Z pewnością Pan rozumie, że nie mamy uprawnień dochodzeniowo śledczych: zajmujemy się nadzorem nad rynkiem finansowym, nie mamy podstaw prawnych do badania przepływów finansowych między prywatnymi (nie nadzorowanymi przez KNF) podmiotami i osobami
Łukasz Dajnowicz rzecznik KNF
Spiskowcy grasują u Grzegorza Schetyny
Mariusz Zielke
W MSWiA wybuchła wojna domowa związana z podejrzanymi kontraktami. W tle rozgrywki ABW z CBA.
Ktoś chce skompromitować wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych poprzez atak na jego wysoko postawionych podwładnych. Powód: akceptowanie wielomilionowych kontraktów zawieranych w niejasnych okolicznościach. Cała awantura może mieć związek z pojedynkiem ABW z CBA i rzekomym zbieraniem „kwitów” na szefów tych służb specjalnych w celu ich odwołania ze stanowisk. Niestety odłamkami oberwie cała branża informatyczna. W wypadku eskalacji konfliktu zostaną prawdopodobnie znacznie spowolnione najważniejsze projekty związane z wdrażaniem nowoczesnych technologii w administracji publicznej.
Teoria spisku
Ngi24.pl od kilkunastu tygodni prowadzi dziennikarskie śledztwo w sprawie zleceń Centrum Projektów Informatycznych (CPI) przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA). Ta kierowana przez Andrzeja Machnacza (wcześniej szef informatyki w policji) instytucja wzbudza wiele kontrowersji na rynku informatycznym z powodu sposobu udzielania zamówień publicznych. W szczególności zlecania z wolnej ręki dużych kontraktów IBM (CPI nazywa się nawet złośliwie Centrum Promocji IBM). Pomijane przy rozdawaniu kontraktów firmy protestowały oficjalnie i nieoficjalnie zarówno w MSWiA, jak i w IBM. Bez skutku, a CPI tłumaczyło, że postępuje zgodnie z prawem i znacznie sprawniej, niż gdyby organizowało otwarte przetargi.
Najwięcej emocji wzbudził kontrakt z czerwca 2009 r. dla IBM Polska na implementację i wdrożenie „zaawansowanych funkcjonalności Oprogramowania PESEL2”. Umowa jest warta 52,4 mln zł brutto. Jej wynikiem jednak nie jest tylko modernizacja PESEL2 (które to określenie - zdaniem niektórych - jest używane w sposób nieuprawniony, bo wciąż działa stary system PESEL wsparty większą ilością sprzętu IBM). Przede wszystkim w umowie przyznano IBM Polska boczną drogą kontrakt na wdrożenie centralnej aplikacji pl.ID (nowy dowód osobisty z funkcją dowodu elektronicznego). To jeden z najważniejszych projektów informatycznych w Polsce, na który zęby ostrzyło sobie wiele firm IT. Wartość pl.ID wstępnie oszacowano na 370 mln zł.
Tekst o IBM-CPI-MSWiA wciąż nie powstał z powodu pojawiających się na różnych etapach jego przygotowywania sensacyjnych wręcz informacji – m.in. natrafiliśmy na informację o nigdy dotąd nieujawnionej umowie z IBM Polska (umowa numer 15), która prawdopodobnie była przyczyną uzależnienia się MSWiA od IBM i którą przyznano mimo wcześniejszego zerwania kontraktu z tym samym IBM (przez Piotra Piętaka, byłego wiceministra i protegowanego Ludwika Dorna) za niewywiązanie się IBM z umowy. Nowi informatorzy donosili też o handlu danymi z PESEL, niekontrolowanym dostępie do tych danych jednej z firm komercyjnych, grze agentów obcych wywiadów, konieczności ochrony fałszywych tożsamości tworzonych w PESEL (np. dla agentów służb i świadków koronnych). Wszystkie te tropy wymagały (a cześć wciąż wymaga) weryfikacji, opinii stron, zebrania komentarzy. Zamiast do celu (opublikowania rzetelnego i obiektywnego artykułu) prowadziły nas w kolejne zakamarki różnego rodzaju Teorii Spiskowych.
Kilkanaście dni temu dostaliśmy kolejną sensacyjną informację o tym, że firma Wiesława Paluszyńskiego, znanego w branży specjalisty od informatyzacji, otrzymała po cichu zlecenie od IBM na prace przy pl.ID.
- Paluszyński zyskał wielkie wpływy w MSWiA i na rynku mówi się coraz głośniej o tym, że bez jego zgody nie przejdzie żadna decyzja w resorcie. Ale ten kontrakt z IBM to będzie skandal – mówił nasz informator.
Mowa o Trusted Information Consulting (w skrócie Ticons, www.ticons.pl). Wiesław Paluszyński jest prezesem tej firmy. Jednocześnie jest też wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Informatycznego (PTI, organizacja zrzeszająca środowisko informatyków). W Ticons dyrektorem biura był zaś Witold Drożdż, obecny podsekretarz w MSWiA odpowiedzialny za informatyzację i nadzorujący CPI. Witold Drożdż został też członkiem PTI z rekomendacji Paluszyńskiego.
- Stąd prosta droga do teorii spisku i układu: Paluszyński wspiera wiceministra, swojego byłego współpracownika, ten odwdzięcza mu się w podejmowanych decyzjach, a firma otrzymująca kontrakt z wolnej ręki rewanżuje się podzlecając część usług firmie powiązanej z decydentami. Żeby było ciekawiej w Ticons pracował też Krzysztof Bondaryk, obecny szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). On też może w to wszystko zostać wmieszany. A potem także Schetyna, któremu przecież powinno zależeć na inwestycji IBM we Wrocławiu. No i ma pan bombę. Każda gazeta napisze o takim układzie w MSWiA – mówił nasz informator.
Problem w tym, że informator nie podawał szczegółów. Zbieżność zdarzeń to jeszcze nie dowody na „układ”. Faktem jest jednak, że Drożdż, Paluszyński i Bondaryk pracowali w tej samej stosunkowo niewielkiej firmie doradczej Ticons. Bondaryk (w 2002 r.) był tam m.in. dyrektorem ds. współpracy z administracją publiczną. Faktem jest też, że Ticons otrzymał zlecenie od IBM na wdrożenie infrastruktury klucza publicznego przy wspomnianym już kontrakcie z MSWiA za 52,4 mln zł. Według naszych informacji kontrakt IBM-Ticons jest wart 1,5 mln zł. Jeden z naszych informatorów twierdzi jednak, że Ticons wcale nie miał zagwarantowanej tej umowy.
- IBM zorganizował normalny przetarg, w którym uczestniczyła też pewna szczecińska firma (prawdopodobnie Unizeto – red.), ale ta firma zażyczyła sobie za zrobienie PKI (Infrastruktury Klucza Publicznego) aż 6 mln zł. Ticons tylko 1,5 mln zł. A wiadomo, że Paluszyński jest jednym z najlepszych w kraju specjalistów od PKI. Trudno oczekiwać od IBM, że weźmie usługi od podwykonawcy cztery razy droższego, żeby tylko bronić się przed oskarżeniem o „układ” - mówi nasz informator.
- To prawda. Jednego Wieśkowi na pewno nie można odmówić: na podpisie elektronicznym zna się chyba najlepiej w Polsce – przyznaje jeden z naszych rozmówców, były wysoki funkcjonariusz MSWiA.
Taką opinię usłyszeliśmy od kilku innych osób, w tym nawet zdecydowanych krytyków Paluszyńskiego.
Kilka dni temu otrzymaliśmy informację, że jedna z dużych gazet ma otrzymać materiał „na Schetynę” właśnie bazujący na informacjach o powiązaniach Paluszyńskiego, Drożdża, Bondaryka i IBM. Nasz informator twierdził, że nie wiadomo, czy informacje będą sprofilowane pod kątem uderzenia w Schetynę, czy też mają jedynie skłonić Schetynę do odwołania ze stanowiska podsekretarza Drożdża.
- Pole do takiego manewru dają informacje o tym, że IBM rozważa zlokalizowanie dużego centrum usług w Polsce i najbardziej bierze pod uwagę Wrocław (czyli miasto bliskie Schetynie) lub Katowice – mówił nasz informator zaznaczając jednak, że nie wie, czy mieszanie w całą sprawę wicepremiera jest manipulacją czy też w jakiś sposób decyzje o kontraktach z IBM były przez niego akceptowane.
Przed kilkoma dniami dostaliśmy zupełnie niespodziewaną kontrę. Zgłosił się do nas informator, który powiedział, że atak na Paluszyńskiego ma zupełnie inną przyczynę.
- To próba odwrócenia uwagi od innej, znacznie poważniejszej sprawy: kontraktu zawartego przez MSWiA z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych (PWPW) i firmą Wasko na obsługę wydawania paszportów z odciskiem palca. To wart kilkaset milionów (szacunkowo 700 mln zł za kilka lat) utajniony kontrakt podpisany przez Centrum Personalizacji Dokumentów MSWiA. Jego zapisy są bardzo kontrowersyjne, bo pozwalają zawierać PWPW różne umowy podwykonawcze na wiele elementów (w tym roboty budowlane), w których – przynajmniej częściowo – ta spółka nie powinna pośredniczyć. Sprawę chciał wyjaśnić Piotr Durbajło, do niedawna dyrektor Departamentu Infrastruktury Teleinformatycznej MSWiA, za co próbowano go skompromitować. Paluszyński wmieszał się w tę sprawę i teraz próbuje się go uczynić mniej wiarygodnym – mówi nasz informator.
Jego zdaniem w MSWiA jest też konflikt pomiędzy Witoldem Drożdżem a dyrektorem biura politycznego Grzegorza Schetyny oraz dyrektorem generalnym MSWiA. O tym konflikcie słyszeliśmy już kilkakrotnie. Część naszych informatorów twierdzi, że to zwykłe przepychanki, inni donoszą o otwartej wojnie.
- Paluszyński jest też namierzany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA), które broni się przed ABW. ABW bowiem pod kierownictwem Bondaryka zbiera informacje, które mają się stać podstawą do odwołania Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa CBA – mówi nasz rozmówca.
Wypadek dyrektora
Kolejna teoria spisku? Być może. Jednak nasz informator nie mógł wiedzieć, że niżej podpisany był namawiany do zainteresowania się dyrektorem Durbajło, czyli urzędnikiem, który rzekomo badał sprawę umowy z PWPW i Wasko. Kilka miesięcy temu zgłosiła się do nas osoba, która twierdziła, że w MSWiA wszystkie dobre pomysły i projekty torpeduje nie kto inny jak Durbajło. Informacje były mało konkretne, a właściwie niezrozumiałe, dlatego nie opublikowaliśmy niczego na ten temat. Niedługo potem dostaliśmy informację, że sprawa Durbajły „sama się rozwiązała”, bo ten miał wypadek samochodowy, po którym zostanie wyrzucony z MSWiA.
- Jechał samochodem na sygnale rzekomo bez uprawnienia i dlatego miał być zwolniony. Ale okazało się, że pojazdem kierował kierowca i używał sygnału zgodnie z uprawnieniami. W trakcie badania sprawy pojawiały się informacje, że kierowcę ktoś próbował skłonić do składania zeznań przeciwko Durbajle, ale tego nie zrobił. Chciano dyrektora zaszczuć – mówi nasz informator.
Trudno ocenić wiarygodność takich informacji. Faktem jest, że Durbajło odszedł z MSWiA do... ABW.
PWPW rzeczywiście zawarła w czerwcu 2009 r. nową umowę z MSWiA dotyczącą paszportów. Informacji o tej umowie i jej wartości nie mogliśmy znaleźć w żadnym oficjalnym dokumencie resortu. Nie było jej także w TED (dzienniku europejskim publikującym takie informacje). MSWiA prawdopodobnie nie pochwaliło się nią w żaden sposób. Jednak umowa jest, o czym poinformowała PWPW na swojej stronie w komunikacie z 22 czerwca 2009 r. Co ciekawe (prawdopodobnie to zbieg okoliczności) umowa MSWiA z IBM została podpisana także 22 czerwca 2009 r. (data udzielenia zamówienia, o czym poinformowano w TED 30 czerwca 2009 r.)
W kontrakcie na obsługę wydawania paszportów podwykonawcą od dawna jest Wasko, także prawdopodobnie i w nowym kontrakcie ta giełdowa spółka będzie miała swój udział. Ciekawostką jest fakt, że z powodu kontraktu PWPW-Wasko z MSWiA „oberwał” już raz jeden z podsekretarzy stanu w MSWiA Leszek Ciećwierz oraz kilku innych urzędników MSWiA i Centrum Personalizacji Dokumentów. Zarzucono im zakup w 2005 r. komputerów wartych blisko 12 mln zł od Wasko (jako firmie wskazanej przez PWPW) bez przetargu, z dodatkowym niewymienionym nigdzie pośrednikiem (firmy Net Technology). Sprzęt kupiono od IBM, rzekomo miał być nieprzydatny.
PWPW twierdzi, że dane dotyczące umowy w sprawie produkcji paszportów z drugą cechą biometryczną są nieprawdziwe.
"Część informatyczna umowy jest warta znacznie mniej (bliżej 100 niż 700 mln zł), a kontrakt - zgodnie z przepisami - zawarto z PWPW (a nie z PWPW i Wasko). PWPW podzleciła częściowo realizację podwykonawcom, w tym część informatyczną firmom Wasko i Pentacomp. Rzekome roboty budowlane w kontrakcie okazały się "budową stacji transformatorowej", niezbędnej dla zapewnienia właściwego zasilania m.in. systemowi wydawania paszportów" – twierdzi PWPW.
- Tu wszystko jest przejrzyste, zgodne z przepisami i interesem publicznym. Dzięki tej umowie można było uruchomić wydawanie paszportów z drugą cechą biometryczną w terminie wskazanym w ustawie. Zrobiliśmy to w ciągu miesiąca, zapewniając ciągłość wydawania paszportów tuż przed wakacjami. To był duży sukces MSWiA i PWPW - zapewnia Arkadiusz Słodkowski, rzecznik prasowy PWPW.
- To jakieś absurdalne zarzuty, bo gdyby nie umowa z PWPW, obywatele nie otrzymaliby zgodnych z dyrektywą UE z 2004 roku paszportów biometrycznych. To dopiero byłaby afera... - dodaje rzecznik.
"Odnośnie rzekomego zakupu sprzętu komputerowego za czasów min. Ciećwierza, PWPW z całą stanowczością stwierdza, że podane w artykule informacje są nieprawdziwe. Więcej - w toku postępowania w 2005 roku PWPW wyraziła swoje zdziwienie co do konieczności zakupu tego sprzętu. Ze względu na toczące się postępowanie przed sądem, PWPW szczegółów sprawy ujawniać nie będzie." - podaje PWPW.
Sprawę samego CPI (Centrum Projektów Informatycznych) i kontraktów z IBM postaramy się opisać w najbliższych dniach (CPI zapewnia, że wszystko jest robione zgodnie z prawem i pod nadzorem Urzędu Zamówień Publicznych). Na razie nie udało nam się uzyskać oficjalnych komentarzy od Witolda Drożdża, Wiesława Paluszyńskiego i innych zainteresowanych. Do części osób nie zdążyliśmy wysłać pytań, jednak zdecydowaliśmy o publikacji tego artykułu jak najszybciej z powodu opisanych sugestii, że sprawa ma trafić do gazet w celu wywarcia presji na Grzegorza Schetynę. Postaramy się dopisać opinie wszystkich stron, jak tylko je uzyskamy.
aktualizajca: 6.10.2009 r.
28 września 2009 5:17


tytuł komentarza
autor
komentarz
Pierwsza decyzja Lenina bylo natychmiastowe zwolnienie z pracy wszystkich urzednikow panstwowych.
A jeszcze niedawno niektorzy urzadzali sobie dowcipy dlaczego MSW zajmuje sie spoleczenstwem informacyjnym ...
tak to jest jak się nie pilnuje swoich przedstawicieli, czasem z rozpędu prawdę powiedzą...
Pozdrawiam
Leszek
Skoro Pan Zielke rozpoczał publiczne pranie brudów, to nie róbmy z siebie ofiar układu PISowego czy też SLDowego. Zmieniają się dyrektorzy, ministrowie, specjaliści tworzący SIWZy pozostaja wiecznie na stanowiskach, prawda?
@ Red. Zielke: Cieszy fakt, że w ogarniającej nas propagandzie sukcesu (polityki "miłości i zaufania"), podtrzymywanej przez większość tzw. niezależnych mediów, jest Pan w stanie naświetlać zjawiska, które występują niezależnie od aktualnie rządzącej opcji politycznej i które nasilają się w sytuacji braku kontroli ze strony mediów. Obecna ekipa rządząca, będąca z założenia "negacją PIS-u", zaczyna pokazywać drugą twarz, z którą PIS (nazywając to "układem") usiłował nieudolnie walczyć. Poruszony wątek dziwnych relacji biznesowych pomiędzy funkcjonariuszami byłej SB, którzy w pewnym okresie byli pracodawcami obecnego szefa ABW ppłk Bondaryka i podsekretarza stanu w MSWiA odpowiedzialnego za informatyzację Witolda Drożdża, działania ABW w celu przejęcia konroli nad środowiskiem akademickim (jednostką badawczo-rozwojową - NASK) - udział w konkursie na dyrektora NASK etatowego funkcjonariusza ABW - ppłk Chrzanowskiego, bliskiego współpracownika szefa ABW, który jest oceniany przez komisję, w której uczestniczy dwóch innych bliskich współpracowników szefa ABW (pod szyldem delegatów Min. Kudryckiej) dziwnie współgra ze śledztwem prowadzonym w NASK (po niefortunnych inwestycjach jej księgowego w opcje walutowe), śledztwem prowadzonym przez ... tę samą ABW. To już nie są pomówienia tylko fakty. Oczywiście można je różnie interpretować, ale trudno pozytywnie interpretować czynne zaangażowanie służby specjalnej w kierowanie niezależnymi w ustroju demokratycznym jednostkami akademickimi, chyba, że ppłk Chrzanowski w przypadku wyboru przez Min. Kudrycką na stanowisko dyrektora NASK, na rok przed nabyciem praw emerytalnych (!!!), odejdzie ze służby (co jest mało logiczne), albo pozostanie na tzw. etacie niejawnym, co byłoby jeszcze mniej ciekawą sytuacją - szczególnie z punktu widzenia Min. Kudryckiej i środowiska akademickiego...
A do dziś na stronach NIKu wisi raport, w którym mowa o "Wiesławie P.", który w takim razie musiał mieć podstawione prokuratorskie zarzuty (http://bip.nik.gov.pl/pl/bip/wyniki_kontroli_wstep/inform2004/2003192/px_2003192.pdf)...
W każdym razie, od ponad trzystu lat demokracja pojmowana jest jako polityczny system, w który władza funkcyjnie i osobowo podzielona jest radykalnie między trzy organy: ustawodawcze, wykonawcze i sądownicze.
Podzielona funkcyjnie władza znaczy: tylko i wyłącznie w kompetencjach parlamentu leży pisanie praw i ich legislacja, oraz wytyczanie kierunku rozwoju danej politycznej wspólnoty; tylko i wyłącznie w kompetencjach rządu leżą działania wykonawcze, zmierzające do wypełnienia w praktyce "woli ludu" wyrażonej w w efektach pracy parlamentu; i po trzecie - tylko i wyłącznie w kompetencjach władzy sądowniczej leży egzekucja obowiązującego prawa i rozstrzyganie konfliktów powstałych w jego ramach.
Podzielona osobowo władza znaczy, że nikt - kto jest członkiem parlamentu nie może zasiadać w gremiach dwóch innych organach władzy i pełnić tam jakiekolwiek funkcje: tzn., poseł nie może być członkiem rządu i zajmować kierowniczego stanowiska w systemie sądowniczym.
Każdy mniej więcej zna te reguły, ale czy każdy je widzi ich praktyczne konsekwencje?
Popatrzmy zatem jak nasza (zachodnia) demokracja wygląda: Podział władzy nie istnieje - ten kto wygrywa wybory (polityczna partia, koalicja) realnie bierze całą jej pulę: posiada większość w parlamencie, formułuje rząd i wyznacza ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Funkcyjny podział władzy również został zniesiony i w praktyce nie istnieje. Parlament wprawdzie bezpośrednio nie rządzi, ale dysponując straszakiem wotum nieufności wobec rządu, wpływa na decyzje władzy wykonawczej, zdejmując z niego jakąś część odpowiedzialności, do czego nie posiada konstytucyjnego prawa. Rząd natomiast pisze ustawy (chociaż jest to konstytucyjnie zastrzeżona funkcja parlamentu) określa budżet i przepycha przez parlamentarną większość wszystkie możliwe przepisy, które pasują mu do wygodnego rządzenia. Jeśli chodzi o władzę sądowniczą - zadam tylko jedno pytanie: Który prokurator generalny podejmie się śledztwa i wyjaśnienia sprawy, w której głównym podejrzanym jest jego partyjny kolega? Osobowy podział władzy jest również tylko pustym postulatem. Nikogo już nie dziwi, że członkowie rządu i organów wykonawczych zasiadają w parlamencie, a także wyznaczają funkcjonariuszy do organów sądowniczych. A ponieważ władzy nigdy za mało, to TV, Radio i inne mass media muszą też być "nasze". Zenujące już wszystkich dziś partyjne przepychanki w tych instytucjach "czwartej" władzy - mówią same za siebie.
Każdy władca absolutny marzył o takiej władzy otrzymanej z rąk swego ludu, jaką dziś posiadają demokratyczni książęta. Aha, zapomniałem o roli opozycji. Z założenia ma kontrolować rządzących i piętnować wszystkie przypadki wykroczeń poza "demokratyczne standardy" i łamania prawa. Tylko że, jak partie opozycyjne dochodzą do władzy robią to samo, co przegrani w wyborach polityczni przeciwnicy. A mianowicie łamią wszystkie możliwe zasady formalnej (czytaj - pozornej) polskiej demokracji, a ustanowione przez siebie (niejasne, sprzeczne, niespójne, itp) prawo nagminnie łamią. Ponieważ zaś organy śledcze i sądownicze są systemowo pozbawione możliwości wykonywania swojej niezależnej konstytucyjnej funkcji, do obnażenia bezprawności rządów swoich poprzedników powołuje się kolejną parlamentarną komisję śledczą (wzg. IPN, CBA, itp), która z założenia niczego nie może wykryć.
Fazit: Powstały po roku 1989 w Polsce polityczny system z teoretyczno-konstytucyjnymi założeniami demokracji ma mało wspólnego. Polityczny system z formalnym ale nie realnym podziałem władzy, a więc nie posiadającym mechanizmu realnej demokratycznej kontroli, jest systemem z natury swej korupcjogennym. Gratuluję zatem Panu Redaktorowi dobrego nosa. Dziennikarstwo śledcze będzie miało coraz więcej roboty - do chwili wezwania Pana (i kolegów) do CBA, prokuratury lub podobnego przybytku władzy partyjnych książąt. Zdaje się, że tutaj - siłą rzeczy - tak krótko przedstawiony mój pogląd na polską (i zachodnią) demokrację ma szansę powoli przebić się do publicznej świadomości. W każdym razie Jacek Zakowski (Opcja zero, Polityka nr 36, z 05.09.09) dokonując przeglądu dwóch dekad powstałego w PL politycznego systemu dochodzi do wniosku, że tą próbę zbudowania demokracji trzeba uznać za nieudaną, a ustrojowe klocki trzeba poukładać z sensem od nowa.
Znajomość PKI nie przekłada się na wiedzę jak zastosować tą technologię w rzeczywistych procedurach.
http://www.egov.pl/index2.php?option=content&do_pdf=1&id=3114
To powszechna już metoda ? ściemniania- postawienie zarzutu teorii spiskowej, lub działań wrogów politycznych. Niestety, cały artykuł dość wątpliwej jakości....
To powszechna już metoda ? ściemniania- postawienie zarzutu teorii spiskowej, lub działań wrogów politycznych. Niestety, cały artykuł dość wątpliwej jakości....
wielkia afera, juz w maju 2008 roku pisał o tym dziennik
Karawana jedzie dalej... szczekajcie pieski.. chyba że starczy wam odwagi aby się podpisać wówczas chętnie podyskutuje.
Pozdrawiam wszystkich sympatyków ngi24
Leszek
Nawet w komentarzach Pietii wyczuwam styl humanisty, który także piastował funkcję podsekretarza stanu za czasów Żelaznego Ludwika. (Na marginesie, to wywody o idealnym systemie konstytucyjnym pachną mi Utopią. Jest jakiś kraj na świecie, gdzie te idealne zasady funkcjonują? Całe szczęście, że w Polsce, tak jak w innych dojrzałych demokracjach mamy prawdziwie niezależną IV władzę.) Tylko jaki projekt udało mu się skutecznie zrealizować? No tak. Przecież nie pozwolili mu koalicjanci i CBA, przez których upadł rząd IV RP.
Tymczasem Witold Drożdż jest w mojej ocenie pierwszym ministrem, który i mówi, i robi. I wydaje mi się, że powoli mu to się udaje, mimo zakulisowych działań - nie wiadomo po co stworzonego - CPI i zatrudniającego wielu wpływowych byłych pracowników resortu i służb wielkiego przedsiębiorcy z Cracovii.
http://www.computerworld.pl/news/350677/Czyj.nasz.NASK.html
CPI utworzył Witold Drożdż. A ty piszesz, że nie wiadomo po co
W takim razie o co tobie chodzi?
Do Liberała i także Anonimowi do sztambucha:
Demokracja różni się od innych autorytarnych reżymów tym, że nikt nie posiada całej władzy w jednym ręku: czy to jest jedna osobnik (dyktator), czy też jakaś grupa osób (partia polityczna, oligarchia, itp). Bardziej konkretnego odróżnienia demokracji od innych politycznych systemów nie znam (to uwaga dla Anonima). Jak piszę wyżej w poprzednim komentarzu, w partyjnym modelu demokracji cała władza znajduje się w rękach tej formacji, która wygrywa wybory: większość w Sejmie, przejęcie władzy wykonawczej - rządu, i obsadzenie stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego (krajowego). Czyż najnowszy przykład "pisania ustaw na zlecenie" i rozgrzeszenie przez Ministra Czumę partyjnych kolegów: Chlebowskiego i Drzewieckiego, zanim im postawiono konkretne sądowe zarzuty (Ziobro się kłania), nie jest tego najlepszym przykładem, że "sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po" stronie mojej partii? Niezależnie od tego, kto, jaka polityczna partia i ich koalicje, a także niezależnie od najlepszych intencji ich przywódców - nic nie zmniejszy korupcji, prywaty i nic poprawi jakości zarządzania sprawami publicznymi, ponieważ wszystkie te patologie i mankamenty mają systemową przyczynę. Krótko mówiąc: Partyjne rządy odbywają się według takiej zasady: Ustalę sobie w Sejmie takie prawo, aby mi nie przeszkadzało w rządzeniu i które mi przynosi osobiste i grupowe (partyjne) profity. A jeśli po drodze i tak mi się gdzieś noga poślizgnie (złamię demokratyczne standardy - ha, ha,..) , to kolega generalny prokurator już na drugi dzień ogłosi mnie niewinnym i po sprawie. Problem w tym, że z rządów partyjnych dyletantów wyniesionych przez kaleki wyborczy system do władzy, coraz bardziej niezadowolona jest ludność. Aby nie dopuścić do niekontrolowanego wybuchu trzeba wszystkich trzymać za pysk, mnożąc służby nie podlegające demokratycznej kontroli i wyposażyć je tak, by każdemu (nawet w sypiali) mogły podłożyć podsłuch. Vide: rozwój ostatnich 20-stu lat III RP.
Pan Liberał daje glejt ważności i wiecznego trwania polskiemu skorumpowanemu reżymowi argumentując, że nigdzie na świecie taka utopijna demokracja z podziałem władzy nie funkcjonuje. Zapomina jednak o tym wspomnieć, że w czołowych "dojrzałych" demokracjach świata zachodniego partyjna demokracja systematycznie traci swoich zwolenników a rosą szeregi jej krytyków. Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać "Post-demokracja", by się o tym przekonać. Wbrew pozorom, "utopijną" demokrację z realnie istniejącym i funkcjonującym podziałem władzy można łatwo wprowadzić. Należy tylko osobno wybierać Posłów do Sejmu i ekipę rządową według dwóch odrębnych i niezależnych od siebie ordynacji wyborczych, wykluczających uczestnictwo w nich tych samych osób. Nie jest to mój pomysł tylko propozycja sformułowana już na przełomie lat 60-70 ubiegłego wieku przez nomen omen liberała - Augusta Friedricha von Hayeka. Ale to już jest następny bardziej szczegółowy temat. Problem polega na tym, że reformę istniejącego reżymu i wprowadzenie modelu demokracji z realnym (a nie formalnym podziałem władzy) zależy od inicjatywy politycznych partii, które w ten sposób pozbawiły by siebie władzy. Tu jestem realistą - po partyjnych funkcjonariuszach spodziewać się tego nie podobna. Tylko w tym aspekcie demokracja z realnym podziałem władzy jest utopijna. Pozdrawiam Anonima i Liberała i gratuluję spokoju ducha.
"ciekawe skad przyszli twórcy sieci w cba? wot ciekawostka i kto karty rozdawał?"
możesz rozwinąć temat?
Sprawa wyboru dyrektora NASK już jest prawie przesądzona (choć prawie robi jednak różnicę) - kandydatem min. Kudryckiej na stanowisko dyrektora NASK jest rekomendowany przez ABW ppłk Chrzanowski. Ostatnim punktem tej gry jest opinia Rady Naukowej NASK, która może poprzeć lub nie kandydaturę ppłk Chrzanowskiego.
Nasza Agencja robi wszystko, aby uzyskać pozytywną decyzję Rady Naukowej. Stąd wizyta (dowiezionego samochodem ABW!) w budynku przy ul. Rakowieckiej w czwartek 01 października pełniącego obowiązki dyrektora NASK - prof. Malinowskiego i jego spotkanie z ppłk Chrzanowskim (niby takie bezpieczne miejsce a jednak są przecieki...).
Pracownicy NASK są zastraszeni trwającymi równolegle z wyborem nowego dyrektora NASK przesłuchaniami ABW w sprawie nietrafionej inwestycji NASK w opcje walutowe.
Czy te naciski służb nie były przyczyną nagłego załamania stanu zdrowia prof. Pacuta (kierujacego laboratorium biometrii), który nagle trafił do szpitala?
Niektórzy profesorowie i członkowie Rady Naukowej NASK pamiętają przecież czasy nacisków i metod działania innej służby w innym ustroju - SB w PRL - ale jakże podobne do tych, stosowanych przez ABW a demokratycznej III RP. Na razie w obawie o podsłuchy przestali korzystać z telefonów komórkowych i rozmawiać w pomieszczeniach NASK.
Czy w tej sytuacji członkowie Rady Naukowej będą w stanie wypowiedzieć się w sposób niezależny o przyszłości NASK? Tak, ale tylko jeśli będą czuli poparcie środowiska naukowego i mediów. Dziś ABW chce przejąć kontrolę nad NASK, a jutro być może nad kolejnymi ośrodkami akademickimi - to czysta białorusinizacja. Jest jeszcze czas na sprzeciw i solidarność środowiska akademicko-naukowego!
Panie Redaktorze, znając Pana opozycyjną przeszłość chciałabym zaapelować o dalsze wsparcie obrony niezależności środowiska akademickiego i naukowego od służb specjalnych.
P.S. Niestety, ze względu na możliwe w tej sytuacji szykany ze strony ABW zmuszona jestem ukryć swoją tożsamość. (Panie Pułkowniku Chrzanowski - niech Pan nie traci czasu zespołu CERT GOV PL na poszukiwania adresu, bo kawiarenki internetowe i proxy to dobrodziejstwo demokracji).
Pozdrawiam
Leszek
W postępowaniu złożono tylko jedną ważną ofertę: firmy Sygnity. Musi to budzić uzasadnione podejrzenia. Niedawno UZP zakwestionowało przetargi w CSIOZ, które "wygrywało" Sygnity. Warto przypomnieć czytelnikom NGI24 co zarzuciło UZP CSIOZ:
1. dzielenie zamówień publicznych,
2. ograniczanie konkurencyjności,
3. udzielenie zamówień publicznych dla Sygnity "z wolnej ręki" bez podstawy prawnej.
Wygląda na to, że CSIOZ nadal bardzo lubi Sygnity. Sprawę powinny wziąć pod lupę odpowiednie instytucje śledcze.
Jeżeli Pan Zniesmaczony prosi by przypomnieć Panu Leszkowi Ciećwierzowi co robił Softbank w MSWiA za jego czasów i dlaczego obecnie Asseco robi CEPiK i co z tego wynika to odpowiadam jako osoba najbardziej kompetentna w tej sprawie.
Softabank we wrześniu 2003 roku w ramach publicznego przetargu złożył najtańszą ofertę na budowę i 5 –cio letnie utrzymanie tego systemu i przetarg wygrał. Pozostali oferenci złożyli oferty droższe od 30 mln zł do 270 mln zł. Po podpisaniu umowy Softbank w MSWiA robił system informatyczny do obsługi CEP i CEK. Przetarg i realizacja umowy były kontrolowane przez NIK i badane przez kilka lat przez prokuraturę. Prokuratura umorzyła postępowanie w 2007 roku, nie stwierdzając przestępstwa. Jednocześnie w postępowaniu prokuratorskim biegli wykazali całkowitą niekompetencję kontrolerów NIK-u i miałkość ich zarzutów.
Obecnie Asseco, po przejęciu Softbanku do końca 2009 roku realizuje tę umowę. Z tego wszystkiego wynika między innymi taki fakt, że SI CEPiK obsługuje rocznie ok. 15 mln zapytań na potrzeby Policji, Straży Granicznej czy straży miejskich. Z przykrością stwierdzam, że przez CEPiK musiałem zapłacić kilka mandatów za przekroczenie prędkości lu niewłaściwe parkowanie. Z tego powodu żałuję, że przyczyniłem się do powstania tego systemu. Obiecuję, że więcej już nie wybuduję żadnego systemu dla administracji.
A Panu Leszkowi Ciećwirzowi przypominam, że nadal nie otrzymałem z MSWiA nagrody, którą mi obiecał za zrobienie CEPiKU.
Patrząc na styl pisania AntyAgentki mam uczucie że brakuje jej możliwości pracy w służbach i to raczej tych które w analogicznym stylu kreowały fakty medialne w 1968, 1970 czy 81 roku. Jednak przyjmując jej styl równie dobrze można ocenić "fakty" właśnie przez nią przedstawione, dochodząc do wniosku iż to ona jest ze służb (acz mam nadzieję że rzeczone jednak są na wyższym poziomie intelektualnym i technicznym i takich osób jak ona nie zatrudniają dziś). Więc myśląc w analogicznym stylu, ja też widzę tu spisek! Spisek tych którzy nie chcą dopuścić do zmian w NASK, bo przecież fajnie robić interesy w takim JBR - ni to administracja publiczna ni to biznes.
Nie wyjdzie projekcik, nie ma wpływów z operatorki to się pokryje to z dotacji ministerstwa czy wpływów gwarantowanych i fajnie co?
Ot taka spółdzielnia, a i kasa na ryzykowne inwestycje kapitałowe się znajdzie - ciekaw jestem jak wygląda bilans finansowy NASK za ostatnie lata - chyba to dokument jawny? A może w NASK nie bo przeszkadza to "spółdzielni" się rozwijać...?
I to właśnie spółdzielni ludzi z NASK i służb działających nie transparętnie jak dziś (o dziwo to jest chyba niepożądane dla AntyAgentki).
Może niech się wypowiedzą tacy Panowie jak Kośla, Maj czy Chlebowski, którzy mają doskonałą wiedzę na temat wspólnie realizowanych przez nich biznesów, i co AntyAgentka wolała tamten stan gdzie gawiedź Internetowa była nieświadoma, niż klarownej sytuacji gdzie się mówi że wartość naukowa NASK jest potrzebna Państwu, które daje w ten sposób gwarancje na istnienia kawałka kreatywnego środowiska naukowego w Polsce, które w ostatnich latach "lekko" się zapadło - w NASK chyba to nawet nie 10% zatrudnionych a to jednostka naukowo - badawcza!
Więc jak w danych latach Pani AntyAgentko lepiej wytworzyć psychozę strachu, że podsłuchują, żę inwigilują... TO JUŻ NIE TE CZASY!!!
Największego "pietra" to pewnie ma kadra kierownicza bo zmiany obejmą w pierwszej kolejności właśnie ich. Ich punkt widzenia może być inny niż szeregowych. Domyślam się, że jesteś pracownikiem tej firmy. Prawdopodobnie wysoko postawionym. I stąd twoje obawy. Przez chwilę myślałem, że to "kobieca natura" kierownika działu domen próbuje ratować swoją sytuację. Bo ten pan to ma teraz nieciekawie. Raczej nie ma szans na stanowisko dyrektora. A jeśli przyjdzie nowy dyrektor, to on znowu będzie musiał ciężko pracować na to, żeby "owinąć go sobie dookoła palca" jak poprzedniego. I niekoniecznie musi mu się udać. A bez oparcia jakie miał u dotychczasowego dyrektora będzie mu tam ciężko. Nie zdziwiłbym się, gdyby próbował ratować swoją sytuację wszelkimi dostępnymi metodami (jak na przykład próby pozyskania przychylności środowiska "domeniarzy" poprzez obiecanie w swojej prezentacji obniżki cen domen).
Fakt coś ta antyagentka za dobrze poinformowana jak na osobę "postroną" w stosunku do NASK i metodologii pracy SB. Może to przed nią trzeba się dziś ukrywać na korytarzach?
A co do osób wymienionych przez anonima.
Cóż porabia niezastąpiony wieczny wszechwiedzący agent Robert K, gdzie rozwija swoje jedynie słuszne wizje i zakłada spółdzielnie, po mówiąc wyjątkowo litościwym porzeganiu ze strony MSWiA i ABW?
A Pan Chlebowski z NASK może coś więcej powie na temat osiągnięć rynkowych NASK, bo to chyba on był głównym handlowcem?
Czy jedyny sukces to 16 mln ... defraudacji?
A patrząc na bilanse finansowe NASK (BIP MNiSW) to faktycznie kierownicwto tej placówki to wybitni fachowcy rynku telekomunikacyjnego ;-) Chyba Pan Chrzanowski nie będzie miał czego prywatyzować! Ale na pewno w jednym Antyagentka ma rację... dużo pracy czeka napewno prokuratora w stosunku już do byłego "kompetentego" kierownictwa - którego widzę paru członków koniecznie chciało wygrać konkurs. Po co? retorycznie pytam.
Swoją drogą dziwne że np Pan Dyrektor wyleciał dyscyplinarnie, a już chwilę potem pracował na umowę zlecenie.
Mam nadzieję że nowemu Dyrektorowi uda się wskrzesić w NASK to czym był kiedyś. A po to jest potrzebny ktoś nie zepsuty z poza kokieterii naskowej
Może wtedy faktycznie zwykli pracownicy będą mogli się znów z tą firmą utozsamiać i być pewnym przyszłości, a wtedy i z siebie dadzą więcej.
ps. W związku z podejrzeniami co do namierzania forumowiczów przez CERT.GOV to szanowna prawie agentko przecież mamy w NASK CERT.PL z jeszcze leprzymi kontaktami w świecie. Czy Panowie obecni jego szefowie powstrzymają się i się nie skuszą aby coś ustalić...
z wyrazami szacunku
Piotr Skociński
Dyrektor DCEPiK, DCEAP i DCEP w latach 2006-2008
Myślę, że wiekszy pożytek dla administracji (o którą troska przebija ze złośliwych anonimowych komentarzy) przyniosłaby otwarta dyskusja i debata, którą wzorem ComputerWorld mogłaby zorganizować Niezależna Gazeta Internetowa, aniżeli anonimowe „wylewanie pomyj”.
Z pozdrowieniami
Robert Kośla, (ppłk, już emerytowany :), były zastępca dyrektora Biura Bezpieczeństwa Łączności i Informatyki UOP i Departamentu Bezpieczeństwa TeleInformatycznego ABW oraz były zastępca dyrektora Władzy Wdrażającej Programy Europejskie (nadzorowanej przez MSWiA).
P.S. W odróżnieniu od „antyagentki” nie korzystam z kawiarenki internetowej i serwerów proxy, bo nie mam nic do ukrycia przed CERT.GOV, a złośliwe komentarze jak były tak i będą :)
Jakoś po przeczytaniu poprzedniego wpisu przypomina mi się ta piosenka:
"To ja, Narcyz się nazywam,
Przepraszam i dziękuję - ja tych słów nie używam,
Jestem piękny i uroczy - popatrzycie w moje oczy,
Jestem przecież najpiękniejszy, a na pewno najskromniejszy."
Cóż jak widać bez naszego Dyrektora z WWPWP od SIS to cała Polska by się zawaliła!... dobrze że jednak mamy takich ludzi, a rządzącym trybunał że na emignarację ich wygnali ;-) Jednak jak już Pan Robert się rozpływa nad samym sobą i wylicza wszystko co zrobił dla administracji publicznej to może wspomni że to on ustanowił nową zasadę pracy w władzy wdrażającej - więcej na wyjazdach zagranicznych, a prawie nigdy w robocie. Skoro listuje swoje sukcesy może niech poprosi Ministerstwo o opublikowanie llisty jego wyjazdów.
Ale cóż mógł sobie na to pozwolić bo na miejscu był do roboty Machnacz, i wbrew temu co piszą inni (tu ma rację) Bliźniuk.
Przecież nie ma takiej potrzeby, ... wystarczy zawód "dyrektor" i przynależność do dominującego w danym okresie układu polityki z biznesem, przy okazji wyeliminowanie merytorystów i jazda rozpędzoną machiną wystarczy na czas jakiś - do kolejnej zmiany dyrektora. Póki dyrektor spolegliwy, nie wychodzi przed szereg to żywot jego dłuższy, a jak trzeba, bo niewygodnie to kij się znajdzie.
Efekty ...
Mam coraz bardziej wrażenie, że niektórzy wpisujący poprostu popadli już w paranoję i wszędzie widzą tajne interesy tajnych służb.
Od lat zajmuje sie m.in. CEPiK-iem i koordynacja dzialan MSWiA - przynajmniej oficjalnie tak twierdzi. Ciekawe kiedy zechce skomentowac tekst Pana Redaktora.
(3) założyć Komitet Ochrony Represjonowanych KOR np. im. Barbary BLIDY.
KOR mogłby też wziąść w obronę funkcjonariuszy służb, którym obecnie zabiera się emerytury, a będących często większymi patriotami od obecnych młodocianych "mścicieli".
(3) założyć Komitet Ochrony Represjonowanych KOR np. im. Barbary BLIDY.
KOR mogłby też wziąść w obronę funkcjonariuszy służb, którym obecnie zabiera się emerytury, a będących często większymi patriotami od obecnych młodocianych "mścicieli".