Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.
George Orwell
Spiski i dyrektor-widmo w Telewizji Polskiej
Mariusz Zielke
Ostry konflikt dyrektor jednego z ważniejszych ośrodków Telewizji Polskiej z pracownikami.
Alicja Grzymalska, szefowa wrocławskiego oddziału TVP z poparcia LPR, jest osobą-widmem działającym na szkodę Telewizji – twierdzą pracownicy. To oszczerstwa donosicieli – odpiera dyrektor. Zarzutów jest masa, absurdów jeszcze więcej.Wrocław się śmieje, tylko czy na pewno jest z czego? Ta historia jest tak nieprawdopodobna, że mogła się zdarzyć chyba tylko w telewizji. W styczniu 2009 r. w TVP dokonano czystki personalnej. M.in. wymieniono pięciu dyrektorów oddziałów terenowych: Warszawy, Krakowa, Katowic, Rzeszowa i Wrocławia. Stanowisko szefa ośrodka we Wrocławiu dzięki poparciu Ligi Polskich Rodzin (LPR) otrzymała Alicja Grzymalska. Podwładni twierdzą, że nowa dyrektor działa na szkodę firmy, bo… właściwie nie działa (nie przychodzi do pracy), a życiorys doświadczeń medialnych „wykreowała”, żeby dostać posadę.
- Od pół roku pani dyrektor praktycznie nie ma w pracy. Nigdy nie uczestniczyła w kolegiach redakcyjnych, nie sprzedaje i nie promuje naszych produkcji. W ciągu pół roku od powołania „odwiedziła” swoje biuro może z dziesięć razy. Szef produkcji widział ją raz, na samym początku pracy, inni kierownicy podobnie. Dokumenty, które musi podpisać, każe sobie wozić do domu, a z pracownikami umawia się „na mieście”, przy pomniku Fredry. Przychodzi czasem do pracy w nocy, żeby nie spotkać ludzi. Wszystkie wystąpienia publiczne odwołuje, podobnie jak wiele umówionych spotkań. Dla ośrodka to duży problem, bo paraliżuje jego działania. Na dodatek swoim doradcą uczyniła etatowego urzędnika miejskiego, który rzekomo odkupił od niej udziały w innej spółce telewizyjnej – mówi jeden z pracowników.
„To nie ja powinnam się teraz tłumaczyć. Nie jestem ideałem, ale zawsze postępuje w życiu zgodnie z zasadami. Ci ludzie ich nie mają. Może mój styl zarządzania odbiega trochę od stereotypowego wizerunku dyrektora siedzącego 8 godz. za biurkiem, palącego papierosa i pijącego co 2 godz. kawę” – odpiera Alicja Grzymalska w piśmie do nas.
Jest, ale jej nie ma
Grzymalska twierdzi, że wszystkie zarzuty są nieprawdziwe. W rozmowach telefonicznych zapewniała, że przychodzi do pracy, ma dobry kontakt z podwładnymi, ciężko pracuje i może pochwalić się wieloma osiągnięciami. Skąd więc takie opinie pracowników?
- Zwolniłam szefową produkcji za machlojki finansowe i podejrzewam, że to dlatego. Przecież gdyby to była prawda, to telewizja we Wrocławiu by nie funkcjonowała. Czuję się jak w powieści Kafki, muszę opowiedzieć wszystko „Majorowi”, może zrobi z tego sztukę – mówiła.
„Major” to pseudonim Waldemara Fydrycha, legendarnego przywódcy Pomarańczowej Alternatywy, najważniejszego polskiego krasnoludka, niegdyś kandydata na prezydenta Polski. Grzymalska przed 1989 r. była związana z Pomarańczową Alternatywą, aktywnie uczestniczyła też w demonstracjach antykomunistycznych. Do dziś jej największym idolem pozostaje Konrad Morawiecki, szef Solidarności Walczącej. W czasie jednej z demonstracji tej organizacji w maju 1989 r. została ranna.
Karta opozycyjna piękna, ale ona nie pracuje – twierdzą oponenci.
Alicja Grzymalska obiecała, że mailem odpisze na wszystkie zarzuty, opowie o swoich osiągnięciach dziennikarskich (pracownicy zarzucają jej, że zmanipulowała życiorys metodą niedopowiedzeń, gdyż nie była publicystką i reporterką, a tylko praktykantką w mediach, a funkcję menedżerską pełniła wcześniej w niewielkiej spółce podszywającej się pod prawdziwą telewizję) i dokonaniach w TVP oraz o wykrytych przez siebie nieprawidłowościach w ośrodku, które mogą być przyczyną ataku pracowników.
Mówiła przekonująco. Pierwszy z rzekomych oponentów, do którego zadzwoniłem – znany wrocławski dziennikarz (nie z TVP) – opowiedział się po jej stronie.
- Kiedy przychodzili nowi dyrektorzy do wrocławskiego oddziału zawsze spotykali się z działaniami tego typu i wrzaskami części pracowników. Podejrzewam, że to są te same osoby, które zawsze wrzeszczały. Nie interesowałem się ostatnio sytuacją w TVP, ale słyszałem, że skończyły się układy – mówił nasz rozmówca.
„Każdy z dyrektorów TVP Wrocław miał podobne „przejścia” i donosy na koncie. I z tego, co wiem, wszystkie były identycznie zasadne. Przychodzili, otaczali się swoimi ludźmi, zwalniali „nieswoich”, kręcili swoje lody i coraz głębiej brnęli w zastane układy. Po jakimś czasie zjednywali sobie opozycję i protesty milkły. A po ich odejściu okazywało się, że zostawili za sobą kolejne przewały. Przychodził kolejny dyrektor i cała polka zaczynała się od nowa. Ale tak jak napisałem na wstępie: z faktami się nie dyskutuje. Jeśli z dokumentacji tekstu wynika, ze Alicja źle wywiązuje się z obowiązków, to należy o tym pisać” – napisał do nas dziennikarz znający Alicję Grzymalską.
Grzymalska jednak nie odpowiadała na pytania. Czekaliśmy pięć dni. Przez ostatnie trzy dyrektor dzwoniła lub wysyłała SMS z informacją, że jest w trakcie pisania odpowiedzi i wyśle je następnego dnia. Jednocześnie sama poprosiła, żeby jak najszybciej całą sprawę opisać.
W zamian przesłała kilkadziesiąt faksów z gratulacjami od oficjeli z okazji objęcia stanowiska szefowej TVP we Wrocławiu. Na dowód doświadczeń pracy w Polskim Radiu przesłała przepustkę (była gotowa przesłać też legitymację prasową). Oczekiwałem jednak jakiś przykładów dokonań dziennikarskich.
- Alicja coś robiła w Polskim Radiu Wrocław, ale na zasadzie praktyk a nie prawdziwej pracy, coś robiła w telewizjach kablowych, ale nie można powiedzieć, że miała cokolwiek wspólnego z poważną pracą dziennikarską czy telewizyjną. Przedstawianie jej jako publicystki, reporterki i menadżera mediów jest niepoważne. Ale we Wrocławiu wszyscy to wiedzą, obecna sytuacja w TVP jest tajemnicą poliszynela. „Wyborcza” nawet zrobiła sobie jaja, przemycając opis całego tego pasztetu związanego z Grzymalską do „wakacyjnej powieści z kluczem” – twierdzi jeden ze znanych wrocławskich dziennikarzy.
W trzecim odcinku wakacyjnej żartobliwej powieści (Powieść polityczna z kluczem francuskim) wrocławskiej „Gazety Wyborczej” opisano dyrektor lokalnej telewizji (w „powieści” występuje dyrektor TVP pod nazwiskiem Grzebalska), której nikt nie mógł znaleźć i która „jest, ale jej nie ma”.
Przeczytaj "powieść" "Wyborczej"
- Wszyscy robią sobie jaja, ale nikt nie kiwnie palcem, by coś zrobić. A to poważna sytuacja, bo duża firma (blisko 200 pracowników i współpracowników) działa bez sternika. Tu trzeba pilnować budżetów, zarządzać firmą, decydować o sprawach przyziemnych. Trzeba mieć chęć do pracy. Ja jestem zbulwersowany całą sytuacją – mówi jeden z byłych dyrektorów TVP Wrocław.
Katarzyna Dyner, była szefowa produkcji TVP Wrocław, jest zaskoczona „obroną dyrektor poprzez atak na nią”. Grzymalska twierdzi, że kierownik Agencji Produkcji TVP Wrocław ponad 90 proc. pieniędzy „przepuszczała” przez firmy męża.
„Mam świadomość tego, że moja decyzja o zwolnieniu Pani Dyner uderzyła w układ. Bardzo silny, bo trwający od lat. Dostałam mnóstwo sms z gratulacjami i wyrazami sympatii od zwykłych pracowników, którzy dopiero teraz zaczynają mówić o potwornych machlojkach, które miały miejsce. O dziwnych układach producentów i kierowników produkcji z Warszawą, o wypływaniu pieniądza, o tzw. działkowaniu się” – napisała w liście Alicja Grzymalska.
- Ta kobieta nie wie, co mówi, to jest najlepszy dowód na to, że nic się nie nauczyła i nadal nie wie, jak funkcjonuje telewizja. Ja nigdy nie podejmowałam żadnych decyzji w sprawach dotyczących męża. To były kontrakty, które ta firma otrzymywała w Warszawie, a nie we Wrocławiu. Swoją drogą, dlaczego p. dyr nie wezwała sobie nigdy firmy „przepuszczającej 90 proc.” na dywanik, dlaczego ode mnie nie chciała wyjaśnień w tej sprawie? Przecież gdy tylko się zorientowała, to powinna zareagować, a jeśli pół roku zajęło jej dochodzenie do takich „rewelacji” to jest kiepskim menedżerem, który nie przygląda się na bieżąco sytuacji finansowej firmy, nie prowadzi analiz, nie kontaktuje się ze swoją kadrą tylko pielęgnuje w sobie „spiskową teorię dziejów”. Moją pracę, jak i całej TV Wrocław kontrolował wewnętrzny audyt trzykrotnie i zapewniam Pana, że gdyby coś było nie tak, już dawno bym z TV Wrocław wyleciała – twierdzi Katarzyna Dyner.
Dodaje, że nikt nie poinformował jej, dlaczego została zwolniona, szefową widziała raz w życiu, gdyż Grzymalska nigdy nie uczestniczyła w spotkaniach i kolegiach redakcyjnych, a pracownicy jej nie znają.
Opinie byłej kierownik potwierdza kilkunastu pracowników: dziennikarzy, producentów, realizatorów, techników. Wszyscy mówią jednym głosem: Alicji Grzymalskiej po prostu nie ma.
- My potrzebujemy menedżera, kogoś, kto będzie lobbował za naszymi produkcjami w Warszawie, kto będzie wspierał produkcję, a nie kogoś, kogo nie ma. Ta pani nas nie zna, nie wie, kim jesteśmy, bo ona nie pracuje – mówi jeden z producentów.
- Wstyd przyznać, ale to prawda. Ja i wielu moich kolegów nie wiemy tak naprawdę, kim jest Pani dyrektor – mówi jeden z dziennikarzy.
- Pani dyrektor jest tragiczna. Nie słyszałem podobnej historii. Przykro patrzeć, jak ktoś taki psuje naszą pracę. Przecież jak pan to opisze, to będzie to kolejny argument za niepłaceniem abonamentu – mówi jeden z techników.
- Ta kobieta bierze kilkanaście tysięcy złotych pensji, a nawet nie można się z nią umówić, żeby się zwolnić z pracy. Były kierownik działu ekonomicznego wypowiedzenie wręczał jej na mieście, bo nie chciała go przyjąć w biurze, w którym nie bywa. Osobę z archiwum wystawiła nie przychodząc na spotkanie. Główną księgową wzięła podczas jakiegoś spotkania za osobę z Warszawy, bo jej nie znała – mówi inny z naszych rozmówców.
- To nawet nie jest konflikt z pracownikami, bo jak można się skonfliktować z kimś, kogo nie ma - podkreśla kolejny.
Wszystkie osoby, z którymi rozmawialiśmy, występowały oficjalnie, pod nazwiskiem, a nie jako anonimowe źródła. Prosiły o nie podawanie nazwisk, gdyż wciąż pracują we wrocławskim ośrodku, a ponadto mają zakaz rozmowy z mediami. Zgodnie z procedurami obowiązującymi w TVP, wypowiadać się mogą tylko za zgodą biura prasowego.
Trudno jednak posądzać ich o spisek.
- Trochę nas dużo do takiej zmowy. Poza tym to nie tylko nasze relacje, ale i twarde dowody. Był u nas dyrektor audytu TVP, pan Stypułkowski, i wszystko sprawdzał. Zebrał zeznania i zapisy z kamer w celu udokumentowania absencji pani dyrektor. Jemu też było trudno w to uwierzyć – mówi jeden z realizatorów telewizyjnych.
Od dyrektora Sławomira Stypułkowskiego (Dyrektora Biura Audytu i Kontroli Wewnętrznej TVP) nie udało nam się uzyskać komentarza. Ale w Warszawie sprawa jest znana.
- Pierwszy sygnał o całej tej niesamowitej historii doszedł do kadr w Warszawie już dawno temu. Prezes Farfał dostał informację, ale się nią nie przejął. Potem kilkakrotnie były jeszcze interwencje, w końcu wysłano audyt, który niestety wszystko potwierdził. To wstydliwa historia, nie wiem jak zostanie rozwiązana, ale prezes Farfał ma podjąć wkrótce decyzję w tej sprawie – mówi nasz informator z centrali TVP.
- Powiem tak: zarzuty pracowników nie są pozbawione podstaw – powiedział nam jeden z menedżerów TVP.
Grzymalskiej stawiane są też inne zarzuty. Najpoważniejszy, to okoliczności sprzedaży udziałów w spółce Telewizja Dolnośląska TeDe (która nazywa się tak samo, jak znana we Wrocławiu telewizja, ale nie nadaje programu telewizyjnego). Grzymalska sprzedała je rzekomo (według relacji prasowych Gazety Wyborczej) Jarosławowi Perducie, urzędnikowi miejskiemu. Następnie powołała go na doradcę do spraw pozyskiwania funduszy unijnych w TVP. Urzędnik miejski jednocześnie pracujący jako doradca szefowej ośrodka telewizyjnego? Na razie nie udało nam się uzyskać jego komentarza w tej sprawie. Według relacji współpracowników pracuje jako urzędnik miejski, ale nic im nie wiadomo, żeby był doradcą w telewizji.
Próbowaliśmy też uzyskać komentarz Marka Łapińskiego, marszałka województwa dolnośląskiego, którego rzekomo „wystawiła” pani dyrektor podobnie jak swoich pracowników na spotkaniu wielkanocnym.
- Zaprosiła go „na jajeczko” z udziałem pracowników i hierarchów kościelnych, po czym nie przyszła – relacjonuje jeden z pracowników.
Łapiński był jednak na urlopie.
W niedzielę późnym wieczorem otrzymałem list od Alicji Grzymalskiej w odpowiedzi na pytania. List „doszedł” o godzinie 22.45, jego treść wymagałaby przebudowy całego materiału. Dlatego wykorzystujemy tylko kilka konkretnych stwierdzeń. Za zgodą Alicji Grzymalskiej opublikujemy treść całego listu bez żadnych zmian w najbliższym terminie.
W skrócie, dyrektor TVP we Wrocławiu, przyznaje, że ma problem z relacjami z pracownikami, bo wielu z nich to donosiciele, a ona nie akceptuje takiej formy współpracy. Alicja Grzymalska całkowicie nie zgadza się z zarzutami lekceważenia obowiązków służbowych czy braku efektów pracy oraz braku doświadczenia.
"Przez 12 lat byłam szefową prywatnej TV. Nie otrzymywałam żadnych srodków finansowych z centrali Sama musiałam zdobywać pieniądze organizować pracę Zatrudniałam dziennikarzy ,operatorów, montażystów. Nauczyłam się filmować, montować i często wykonywałam takie prace. To ze tak długo utrzymywałam się na trudnym wrocławskim rynku (4 prywatne tv , publiczna , rozgłosnie radiowe- ogromna konkurencja) może jedynie potwierdzać moje zdolności menadzerskie.
To moje 12 letnie doświadczenie , kontakty- tak bardzo cenne- przeniosłam tutaj. Z natury jestem osobą niezwykle aktywną i zaangażowaną. Nie wyobrażam sobie, aby w dzisiejszych czasach zarządzanie taką instytucją jak telewizja mogło polegać tylko i wyłącznie na siedzeniu za biurkiem. Niezwykle ważne jest tworzenie dobrej atmosfery wokół TVP w bezpośrednim otoczeniu instytucjonalnym i społecznym. Jako Dyrektor OTV Wrocław biorę udział w licznych spotkaniach zewnętrznych, konferencjach, sympozjach i wydarzeniach o charakterze kulturalno-oświatowym, których patronat objął OTV Wrocław. Jednocześnie sytuacja finansowa Spółki zmusza mnie do ciągłego poszukiwania możliwości realizowania programu regionalnego z wykorzystaniem środków zewnętrznych - stąd liczne i częste rozmowy z przedstawicielami Urzędu Miejskiego we Wrocławiu, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska, wrocławskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej, Dolnośląską Inicjatywą Historyczną, Ośrodkiem Pamięć i Przyszłość etc." - pisze Alicja Grzymalska.
„Po raz pierwszy od wielu lat zorganizowałam konkurs na produkcje materiałów TV do jesiennej ramówki. I to nawet wzbudziło ogromne niezadowolenie u niektórych producentów. Wprowadziłam jasne i czytelne zasady wyboru. Programy już zostały ocenione przez Biuro Programowe w Warszawie (chyba po raz pierwszy w historii ośrodka).W dalszej części będzie je oceniała Komisja złożona min. z niezależnych ekspertów. Chciałam żeby było w końcu sprawiedliwie i uczciwie. Spotkałam się z wieloma głosami krytyki, ponieważ dotąd większość produkcji otrzymywał mąż Pani Dyner lub „zaprzyjaźnieni” czyt. będący w układzie producenci. Nawiązałam współpracę z TV Czeską oraz Niemiecką RBB, z którą zamierzamy realizować cykliczny program Kowalski I Schmidt (zdjęty z INFO).Uważam ,że dodatkowo wykonuję prace dyr.finansowego oraz szefa Agencji Producenckiej , którzy sami powinni się tym zajmować. W tej firmie pracuje na etacie 147 osób. Dla wielu to jest nie do pomyślenia , ze Dyrektor TV szuka pieniędzy na programy. A jednak tak jest. To są konkrety” - dodaje.
Daniel Jabłoński, rzecznik TVP i biuro prasowe Telewizji do niedzieli nie skomentowali sprawy.
17 sierpnia 2009 9:09
|
Wyślij link
|
Drukuj
|
Pobierz jako PDF
|



tytuł komentarza
autor
komentarz
Kod z obrazka (wymagany)
Pani Dyrektor powinna być szczęśliwa, że producenci zewnętrzni są aktywni i uczestniczą w konkursach na Woronicza i sprowadzają produkcję do Wrocławia a co za tym idzie pieniądze też i na jej honorarium.
A może powie Pani, co Pani osiągnęła na tym trudnym wocławskim rynku, jak sama Pani pisze?
I owszem, zarządzanie taką firmą jak TVP nie wymaga "siedzenia tylko i wyłącznie za biurkiem". Ale od czasu do czasu za tym biurkiem trzeba usiąść,.. A wydarzenia, w których ponoć bierze Pani udział odbywają się wieczorami lub w weekendy. To oczywiście bardzo się Pani chwali, że poświęca Pani swoj prywatny czas... Ale nadal nie wiadomo co się z Panią dzieje w godzinach pracy? Kiedy wszyscy pracownicy najbardziej Pani potrzebują?
To z jej strony jest sabotaż! A pieniądze bierze z najwyższym wstrętem.
Nie wierzycie? Kiedy jeden z nadgorliwych kolegów i jedna z koleżanek załatwili w magistracie dofinansowanie woich programów,Alicja uprosiła urzędników o skierowanie tej forsy do kablówki.To dzięki takim,jak ona już wkrótce urwiemy łeb neofaszystowskiej hydrze!
Czy Pani Dyrektor to zna?
TVP w trosce o tradycyjnie dobre relacje ze środowiskiem producentów niezależnych, jak i wspierając produkcję wewnętrzną, zgodnie ze swoją strategią programową, wprowadza do codziennej praktyki Systemu ROPAT (Rejestracja i Ocena Propozycji Audycji Telewizyjnych), który, zgodnie z zapisami znowelizowanej Ustawy o radiofonii i telewizji oraz zaleceniami europejskimi, reguluje sposób wprowadzania nowych audycji na anteny TVP.
Czy Pani Dyrektor ogłosiła konkurs do publicznej wiadomości ?
Jak już mamy konkurs, to powinien być ogłoszony publicznie , choćby na stronach TVP Wrocław, muszą być określone zasady oraz jak przy każdym konkursie REGULAMIN, to jest integralną częścią konkursów.
Pani Dyrektor pisze...... konkurs na produkcje materiałów TV
Może p.dyr. chodziło newsy do Faktów , co to jest produkcja materiałów do TVP?
A co mas Biuro Programowe w Warszawie, to jest faktycznie pierwszy raz w historii, że BP ocenia programy konkursowe. Czy to jest w REGULAMINIE ogłoszonego przez Panią dyr. Konkursu? Może Biuro Programowe nic nie wie, że uczestniczy w konkursie.
Pani Dyrektor pisze Komisja złożona min. z niezależnych ekspertów...
Znaczy komisja WIDMO
Pani dyr., nie zdaje sobie sprawy co znaczy ogłosić konkurs i jakie konsekwencje wynikają z ogłoszenia konkursu.
Konkursy były organizowane w TVP Wrocław, i widzowie decydowali poprzez głosowanie SMS-mi ,który program chcą oglądać, a nie eksperci widmo. Bo właśnie w taki sposób buduje się kontakt z widzami a zarazem oglądalność anteny.
Jaskółki już mówią o trzech ambitnych programach, które ukażą się jesienią wybranych przez niezależnych ekspertów
wróbelki ćwierkają, że najwcześniej w październiku.
A od stycznia wszyscy na zieloną trawkę, bo chyba tylko nowa ustawa medialna może pomoże na ten bajzel, o którym z trwogą czytam
Szanowni Państwo,
Informuję, że w dniu 23 sierpnia 2009r., Pani Katarzyna Dyner przestała pełnić funkcję Kierownika Regionalnej Agencji Producenckiej.
Decyzja ta, ma związek z wynikiem audytu przeprowadzonym przez Biuro Audytu i Kontroli Wewnętrznej TVP S.A., oraz zaleceniami pokontrolnymi Prezesa TVP S.A.
Jednocześnie informuję, że do momentu powołania nowego Kierownika RAP wszelkie czynności związane z w/w funkcją będą wykonywane przez Dyrektora OTV Wrocław.
Z poważaniem
Alicja Grzymalska
Dyrektor OTV Wrocław
Cokolwiek pani zrobi i kogokolwiek jeszcze pani obrazi epitetem donosiciel czy fałszywym oskarżeniem, nie odwróci pani uwagi od własnych udowodnionych wykroczeń. Podobno , według własnych słów,kieruje sie pani"zasadami".Jakimi?Po lekturze tego tekstuwidac wyraźnie,że są nimi: kłamstwo, oszustwo,lenistwo i niekompetencja.
CZEAKAMY NA CAŁY LIST !!
warto poczytac .jak to jest mozliwe ze pracownik tvp pracuje w konkurencji.czy w media brigade p.kurka,chyba obowiazuje zakaz pracy w konkurencji.warto poogladac produkcje mediabrigade i zobaczyc ostatnie produkcje ,te pana oktawiana ,i pozostalych sa na strona film polskihttp://www.filmpolski.pl/fp/index.php/4125432 warto zobaczyc jakie nazwiska sie tam powtarzaja
warto poczytac .jak to jest mozliwe ze pracownik tvp pracuje w konkurencji.czy w media brigade p.kurka,chyba obowiazuje zakaz pracy w konkurencji.warto poogladac produkcje mediabrigade i zobaczyc ostatnie produkcje ,te pana oktawiana ,i pozostalych sa na strona film polskihttp://www.filmpolski.pl/fp/index.php/4125432 warto zobaczyc jakie nazwiska sie tam powtarzaja
JAKIE WZRUSZAJACE WSPOMNIENIA WARTO ZWROCIC UWAGE NA ZYCIORYS
A TO NA KONIEC RODZINKI
www.filmpolski.pl/fp/index.php/4125432 , to zadaj sobie jeszcze trud kliknięcia choćby w pierwszy u góry tytuł produkcji. Otworzy sie opis telenoweli dokumentalnej. Jeszcze odrobina wysiłku i poczytaj uważnie linijka po linijce w dół. Pojawi się mnóstwo nazwisk - to osoby, które pracuja w TVP: operatorzy, oświetlacze... o kurcze! chyba niczym Mariusz Kamiński wpadłeś na trop afery!!! Ale nie odtrabiaj jeszcze tryumfu - poczytaj dalej. Ostatnia linijka: PRODUCENCI: Mediabrigade i Telewizja Polska. I tyle afery. Jeżeli Telewizja Polska współprodukuje program, to nie należy się dziwic, że zatrudnia przy tym swoich pracowników.
Naprawdę dosyć juz tej pisowskocebeaowskiej kaczyńskokamińskiej manii tropienia afer! I jeszcze jeden apel: czytać należy wszystkie litery.
TO CIEKAWE ZE JAK MEDIABRIGADE ROBILA COS BEZPOSREDNIO DLA WARSZAWY TO NIE MUSIALA WCHODZIC W TAKIE UKLADY JAKZ TWP WROCLAW CZYLI NIE MUSIALA KORZYSTAC Z USLUG PANA OKTAWIANA P.TWK WLASNIE SIE ZALATWIA PROGRAMY CZESC TRZEBA PRZERZUCIC PRZEZ OSRODEK ABY LUDZIE TAM PRACUJACY MOGLI CHAPAC KASKE .I NIECH NIKT NIKOGO NIE OBRAZA ALE TAK WLASNIE FUNKCJONUJE OSRODEK.A DORADCA PANI GRZYMALY JEST BLISKA ZNAJOMA PANA B Z MEDIA BRIGADE.POZDRAWIAM