczenie prędkości lu niewłaściwe parkowanie. Z tego powodu żałuję, że przyczyniłem się do powstania tego systemu. Obiecuję, że więcej już nie wybuduję żadnego systemu dla administracji.
A Panu Leszkowi Ciećwirzowi przypominam, że nadal nie otrzymałem z MSWiA nagrody, którą mi obiecał za zrobienie CEPiKU.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (8 października 2009 2:22)
@AntyAgentka
Patrząc na styl pisania AntyAgentki mam uczucie że brakuje jej możliwości pracy w służbach i to raczej tych które w analogicznym stylu kreowały fakty medialne w 1968, 1970 czy 81 roku. Jednak przyjmując jej styl równie dobrze można ocenić "fakty" właśnie przez nią przedstawione, dochodząc do wniosku iż to ona jest ze służb (acz mam nadzieję że rzeczone jednak są na wyższym poziomie intelektualnym i technicznym i takich osób jak ona nie zatrudniają dziś). Więc myśląc w analogicznym stylu, ja też widzę tu spisek! Spisek tych którzy nie chcą dopuścić do zmian w NASK, bo przecież fajnie robić interesy w takim JBR - ni to administracja publiczna ni to biznes.
Nie wyjdzie projekcik, nie ma wpływów z operatorki to się pokryje to z dotacji ministerstwa czy wpływów gwarantowanych i fajnie co?
Ot taka spółdzielnia, a i kasa na ryzykowne inwestycje kapitałowe się znajdzie - ciekaw jestem jak wygląda bilans finansowy NASK za ostatnie lata - chyba to dokument jawny? A może w NASK nie bo przeszkadza to "spółdzielni" się rozwijać...?

I to właśnie spółdzielni ludzi z NASK i służb działających nie transparętnie jak dziś (o dziwo to jest chyba niepożądane dla AntyAgentki).
Może niech się wypowiedzą tacy Panowie jak Kośla, Maj czy Chlebowski, którzy mają doskonałą wiedzę na temat wspólnie realizowanych przez nich biznesów, i co AntyAgentka wolała tamten stan gdzie gawiedź Internetowa była nieświadoma, niż klarownej sytuacji gdzie się mówi że wartość naukowa NASK jest potrzebna Państwu, które daje w ten sposób gwarancje na istnienia kawałka kreatywnego środowiska naukowego w Polsce, które w ostatnich latach "lekko" się zapadło - w NASK chyba to nawet nie 10% zatrudnionych a to jednostka naukowo - badawcza!
Więc jak w danych latach Pani AntyAgentko lepiej wytworzyć psychozę strachu, że podsłuchują, żę inwigilują... TO JUŻ NIE TE CZASY!!!
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim_31 (8 października 2009 8:55)
@osiolek: owa jak pisales "najmadrzejsza decyzja" wynikala z kompleksow p podsekretarza ze kto inny dostal odznaczenie od prezydenta za integracje z UE
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny ex naskowicz (8 października 2009 12:35)
@AntyAgentka: Kiedyś pracowałem w NASK i znam tam jeszcze kilka osób, z którymi co jakiś czas mam okazję się spotkać prywatnie. Zapytani o "zastraszanie", "zaprzestanie rozmów w pomieszczeniach NASK" czy "zaprzestanie korzystania z telefonów komórkowych" robili przysłowiowe wielkie oczy i pytali czy zgłupiałem. Owszem, są zaniepokojeni i to nawet bardzo. kto by nie był - idą zmiany. I to pewnie duże. Na dodatek nie do końca wiadomo czym się zakończą. Krótko mówiąc, nie wiedzą jaki będzie ich dalszy los. Ale żeby zaraz zastraszanie?... Ale to pewnie dlatego, że rozmawiałem z szeregowymi pracownikami.

Największego "pietra" to pewnie ma kadra kierownicza bo zmiany obejmą w pierwszej kolejności właśnie ich. Ich punkt widzenia może być inny niż szeregowych. Domyślam się, że jesteś pracownikiem tej firmy. Prawdopodobnie wysoko postawionym. I stąd twoje obawy. Przez chwilę myślałem, że to "kobieca natura" kierownika działu domen próbuje ratować swoją sytuację. Bo ten pan to ma teraz nieciekawie. Raczej nie ma szans na stanowisko dyrektora. A jeśli przyjdzie nowy dyrektor, to on znowu będzie musiał ciężko pracować na to, żeby "owinąć go sobie dookoła palca" jak poprzedniego. I niekoniecznie musi mu się udać. A bez oparcia jakie miał u dotychczasowego dyrektora będzie mu tam ciężko. Nie zdziwiłbym się, gdyby próbował ratować swoją sytuację wszelkimi dostępnymi metodami (jak na przykład próby pozyskania przychylności środowiska "domeniarzy" poprzez obiecanie w swojej prezentacji obniżki cen domen).
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (8 października 2009 20:27)
Ciekawy ten wątek z domenami, ale nie liczyłbym na obecnego kierownika domen, dla niego cena jest wtórna do korzyści z własnej pozycji w NASK. Wysarczyło popatrzeć na "współpracę" między nim a dyrektorem handlowym. Obaj siebie warci ;-)
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny AnonimNASK (8 października 2009 20:57)
@AntyAgentka & Anonim

Fakt coś ta antyagentka za dobrze poinformowana jak na osobę "postroną" w stosunku do NASK i metodologii pracy SB. Może to przed nią trzeba się dziś ukrywać na korytarzach?
A co do osób wymienionych przez anonima.
Cóż porabia niezastąpiony wieczny wszechwiedzący agent Robert K, gdzie rozwija swoje jedynie słuszne wizje i zakłada spółdzielnie, po mówiąc wyjątkowo litościwym porzeganiu ze strony MSWiA i ABW?
A Pan Chlebowski z NASK może coś więcej powie na temat osiągnięć rynkowych NASK, bo to chyba on był głównym handlowcem?
Czy jedyny sukces to 16 mln ... defraudacji?
A patrząc na bilanse finansowe NASK (BIP MNiSW) to faktycznie kierownicwto tej placówki to wybitni fachowcy rynku telekomunikacyjnego ;-) Chyba Pan Chrzanowski nie będzie miał czego prywatyzować! Ale na pewno w jednym Antyagentka ma rację... dużo pracy czeka napewno prokuratora w stosunku już do byłego "kompetentego" kierownictwa - którego widzę paru członków koniecznie chciało wygrać konkurs. Po co? retorycznie pytam.
Swoją drogą dziwne że np Pan Dyrektor wyleciał dyscyplinarnie, a już chwilę potem pracował na umowę zlecenie.

Mam nadzieję że nowemu Dyrektorowi uda się wskrzesić w NASK to czym był kiedyś. A po to jest potrzebny ktoś nie zepsuty z poza kokieterii naskowej

Może wtedy faktycznie zwykli pracownicy będą mogli się znów z tą firmą utozsamiać i być pewnym przyszłości, a wtedy i z siebie dadzą więcej.

ps. W związku z podejrzeniami co do namierzania forumowiczów przez CERT.GOV to szanowna prawie agentko przecież mamy w NASK CERT.PL z jeszcze leprzymi kontaktami w świecie. Czy Panowie obecni jego szefowie powstrzymają się i się nie skuszą aby coś ustalić...
Kilka słów o CEPiK-u Piotr Skociński (9 października 2009 12:02)
Szanowni Państwo, temat Cepik-u wywołany przez Pana Ministra Leszka Cieićwierza zmusza i mnie do zabrania głosu. Pragnę zaapelować do Pana Ministra aby nie dyskredytował osiągnięć następców, a przyjął do wiadomości fakt, że realizacja projektu, który rozpoczął się w okresie jego urzędowania jest już niewątpliwym sukcesem obydwu ekip - SLD i PIS. Pan Dyrektor Gustaw Pietrzyk rozpoczął i położył podwaliny pod ten sukces, a mnie dane było kontynuować z życzliwym wsparciem Ministrów Grzegorza Bliźniuka i Piotra Piętaka rozpoczęte dzieło - z niewielkimi korektami tam, gdzie okazało się to konieczne. Uprzejmie przypominam Panu Ministrowi, że centrum zapasowe w Legionowie, którego projekt raczył Pan wspomnieć było najsłabszym elementem projektu i było obarczone od początku wieloma wadami - było szalenie kosztownym BIUROWCEM wyposażonym w serwerownię a nie centrum zapasowym z prawdziwego zdarzenia. Uznaliśmy, że jego budowa w takiej formie jest nadmiernie kosztowna i niecelowa. Jednocześnie przed kilkoma tygodniami obecna ekipa "odkryła" i prawdopodobnie sfinalizuje pomysł jak zabezpieczyć potrzeby centrum zapasowego dla CEPiK, który proponowałem już kilka lat temu. Opuszczając stanowisko dyrektora w 2008 roku pozostawiłem do dokończenia trzy istotne elementy CEPiK - ADSxP (projekt integracji CEPiK z systemem "Pojazd" służącym w starostwach do obsługi procesu rejestracji pojazdów), przygotowane w kilku wariantach i nie wdrożone rozwiązanie zapewniające zasilanie CEPiK-u w dane pochodzące ze stacji kontroli pojazdów oraz problem z niepełnymi danymi o umowach ubezpieczenia obowiązkowego, który planowaliśmy rozwiązać za pomocą wykorzystania kodu polowego znajdującego się już w dowodach rejestracyjnych. O ile wiem, żaden z tych elementów nie został zakończony, tak więc należałoby projekt kontynuować aż do osiągnięcia sukcesu "ponad" trzema ekipami rządzącymi od początku projektu - byłby to sukces tych wszystkich trzech ekip. Uprzejmie zwracam uwagę, że system CEPiK jest jedynym o takiej skali skomplikowania przedsięwzięciem informatycznym w MSWiA, bliskim zakończeniu z całkowitym powodzeniem. Zwracam uwagę, że za pośrednictwem e-puap działają dwie usługi CEPiKu (czego nie da się powiedzieć o usługach innych rejestrów) a o powszechnym zastosowaniu danych pochodzących z CEPiK wspomniał już powyżej Pan Dyrektor Pietrzyk, któremu istotnie należy się nagroda za rozpoczęcie i koncepcję tego projektu.
z wyrazami szacunku
Piotr Skociński
Dyrektor DCEPiK, DCEAP i DCEP w latach 2006-2008
kilka slow o CEPiKu Anty CEPiK (9 października 2009 14:02)
Piotrus, zbastuj, wstydu oszczedz
szokujące! Anonim (9 października 2009 14:23)
Szokujące, jak wiele dobrego dla rejestrów państwowych zrobili nieobecni już ministrowie i dyrektorzy! Dlaczego nikt ich nie nagradza? Dlaczego nikt nie korzysta z ich doświadczeń? Dlaczego te cholerne rejestry wciąż nie działają??!?
Anty CEPiK AnonimX (9 października 2009 14:45)
Piotruś się podpisał imieniem i nazwiskiem
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Robert Kośla (9 października 2009 15:39)
Szanowni Państwo, po informacji jaką otrzymałem w dniu wczorajszym, że zostałem przywołąny w komentarzu serwisu ngi24.pl i po lekturze samego artykułu i wszystkich „rewelacji” pojawiających się w najczęściej anonimowych głosach internautów postanowiłem wzorem Piotra Skocińskiego zabrać głos. Choć sama dyskusja przybiera momentami charakter rodem z prasy „brukowej”, to niektóre jej wątki są bardzo interesujące, w szczególności te dotyczące projektów, które udało się administracji zrealizować w ubiegłych latach, a których zrealizować się nie udało i jakie były tego przyczyny. Po mizerii finansowej w administracji w latach dziewięćdziesiątych i wielu teoretycznych pomysłach na informatyzację administracji nastąpił okres konkretnych działań podejmowanych przez kolejnych ministrów odpowiedzialnych za informatyzację, która migrowała z Ministerstwa Łączności do Ministerstwa Nauki i Informatyzacji, a następnie do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Informacje na temat osiągnięć kolejnych rządów zostały już przytoczone przez komentatorów, więc nie będę ich powtarzał. Burzliwa dyskusja wskazuje jedynie na starą prawdę, że nie narazi się na złośliwe komentarze tylko ten, kto nic nie robi – choć i tu można znaleźć zaprzeczenie tej prawdy, bo Minister Bliźniuk został właśnie oskarżony o to, że nic nie robił dla informatyzacji administracji, a jedynie „podróżował” (oczywiście w tym czasie Plan Informatyzacji Państwa i przygotowania do uruchomienia w Polsce Systemu Informacyjnego Schengen, zakończone pozytywną ewaluacją i wejściem do strefy Schengen w grudniu 2008 r., prowadziły krasnoludki). Na podobnej natury i ciągłe ataki oczywiście narażony jest Dyr. Machnacz, bo to właśnie jednostka przez niego kierowana – Centrum Projektów Informatycznych - prowadzi (niestety dla „życzliwych” z powodzeniem) największe w chwili obecnej projekty informatyczne w administracji i dysponuje największym budżetem, będącym w dużej mierze pozytywnym skutkiem czonkowstwa Polski w Unii Europejskiej. Niestety jest to cena jaką działając w administracji płaci każda osoba, w której kompetencjach leży podejmowanie decyzji – nawet jeśli ich podejmowania unika to też spotka się z agresją (często uzasadnioną). W taki też sposób podchodzę do komentarzy dotyczących mojej osoby. Z jednej strony jestem zaskoczony „wywołaniem do tablicy”, ale z drugiej strony cieszy mnie to, że są osoby które o mnie pamietają i to pomimo tego, że od lipca 2008 r. mieszkam i pracuję w Monachium. Cieszy mnie to, że dzięki komentarzom zostałem zaliczony do grona tak zacnych i dużo ode mnie bardziej doświadczonych osób, którym coś się w administracji udało, nawet jeśli ktoś nazywa to „spółdzielnią” (pejoratywnego znaczenia tego określenia nie podzielają napewno spółdzielcy :). W ramach mojej 14-letniej pracy dla administracji rządowej (można ją teraz nazywać „spółdzielnią” bo z tą administracją dzieliłem nie tylko swój służbowy, ale i prywatny czas – stąd czas na rodzinę pojawił się dopieru po moim odejściu na emeryturę...) udało mi sie wiele projektów zainicjować i zrealizować, choć były też i takie, których zrealizować się nie udało. Tematy dotyczyły oczywiście bliskiej mi dziedziny bezpieczeństwa teleinformatycznego (modnego obecnie pod nazwą ochrony cyberprzestrzeni, cokolwiek by ona nie oznaczała). W realizacji tych projektów miałem przyjemność współpracować ze wspaniałą kadrą Biura Bezpieczeństwa Łączności i Informatyki UOP (następnie Departamentu Bezpieczeństwa TeleInformatycznego ABW), kolegami z innych służb (m.in. Policji, Straży Granicznej) i kolegami ze sfery wojskowej (WBK, WSI i SKW). Otwarcie UOP i ABW na „świat zewnętrzny” umożliwiło realizację ciekawych projektów z zakresu budowy środków ochrony informacji niejawnych (urządzeń kryptograficznych i środków ochrony elektromagnetycznej), realizowanych na podstawie formalnych porozumień z polskimi producentami, m.in. COMP, Enigma SOI, TechLab2000, Krypton Polska, Siltec, EMC System) – efekty tych projektów są widoczne na wykazie publikowanym na oficjalnej stronie służby ochrony państwa. Wielu osobom to się nie podobało, szczególnie przedstawicielom firm zagranicznych, którzy bez żadnych inwestycji w Polsce chcieli osiągać korzyści jedynie ze sprzedaży urządzeń i to najlepiej bez jakiejkolwiek weryfikacji ich skuteczności. Całe szczęście, że proces oceny był maksymalnie sformalizowany i był pod szczególnym nadzorem ze strony kolejnych Szefów UOP i ABW. Skoro już poruszony został temat „spółdzielni” w NASK, to muszę powiedzieć, że pomimo, iż nie byłem formalnie sygnatariuszem jakiejkowiek umowy z tą jednostką badawczo-rozwojową, to byłem od roku 2001 promotorem idei nawiązania bliskiej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa teleinformatycznego. Moje zaangażowanie w pełni i jawnie prezentowane w treści prezentacji na wielu konferencjach (m.in. ‘Secure’ organizowanych przez NASK i ‘Wolność i Bezpieczeństwo” organizowanych przez wydawcę tygodnika ComputerWorld IDG Polska – odsyłam do wyszukiwarek internetowych). Ponadto, zaangażowanie to było przedmiotem moich wypowiedzi medialnych więc nie ma w nim nic sensacyjnego. Jeśli więc efektem działań „spółdzielni” jest budowa dla administracji rządowej systemu wczesnego ostrzegania przed atakami z sieci Internet – ARAKIS-GOV – to w pełni się pod tymi działaniami podpisuję. Jeśli „życzliwym” komentatorom znane są informacje dotyczące nielegalnych działań „spółdzielni” to, jak to widać to z „sensacyjnych” doniesień „antyagentki”, prowadzone przez ABW śledztwo jest doskonałą okazją do przekazania tych informacji, do czego „anonimów” gorąco zachęcam. Bardzo interesujący z socjologicznego punktu widzenia byłby wątek korupcji w relacjach pomiędzy agencją rządową a jednostką badawczo-rozwojową nadzorowaną przez administrację rządową (sic!). Znane mi porozumienia i umowy pomiędzy ABW a NASK zawarte w trakcie mojej służby w ABW nie były oznaczane klauzulami tajności, więc można je bez większych problemów zweryfikować. Tak jak we współpracy z NASK nie dostrzegałem problemów w przeszłości tak i nie widzę przeszkód do współpracy z tą jednostką po planowanych zmianach kadrowo-organizacyjnych (o których napisali anonimowi komentatorzy) - jeśli oczywiście taka będzie wola nowego kierownictwa. Decydujące znaczenie we współpracy ma nie to kto współpracuje, ale to czy przynosi ona obopólne korzyści, mierzone sukcesem wspólnych projektów. Choć mój rozdział pracy dla administracji rządowej w Polsce uważam za zamknięty, to wykonując swoje obecne zadania związane z sektorem obronności i bezpeczeństwa narodowego w regionie Europy Środkowej i Wschodniej (32 państwach) nie zamykam się na wsparcie dla administracji i jednostek przez nią nadzorowanych.
Myślę, że wiekszy pożytek dla administracji (o którą troska przebija ze złośliwych anonimowych komentarzy) przyniosłaby otwarta dyskusja i debata, którą wzorem ComputerWorld mogłaby zorganizować Niezależna Gazeta Internetowa, aniżeli anonimowe „wylewanie pomyj”.
Z pozdrowieniami
Robert Kośla, (ppłk, już emerytowany :), były zastępca dyrektora Biura Bezpieczeństwa Łączności i Informatyki UOP i Departamentu Bezpieczeństwa TeleInformatycznego ABW oraz były zastępca dyrektora Władzy Wdrażającej Programy Europejskie (nadzorowanej przez MSWiA).
P.S. W odróżnieniu od „antyagentki” nie korzystam z kawiarenki internetowej i serwerów proxy, bo nie mam nic do ukrycia przed CERT.GOV, a złośliwe komentarze jak były tak i będą :)
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (11 października 2009 21:43)

Jakoś po przeczytaniu poprzedniego wpisu przypomina mi się ta piosenka:
"To ja, Narcyz się nazywam,
Przepraszam i dziękuję - ja tych słów nie używam,
Jestem piękny i uroczy - popatrzycie w moje oczy,
Jestem przecież najpiękniejszy, a na pewno najskromniejszy."
Cóż jak widać bez naszego Dyrektora z WWPWP od SIS to cała Polska by się zawaliła!... dobrze że jednak mamy takich ludzi, a rządzącym trybunał że na emignarację ich wygnali ;-) Jednak jak już Pan Robert się rozpływa nad samym sobą i wylicza wszystko co zrobił dla administracji publicznej to może wspomni że to on ustanowił nową zasadę pracy w władzy wdrażającej - więcej na wyjazdach zagranicznych, a prawie nigdy w robocie. Skoro listuje swoje sukcesy może niech poprosi Ministerstwo o opublikowanie llisty jego wyjazdów.
Ale cóż mógł sobie na to pozwolić bo na miejscu był do roboty Machnacz, i wbrew temu co piszą inni (tu ma rację) Bliźniuk.
służba "komercyjnym satelitom" Polityk (13 października 2009 16:13)
w komentarzu Anonima z 9 października padło pytanie: dlaczego nikt nie nagradza i nie korzysta z wiedzy i doświadczenia byłych ministrów i dyrektorów?.
Przecież nie ma takiej potrzeby, ... wystarczy zawód "dyrektor" i przynależność do dominującego w danym okresie układu polityki z biznesem, przy okazji wyeliminowanie merytorystów i jazda rozpędzoną machiną wystarczy na czas jakiś - do kolejnej zmiany dyrektora. Póki dyrektor spolegliwy, nie wychodzi przed szereg to żywot jego dłuższy, a jak trzeba, bo niewygodnie to kij się znajdzie.
Efekty ...
Chłopcy z tajnych służb Anonim (15 października 2009 23:21)
Tak swoją drogą czytając wcześniejsze wątki i obawy, iż tajne służby przejmują NASK to jako tajne nie robiły by tego tak jawnie. A poza tym patrząc na postać przywoływanego rekomendowanego kandydata to jak by był z "tych" służb, to co by wcześniej robił jako dyrektor w Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego. I to w dodatku był takim z którym nie chciano się za bardzo porzegnać, pdobno fachowiec.
Mam coraz bardziej wrażenie, że niektórzy wpisujący poprostu popadli już w paranoję i wszędzie widzą tajne interesy tajnych służb.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny MMM (26 października 2009 17:50)
Panie Redaktorze, skoro pisze Pan: "W MSWiA wybuchła wojna domowa związana z podejrzanymi kontraktami", to powinien porozmawiac Pan z osoba reprezentujaca Min. Drozdza na wszystkich oficjalnych (i nie tylko )spotkaniach, a mianowicie z jego "pelnomocnikiem" - Panem M.Madejczykiem.
Od lat zajmuje sie m.in. CEPiK-iem i koordynacja dzialan MSWiA - przynajmniej oficjalnie tak twierdzi. Ciekawe kiedy zechce skomentowac tekst Pana Redaktora.
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny BojęSięRepresji (6 grudnia 2009 18:55)
@Leszek Ciećwierz: współczuję Panu Ministrowi, że współcześni siepacze, pachoki "układu" zrobili Panu w domu kipisz i podziwiam Pana, że nie daje się zastraszyć. Tego rodzaju represji było więcej (w tym także aresztowania) - może warto by: (1) upublicznić dla potomności nazwiska usłużnych prokutratorów, (2) wydobyć z cienia nawiska zleceniodawców,
(3) założyć Komitet Ochrony Represjonowanych KOR np. im. Barbary BLIDY.
KOR mogłby też wziąść w obronę funkcjonariuszy służb, którym obecnie zabiera się emerytury, a będących często większymi patriotami od obecnych młodocianych "mścicieli".
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny BojęSięRepresji (6 grudnia 2009 18:56)
@Leszek Ciećwierz: współczuję Panu Ministrowi, że współcześni siepacze, pachoki "układu" zrobili Panu w domu kipisz i podziwiam Pana, że nie daje się zastraszyć. Tego rodzaju represji było więcej (w tym także aresztowania) - może warto by: (1) upublicznić dla potomności nazwiska usłużnych prokutratorów, (2) wydobyć z cienia nawiska zleceniodawców,
(3) założyć Komitet Ochrony Represjonowanych KOR np. im. Barbary BLIDY.
KOR mogłby też wziąść w obronę funkcjonariuszy służb, którym obecnie zabiera się emerytury, a będących często większymi patriotami od obecnych młodocianych "mścicieli".
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (14 stycznia 2010 12:00)
gówno
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny Anonim (21 stycznia 2010 21:41)
Panowie piszcie sobie co chcecie ale, żeby Paluszyńskiego nazywac najlepszym specjalista od PKI w Posce. Ale w Posce mamy tendencje aby tworzyc mity i specjalistach, zdolnych polskich informatykach i tak dalej...jedno trzeba przyznac ze Wiesu uparty, tyle lat sie wokół tego komina kręci.

Grzegorz Schetyna, wicepremier i szef MSWiA, może dzięki działaniom CPI, okazać się jednym z najskuteczniejszych ministrów w realizacji unijnych projektów. Oby tylko policyjna sprawność menedżerów z CPI nie spotkała się z policyjną nadgorliwością w sprawdzaniu prawidłowości udzielania kontraktów
Fot. CIR