Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.
George Orwell
Jak szef IDMSA uzupełniał Stanisława Kluzę
Mariusz Zielke
Przewodniczący KNF przez lata ukrywał, jak blisko jest związany z IDMSA. Czy rzeczywiście jest się czego wstydzić?
Dotarliśmy do kontrowersyjnego - zarówno w kontekście politycznym, jak i obyczajowym - nagrania. Bo czy na pewno Norwegów „wkurw...a, że czarny będzie biegał na śniegu, we Francji kolorowi bzykają się na potęgę”, a światem rządzą pieniądz i seks?
To na szczęście nie są słowa Stanisława Kluzy, tylko Rafała Abratańskiego, wiceprezesa IDMSA, jednak publicznie wtrącone jako dodatek do wykładu „Stanisława”. Obaj występowali dla studentów, podczas tzw. „szkoły zimowej” w 2007 r. Zorganizowała ją fundacja cieszącego się wielkim szacunkiem dominikanina Ojca Macieja Zięby – Instytut Tertio Millennio - w dniach 29.11.2007 do 3.12.2007. Wykłady odbyły się w rodzinnym mieście Jana Pawła II - Wadowicach. Temat szkolenia: Etyka-Biznes-Gospodarka.
Nagranie można było sobie ściągnąć z serwera Instytutu Tertio Millennio bez żadnych przeszkód. Potem zostało zdjęte z serwera. Do piątku 17.07.2009 r. można je było ściągnąć z naszej strony, ale Rafał Abratański, za pośrednictwem prawników, zażądał jego usunięcia, urgumentując, że ma do niego wyłączne prawa autorskie. Usuwamy.
(tabela z wybranymi fragmentami na końcu tekstu)
Kluza wykładał jako pierwszy, mówił o polityce podatkowej. Wygłosił pełną cyfr prelekcję. Abratański przejął po nim mikrofon i zaczął od nawiązań do wykładu poprzednika (co kontynuował przez cały wykład).
„Staszek Kluza został poproszony przez kontakt jakiś tam z ekipą pisowską z powodu artykułów, które pisał” - wyjawił. (Kluza karierę zrobił w rządach Prawa i Sprawiedliwości – był najmłodszym w historii III RP ministrem finansów, a potem został powołany na stanowisko przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. W mediach zawsze jednak starał się przekonywać, że nie jest człowiekiem PiS, że nie jest politykiem i nie wykonuje poleceń polityków. Dziś PiS przez ponad tydzień nie znalazło czasu, by odnieść się do faktów ujawnionych przez ngi24.pl).
Abratański postanowił udowodnić, że wie, jak się mówi do współczesnej młodzieży (nawet katolickiej). Jego wykład był pełen anegdot i odniesień, niestety – kontrowersyjnych nie tylko dla katolickiej młodzieży. Już w czwartej minucie wykładu przedstawił dość dyskusyjną charakterystykę potomków Wikingów (tłumacząc, „jak praktycznie zrealizować to, co Stanisław mówił”).
„Norwegowie to tacy bardzo prości ludzie, co mi przypominają górali. Skały, fiordy, wiecznie ciemno, zima. Ale mają zdrową logikę myślenia, która ma w sobie jakiś tam zapisany powielalność pokoleniową. Stanisław mówił o polityce prosocjalnej w Norwegii, w krajach skandynawskich. Ma dużo racji, ale musicie poczuć jeszcze jeden element. W Norwegii przez ostatnie trzy lata dramatycznie wzrosła dzietność. I nie zmieniono żadnego przepisu. I nagle Norweg widzi, że kobieta Norweżka chodzi z Murzynem, to się wkurwia, że na śniegu będzie biegał czarny, tak? Mówi: zaraz, to po to nie chcę jeździć do Francji, bo tam jest tyle kolorowych i bzykają się na potęgę, tak? To jest taki element dodatkowy, który bym dołożył do wykładu Stanisława. Żeby poczuć wagę tego. Ja jestem z Krakowa...” - ciągnął swój wykład o „etyce w biznesie” Rafał Abratański.
Dalej – podczas półtoragodzinnego wystąpienia - było równie dygresyjnie. Z wykładu Abratańskiego mogliśmy się np. dowiedzieć, że w biznesie nie ma miejsca na miłosierdzie, że jak komuś nie idzie w biznesie (w krajach protestanckich) to jest „łajza dupa”, że „czerwonemu trzeba wystawić rachunek”, że młodzież powinna inwestować w siebie, a najlepszą inwestycją jest inwestycja w relacje.
„Świat się obraca wokół dwóch rzeczy, wcale nie władza, tylko pieniądz i seks. Władza jest substytutem, pochodną” - kończył Abratański.
Inne poglądy wiceprezesa IDMSA?
„Demokracja jest ohydnym ustrojem. Powoduje, że ktoś musi zapomnieć o sobie i przypodobać się temu i temu, i temu, i tamtemu. Co to znaczy? Rezygnuje z siebie. Gdyby nas stać było na odwagę wobec siebie, to byśmy postępowali według wzoru zero-jedynkowego; jeżeli jeden to jest dobro, a tu jest zło, to zawsze byśmy - gdybyśmy byli odważni wobec siebie - dokonywali takich wyborów. Nie ma pojęcia szarości. Szarość to jest usprawiedliwianie się. Cała ta propaganda Gazety Wyborczej i innych. Nie, wiesz, nie można było dokonywać wyborów, każdy w systemie musiał trochę się umoczyć i tak dalej. To jest pieprzenie głupot. 38 milionowy naród i 200 tys. zarejestrowanych agentów. No to co, same te wartości już coś mówią. Szarość to jest zdolność do tłumaczenia się z powodu naszych słabości. Bo zawsze sobie wytłumaczę, nawet jeżeli jestem odważny i dokonuję świadomego wyboru zła to sam przed sobą (...) zawsze gdzieś jakoś to wytłumaczę. Po to są autorytety (...) po to są Święci w Kościele, żeby pokazywać, żeby życie miało być normalne i dobre to musi być kod zero-jedynkowy. Jeżeli jesteś zagubiony, wróć do korzeni. A korzenie to jest kod zero-jedynkowy” - mówił.
Ciekawe, jak w takim razie wiceprezes IDMSA ocenia „zero-jedynkowo” fakty, które ujawniliśmy? Co sądzi o pobieraniu sporych pieniędzy (do 16,5 tys. zł za parę godzin pracy) za szkolenia petentów na dużą skalę przez urzędników KNF i członków ich rodzin (w tym od Agencji Support, należącej do żony Abratańskiego i jego teściowej)? O łamaniu regulaminów i tuszowaniu spraw szkoleń w KNF, ukrywaniu szczegółów transakcji, dzięki której Stanisław Kluza stał się milionerem (mówił, że zainwestował w IDMSA, nie ujawniając, że akcje tego domu maklerskiego za niską cenę kupił od prezesa spółki Grzegorza Leszczyńskiego)?
Jak należy ocenić przewodniczącego KNF, który łamie narzucone przez samego siebie zasady etyczne (zlecił sprzedaż posiadanych przez siebie akcji, mimo zakazu wynikającego z uchwały KNF z dnia 5 grudnia 2006 r.)? Kluza tuż przed przyjęciem przez KNF zasad etycznych o wprowadzeniu dla członków komisji zakazu handlu akcjami na GPW, w grudniu 2006 r. zainwestował 300 tys. zł w spółkę Arteria (wchodzącej na GPW). Zainwestował za pośrednictwem portfela (tzw. ślepego portfela) zarządzanego przez IDMSA. Naraził się przez to na zarzut złamania art. 15 ustawy o nadzorze finansowym, który wyraźnie zakazuje członkom komisji inwestycji w akcje nie dopuszczone do obrotu zorganizowanego (czyli zanim znajdą się na GPW). Na Akcjach Arterii – jak twierdzi Newsweek – Kluza zarobił 100 tys. zł. A prospekt tej spółki sam zatwierdził. Ponadto w tym samym czasie zatwierdzał kilka innych prospektów składanych przez IDMSA (Tras-Intur, Drozapol-Profil, Infovide-Matrix).
Kluza nigdy nie ujawnił i nie wytłumaczył rynkowi bliskich związków z IDMSA. Jednemu z dziennikarzy Newsweeka mówił kilka miesięcy temu, że od czasu objęcia szefostwa nadzoru giełdowego nie spotkał się ani razu z szefami IDMSA – Grzegorzem Leszczyńskim i Rafałem Abratańskim. Jak zatem zinterpretować nagrania z Wadowic z 2007 r.?
Relacje z IDMSA przewodniczący powinien wyjaśnić już dawno, żeby uniknąć zarzutu o konflikt interesów. Szczególnie, że pierwszym zadaniem KNF pod jego nadzorem było dokończenie bardzo poważnej kontroli w IDMSA. Kontrolę wszczęto 18 września 2006 r. w ostatnim dniu istnienia KPWiG (Komisji Papierów Wartościowych i Giełd) – poprzedniczki KNF.
„Powołuje się Zespół Roboczy do zbadania ewentualnych nieprawidłowości w funkcjonowaniu Domu Maklerskiego IDMSA S.A. jako emitenta oraz domu maklerskiego” – napisano w zarządzeniu KPWiG nr. 132/2006 o powołaniu specjalnego zespołu roboczego .
Zobacz zarządzenie
Kontrola miała na celu sprawdzenie bardzo poważnych podejrzeń związanych m.in. z prawidłowością zarządzania portfelami i wypełniania obowiązków informacyjnych.
KNF pod przewodnictwem Kluzy miał ją dokończyć. Według naszych informacji rzetelnej kontroli nie przeprowadzono, KNF i IDMSA nigdy nie poinformowały rynku o jej wynikach.
"W UKNF w okresie 2006-2007 pracował złożony z pracowników różnych komórek organizacyjnych zespół roboczy ds. zbadania ewentualnych nieprawidłowości w funkcjonowaniu IDM. Ustalenia zespołu są objęte prawnie chronioną tajemnicą zawodową. Na bieżąco prowadzimy czynności nadzorcze (w tym kontrolne)" – podaje Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF
KNF pod przewodnictwem Kluzy nie pozwolił też na dokończenie kontroli szkoleń mimo wyraźnego zalecenia kontrolera wewnętrznego.
"Pełne wyjaśnienie okoliczności sprawy wymaga kontynuowania czynności kontrolnych w ramach kontroli wewnętrznej, dających możliwość wykorzystania innych narzędzi i technik kontrolnych oraz podjęcia innych działań w ramach uprawnień nadzorczych Komisji, nieuprawnionych do wykorzystania w ramach kontroli wewnętrznej" - pisał Janusz Jabłoński, pełnomocnik ds. informacji niejawnych i kontroler wewnętrzny KPWiG, w raporcie pokontrolnym, który także został sporządzony w ostatnim dniu istnienia KPWiG.
Jaka więc powinna być – wracając do „zero-jedynkowych” korzeni - ocena tych działań?
A może to wszystko powinniśmy nazwać budowaniem relacji?
„Starajcie się póki możecie zainwestować w siebie. Jest kilka obszarów inwestowania w siebie. Najbardziej wartościowa inwestycja w siebie to są relacje. Relacje to jest pewna sieć, networking ludzi, którzy dobrze o was mówią, dobrze was znają, macie dobre relacje. Wobec których wy chcecie być lojalni i oni wobec was” - mówił Abratański w Szkole Zimowej.
W Wadowicach sporo wiceprezes IDMSA mówił też o lojalności.
„Piąta rzecz, cholernie ważna, to jest lojalność. Lojalność to jest coś takiego, że idziecie wspólnie na tzw. wagary i jeden drugiego nie sypnął przed nauczycielką. To jest jakiś obszar lojalności. Lojalność to jest rodzica wobec dziecka, dziecka wobec rodzica, lojalność jest w małżeństwie i w przyjaźni. Ale czasami lojalność jest wystawiona na próbę, ponieważ pojawia się w aktywach innego dobra. Jakieś dobro. To dobro musi być cholera gdzieś przez nas zważone. Lojalność jako pewna wartość wersus pewne dobro. Poszło dwóch gości na imprezę. Popili. I jeden do drugiego dzwoni na drugi dzień, mówi, słuchaj Wiesiek, gdyby moja stara dzwoniła, to powiedz, że byliśmy w robocie. On tak się waha, nic złego nie zrobił, razem chlaliśmy, tak, ale czy mam prawo powiedzieć jego żonie, skłamać, tak? Lojalność wobec kumpla wersus pewne dobro, tak? No bo on nic złego nie zrobił, piliśmy, nie chce jej tłumaczyć, bo ona ma już awersję wobec tego jego picia, no to mogę, czy nie mogę” - dywagował Abratański.
Wykład Abratańskiego – zapowiedziany wraz z wykładem Kluzy jako „masaż intelektualny” - został przyjęty burzą oklasków.
Komentarz:
Miałem osobiście duże wątpliwości, czy ujawnić nagranie. W końcu – jak mówił Rafał Abratański - „pewną tragedią Polaków jest to, że jesteśmy katolikami. I pewne rzeczy bierzemy sobie do serca”. Jak mi się wydaje (choć może intelektualnie nie dorosłem do takich masaży), chodzi o wyrzuty sumienia i o ich rolę w podejmowaniu decyzji. Ale ja obiecałem czytelnikom, że będę pisał tylko prawdę. I niczego nie schowam do szuflady.
Przesłuchałem kilkakrotnie wykłady panów Kluzy i Abratańskiego i szczerze mówiąc, nie wiedziałem co z tym fantem zrobić. Dla wyjaśnienia głównej sprawy – konfliktów interesów w KNF i tuszowania ważnych śledztw – one niewiele wnoszą (poza tym, że dokumentują bliską znajomość Kluzy i Abratańskiego – ich przyjacielskie relacje). Nie mogłem jednak wykładu schować do szafy, bo to byłoby zaprzeczeniem wszystkiego, co Wam obiecałem. Mogłem po prostu zamieścić nagranie, ale wówczas skazałbym Was na trzygodzinną gehennę (bo, z całym szacunkiem, nawet wykład przewodniczącego Kluzy dotyczący polityki podatkowej jest wyjątkowo ciężki jak na temat: biznes – etyka – gospodarka.
Czyżby naprawdę tak ciężko było mówić o etyce? Czy tak ciężko powiedzieć parę zdań, że można być porządnym, nie dawać łapówek (i nie przyjmować), nie wchodzić w zmowy, tylko zdrowo konkurować, płacić rzetelnie za wykonywaną pracę, nie konkurować z własnymi klientami, traktować ich równo (wobec innych i siebie), nie stosować chwytów poniżej pasa, nie intrygować wobec konkurentów, nie sprzedawać swoich usług na zakrapianych imprezach z udziałem pań do towarzystwa?
Czy na pewno w biznesie nie ma miejsca na etykę i miłosierdzie? To świetny temat, ale na pewno nie do zbycia poprzez takie opowieści, jakich świadkiem byli słuchacze w Wadowicach.
Chaos i pycha przebijające z części wykładu drugiego z panów jest dla mnie samego – choć dużo słyszałem o możliwościach wykładowcy – zaskoczeniem. Jeszcze większym zaskoczeniem jest fakt, że po 140 minutach wysłuchiwania czegoś podobnego można mieć jeszcze siłę na burzliwe oklaski. (Ech, Zielke, nikt cię tak nie oklaskiwał, to zazdrościsz).
Cóż, ja nie chcę Panu Abratańskiemu odbierać prawa do katolickiej oceny postaw wobec Murzynów w Norwegii, kolorowych we Francji, polskiej wódki, seksu, etyki – jestem za pełną wolnością słowa, nawet w Wadowicach. Niech każdy z nas broni swoich racji. Wracając do opartych na prawdzie korzeni.
Jak Rafał Abratański uzupełniał Stanisława Kluzę
(polecamy ciekawsze fragmenty):
moment wykładu cytat z wykładu
01:00 Staszek Kluza został poproszony przez kontakt jakiś tam z ekipą PIS-owską
01:30 Jak praktycznie zrealizować to, co Stanisław mówił
03:37 Stanisław mówił o polityce prosocjalnej w Norwegii
03:50 Nagle Norweg widzi, że kobieta Norweżka chodzi z Murzynem i zaczął się wkurwiać, ze na śniegu będzie biegał czarny. Mówi: zaraz, to po to nie chcę jeździć do Francji, bo tam jest tyle kolorowych i bzykają się na potęgę, tak? To jest taki element dodatkowy, który bym dołożył do wykładu Stanisława.
06:36 Polskiej wódki nie ma, polskiego piwa nie ma, obce kobiety
10:40 Zgadzam się ze Stanisławem
25:00 Etyka w biznesie
26:10 Jeżeli ktoś chce, na chwilę życia powiedzieć sobie tak, robiłem to po to, żeby być zbawionym, to nie ma wyboru i nie ma odwrotu
28:28 Tylko trzeba mieć zwieracze na tyle mocne
28:56 To że masz zasady, nie znaczy, że nie płacisz ceny
32:50 Demokracja jest ohydnym ustrojem
35:10 Są takie momenty, gdzie nie masz alternatywy, nie masz wyboru. To się nazywa obowiązek
36:10 Piąta rzecz, cholernie ważna, to jest lojalność
49:27 Jak nie idzie w biznesie, tzn. że jestem łajza dupa
01:04:50 W biznesie nie ma miejsca na miłosierdzie
01:16:55 K.. oszustwo
01:23:15 Świat się obraca wokół dwóch rzeczy, wcale nie władza, tylko pieniądz i seks
01:21:38 Zainwestujcie w relacje
Aktualizacja: 17.07.2009
13 lipca 2009 1:03
|
Wyślij link
|
Drukuj
|
Pobierz jako PDF
|

Komisja Nadzoru Finansowego odpowiada za bezpieczeństwo rynku finansowego w Polsce. Do dziś nie wyjaśniła jednak kontrowersji we własnych szeregach.
fot. Żelazna Studio

Zaproszenie na Szkołę Zimową, na której wykładali m.in. wiceprezes IDMSA i Stanisław Kluza, szef KNF
fot. arch



tytuł komentarza
autor
komentarz
Kod z obrazka (wymagany)
Jaką naukę wyniesie ubawiona młodzież z zaprezentowanego wykładu?
http://pb.pl/2/a/2009/07/13/Brudy_w_szafie_prezesa_Electusa2
Electus to główna wartość IDM, która kieruje powiedzmy to otwarcie - przestepca.
pb.pl wiedziało, że tematem interesują się dziennikarze niezależni i w ramach przysługi puścili balon, gdzie dywagują, że kwota oszustwa to było zaledwie 20.000 zł, że ten co wyłudził kredyt nie miał pieniędzy, że było to 9 lat temu.
A ważne jest to Marek Falenta został skazany za za pomoc w oszustwie i wyłudzenie kredytu iże wyrok prawomocny jest z lutego 2009r.
a pb.pl cały czas korzysta z analityków wiadomego biura... :)
:-)
CZYTELNIK
Ten portal powstał, żeby prezentować poważne teksty śledcze na różne tematy, często na tyle trudne, że nie zobaczycie ich w innych gazetach. Kończymy prace nad dwoma poważnymi materiałami zupełnie niezwiązanymi z Panem Kluzą i KNF. Rozpoczęliśmy od tego tematu, bo wydaje nam się najważniejszy i najpoważniejszy. Na pewno z niego nie zrezygnujemy, dopóki nie uzyskamy wyjaśnień - ten temat będzie kontynuowany. Ale już w najbliższy poniedziałek zupełnie inny tekst z zupełnie innej działki. A jeszcze w tym tygodniu zamierzamy zajrzeć do służb mundurowych. Odwiedzajcie nas, a się przekonacie, że ten portal nie powstał dla sprawy KNF (choć mamy jeszcze całą masę spraw dotyczących tego obszaru do ujawnienia). Dajcie nam szansę - jesteśmy w sieci dopiero 13 dni (i harujemy nad tym projektem po kilkanaście godzin dziennie).
Czy Niezalezna gazeta internetowa nie powinna walczyc z poprawnoscia polityczna? Bo wyklad poprawny politycznie nie jest, za to jest wciagajacy i poobudzajcy do myslenia.... o czym swiadczy, ze odsluchalem go w calosci jak i rowniez burza oklaskow.Czy nie o to chodzi?
inne pytanie czy NGI napisze cos o sledztwach w sprawie dochnala lub utraceniu sledztwa w sprawie mafii paliwowej?
I pytanie apropos teorii i praktyki... Skad niezalezna miala pieniadze na bilbordy reklamowe w Warszawie?
Ostania uwaga do autora caly artykul dobry, ale ostani akapit zupelnie szkolny. Nie chce mi sie czytac wynaturzen autora o jego kompleksach tudziez ich braku. Bo akapit ma nute calkowitej proby wziecia czytelnika na litosc. Autorze napisze niepoprawnie: Nie udawaj dziewicy!!!
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20070525&id=po01.txt
Komisja Nadzoru Finansowego, której przewodniczy Stanisław Kluza, otrzymała reprymendę z Komisji Europejskiej. Komitet Sterujący z ramienia UE projektem budowy zintegrowanego nadzoru finansowego w Bułgarii wytknął władzom KNF, że wysunęły niekompetentną osobę na stanowisko koordynatora projektu finansowanego z pieniędzy wspólnotowych. Chodzi o najbliższego współpracownika szefów KNF. To każe również stawiać pytania o fachowość i kompetencje osób odpowiadających za nadzór finansowy w Polsce.
"Pragniemy przypomnieć, że od początku podkreślaliśmy, iż należy delegować eksperta z doświadczeniem w dziedzinie nadzoru zintegrowanego, której to propozycji niestety nie spełniono" - napisał Morten Jung-Olsen, reprezentujący Komitet Sterujący projektem z ramienia UE. - To wstyd dla KNF. Taka instytucja nie powinna narażać się na zarzut braku profesjonalizmu, zwłaszcza że przejęła rolę lidera projektu - twierdzą nasi rozmówcy w Brukseli, od których pochodzi ta informacja.
Krytyczny list w tej sprawie krąży teraz pomiędzy Brukselą a uczestnikami konsorcjum, które powołano w celu udzielenia profesjonalnej pomocy Bułgarii w budowie własnej instytucji nadzorującej rynek finansowy. Oprócz Polski ekspertów dostarcza także hiszpański nadzór ubezpieczeniowy.
Kim był niefortunny kandydat wysunięty przez Komisję Nadzoru Finansowego? Otóż to niejaki Adam Płociński, którego doświadczenie zawodowe w dziedzinie finansów sprowadzało się do kilkumiesięcznej pracy w KNF, a wcześniej był specjalistą od gier losowych w Ministerstwie Finansów.
- Kilka miesięcy pracy w KNF to zdecydowanie za mało z punktu widzenia wymaganych przy tym projekcie siedmiu lat doświadczenia. Co więcej - wątpliwe jest, czy poprzednie doświadczenie wyniesione z resortu finansów pozostaje w jakimkolwiek związku z pracą w nadzorze finansowym - napisał Jung-Olsen, polecając znalezienie "bardziej doświadczonego" kandydata.
Jak mogło dojść do tego, że KNF - mając pod ręką wiele osób bardziej doświadczonych - wysunęła na tak prestiżowe z punktu widzenia Polski stanowisko osobę niekompetentną, mogącą uchodzić co najwyżej za "specjalistę od hazardu"?
O wyjaśnienie nietrudno. Otóż Płociński jest kolegą Stanisława Kluzy i jego zastępcy Marcina Gomoły ze stowarzyszenia Fair Play. Ta trójka młodych ludzi w 2000 r. założyła to stowarzyszenie, którego główną ideą jest - jak podają na stronach internetowych - "chęć wyrażenia sprzeciwu wobec działań korporacji zawodowych, zamykających praktycznie na każdym kroku drogi rozwoju młodemu pokoleniu...". To właśnie za sprawą stowarzyszenia Fair Play, grupującego początkowo głównie młodych prawników, hasło "otwarcia korporacji prawniczych" weszło do programu wyborczego PiS. Dynamikę nadał mu Przemysław Gosiewski, który zaprosił młodych prawników do współpracy nad sztandarową dla PiS ustawą o dostępie do zawodów prawniczych.
W maju 2006 r. wypączkowało z tej grupy Stowarzyszenie Doradców Prawnych, bardzo aktywnie lobbujące na terenie Sejmu i ministerstw w sprawach swego środowiska. Z Fair Play wyłonił się też Ruch Młodego Pokolenia. Uczestników tego dobrze zorganizowanego środowiska łączy fakt posiadania wyższego wykształcenia, młody wiek, brak doświadczenia i zazwyczaj poczucie frustracji z powodu niezdanych egzaminów na aplikację prawniczą. W gronie założycieli Stowarzyszenia Doradców Prawnych znajdują się Marcin Gomoła i Adam Płociński. Ich nazwiska figurują też w kapitule fundacji i wśród promotorów Ruchu Młodego Pokolenia.
Błyskotliwa kariera
Spośród założycieli Fair Play jako pierwszy błyskotliwą karierę zrobił Stanisław Kluza, który został wiceministrem finansów w miejsce odwołanego przez wicepremier Zytę Gilowską Cezarego Mecha. Trafił na stanowisko wprost z BGŻ, w którym był głównym ekonomistą (BGŻ należy do holenderskiego Rabobanku, udziałowca EurekoBV).
Po ujawnieniu kłopotów lustracyjnych wicepremier Gilowskiej Marcinkiewicz błyskawicznie powołał na jej miejsce Pawła Wojciechowskiego, współtwórcę programu gospodarczego PO, za co sam stracił stanowisko premiera. Po objęciu teki premiera przez Jarosława Kaczyńskiego - Kluza, za radą współpracowników, został kandydatem na "przejściowego ministra finansów". Być może wtedy obiecano mu, że w razie konieczności ustąpienia Zyty Gilowskiej ze stanowiska zostanie szefem nowo powołanego nadzoru zintegrowanego, czyli KNF. W krótkim czasie swego urzędowania Kluza zdążył wydelegować swego kolegę z Fair Play, szeregowego pracownika resortu finansów Płocińskiego jako przedstawiciela resortu w Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Twierdził przy tym, że kandydat wygrał konkurs, choć w MF o takim konkursie nikt nie słyszał. - Płociński w KPWiG zawsze głosował tak, jak chciały rynki - mówi jedna z osób zbliżonych do tej instytucji.
Powierzenie przez premiera stanowiska szefa KNF właśnie Kluzie zostało z niedowierzaniem przyjęte w środowisku ekonomistów zbliżonych do PiS. Kluza wybrał sobie na doradcę równie młodego i niedoświadczonego Marcina Gomolę, kolegę z Fair Play. Ten ściągnął do KNF kolejnego kolegę - Adama Płocińskiego, powierzając mu stanowisko dyrektora ds. współpracy międzynarodowej. To właśnie jego kompetencje w sferze nadzoru finansowego zostały zakwestionowane przez Brukselę, a więc ekspertów zewnętrznych. Ta ocena stawia w nowym świetle tych, którzy tego "eksperta" wypromowali. W Polsce brak profesjonalizmu w nadzorze finansowym najwyraźniej nikomu nie przeszkadza.
Nadzorcze przedszkole
- To nie pierwsza wpadka Płocińskiego. Wcześniej stracił prestiżowy dla Polski projekt na Ukrainie finansowany przez UE. Nie potrafił wskazać kompetentnej osoby jako doradcy i 150 tys. euro, które KNF powinna zarobić za pracę eksperta, przepadło - twierdzi osoba zbliżona do KNF. - Brak kompetencji i doświadczenia władz nadzoru finansowego grozi tym, że w Polsce patologie będą narastać, co negatywnie odbije się na interesach państwa i słabszych uczestników rynku. Prawo, przepisy ustaw będą dyktować potentaci, którzy z natury zmierzają do oligopolu lub monopolu, co pozwala im ściągać z rynku rentę monopolistyczną. Najpierw zawładną rynkiem, potem państwem - ostrzega ekspert nadzoru finansowego, prosząc o niepodawanie nazwiska.
Ten proces już się toczy. To właśnie dlatego eksperci rynku finansowego chcą zachować anonimowość. Dzisiaj nikt nie dostanie pracy w sektorze finansowym, jeśli się przeciwstawia dominującej tendencji. Nie dostanie jej również Kluza i jego koledzy, jeśli będą zbyt skuteczni w nadzorze nad rynkiem. Może dlatego ukuto w KNF koncepcję "miękkiego nadzoru", która bazuje na dobrej woli instytucji finansowych, a nie na władczych posunięciach KNF (perswazja zamiast kar). Przedstawił ją niedawno w wywiadzie dla "Parkietu" sam Kluza, odwołując się do doświadczeń nadzoru brytyjskiego.
- Rynek brytyjski od kilkuset lat wypracowywał pewne standardy, których nie da się przeszczepić automatycznie na rynek polski, który liczy sobie kilkanaście lat - twierdzi jeden z naszych rozmówców.
Małgorzata Goss
Zasługą niewątpliwą SK jest, że pozbył się z KNF Iwony Dudy.
Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zrezygnowała z kierowania projektem rozwoju instytucji nadzorczych w Czechach. Powodem była niechęć szefa KNF, byłego ministra finansów Stanisława Kluzy do kierującego projektem Sławomira Solarza - donosi "Nasz Dziennik".
Jak informuje gazeta, przewodniczący KNF nie chciał współpracować z Solarzem, gdyż ten był kiedyś dyrektorem w Urzędzie Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. Przez te personalne potyczki KNF stracił szansę na umocnienie własnej pozycji wśród europejskich organów nadzorczych - pisze "Nasz Dziennik".
Dziennikarka gazety zastanawia się nad - jej zdaniem - przedziwnym zachowaniem Stanisław Kluzy. Według gazety zwalcza on bowiem swoich kolegów po fachu. Jako kolejny przykład "Nasz Dziennik" podaje dyrektor Dorotę Piwońską z Ministerstwa Finansów, od niedawna delegowaną przez wicepremier Zytę Gilowską na przedstawiciela resortu w Komisji Nadzoru Bankowego. Jak dowiedziała się nieoficjalnie gazeta, dla Piwońskiej, mimo że jest cenionym fachowcem z dziedziny finansów, także nie widzi miejsca w nadzorze Stanisław Kluza. Szef KNF będzie mógł swoje zamierzenia dotyczące Piwońskiej spełnić już za kilka miesięcy, gdy ta KNF przejmie nadzór bankowy - pisze "Nasz Dziennik".
Na liście osób niepożądanych przez byłego ministra jest też Iwona Duda - rekomendowana do KNF przez Zytę Gilowską. Jak dowiedziała się nieoficjalnie gazeta, Kluza dwukrotnie już skarżył się na nią do premiera. "Nasz Dziennik" twierdzi, że Kluza chce zwolnić Dudę, gdyż kwestionuje ona niektóre jego decyzje.
Rozwój bankowości transgranicznej a konkurencyjność sektora bankowego w Polsce
Data: 2008-12-11
Godzina: 15:00
Tytuł
Rozwój bankowości transgranicznej a konkurencyjność sektora bankowego w Polsce
Zainteresowanie ze strony banków zagranicznych otwieraniem w Polsce oddziałów pojawiło się wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Więcej ->
W dyskusji panelowej wzięli udział
Jadwiga Zaręba (prezentacja) - ekspert CASE
"Rozwój oddziałów banków zagranicznych w Polsce na tle tendencji w Unii Europejskiej"
mec. Jacek Czabański, mec. Paweł Gałuszyński (prezentacja) - partnerzy w kancelarii prawnej White&Case
"Przekształcenia banków zagranicznych w oddziały - nowe otwarcie dzięki możliwości transgranicznego łączenia banków. Aspekty prawne"
Tadeusz Parys (prezentacja) - dyrektor Departamentu Licencji Bankowych PNB KNF
"Kierunek zmian nadzoru nad operacjami transgranicznymi"
Termin
Miejsce
11 grudnia 2008 r. o godz. 15:00
Siedziba BRE Banku SA, sala nr 3, V p.
ul. Senatorska 18, Warszawa
Organizatorzy
CASE - Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych
BRE Bank SA
Strona: 4
PIGI PRYMUSKA
W felietonie pt. "Pigi prymuska" (7 września br.) wytknęliśmy Hannie Gronkiewicz-Waltz, że koszty kampanii prezeski, jej podróży, samochodów, obstawy nie odstępującej jej na krok, ponoszą podatnicy, więc niech ona może sama płaci za swoje ambicje polityczne, tym bardziej, że ma z czego.
Otrzymaliśmy odpowiedź. Napisała do nas rzeczniczka prasowa NBP, pani Wiśniewska, co tylko utwierdziło nas w naszych racjach, gdyż najwyraźniej myli funkcje. Odpowiedzieć nam bowiem powinna rzeczniczka sztabu wyborczego HGW.
Oto tekst odpowiedzi rzeczniczki. Niewielkie skróty pochodzą od redakcji i są wynikiem powtarzalności tych samych pod naszym adresem zastrzeżeń, wyrażanych w różnych pismach, które będą tu jeszcze cytowane. Replikujemy na nie od razu, gdyż w nikłym stopniu są to sprostowania w rozumieniu prawa prasowego. Gdybyśmy odpowiadali w następnym numerze, Czytelnicy nie rozumieliby już o co chodzi.
Od HGW
(...) Nie jest prawdą, że pensja Prezesa NBP obciąża podatników. NBP nie zalicza się do instytucji budżetowych. (...)
Nie jest prawdą, że Prezes NBP jeździ lancią. Prezes NBP ma prawo do korzystania z samochodu służbowego. Samochód taki, począwszy od stanowiska wiceministra, przysługuje do wszelkich wyjazdów, zarówno służbowych, jak i związanych ze spotkaniami społecznymi osoby uprawnionej, której samochód ten został przydzielony i dotyczy to 24 godzin, bez względu na dzień powszedni lub świąteczny. (...)
Ochrona, sprawowana przez osoby delegowane z Biura Ochrony Rządu, polega na stałym strzeżeniu funkcjonariuszy państwowych, ze względu na informacje o charakterze ściśle tajne będące w ich posiadaniu.
My na to
Samochód i ochrona. To prawda, że prezeska NBP ma, zgodnie z przepisami ustanowionymi w PRL, prawo do dysponowania samochodem służbowym i do chrony każdego dnia i co noc. Ale my otóż krytykujemy wykorzystywanie owego prawa do prowadzenia swojej kampanii wyborczej, kamuflowanej spotkaniami w środowiskach bankowych. Bo stwarza to nierówność możliwości tych kandydatów na prezydenta, którzy są dygnitarzami, i tych, którzy nie są. Twierdzenie, że goryle chronią tajemnice państwowe, które prezeska NBP ma w głowie, wydaje się nam komiczne.
Co do Lancii, to od czasu "Solidarności", ten samochód stał się symbolem rządowego rozpasania komuchów. Rzeczywiście, auto, którym teraz przemieszcza swoje dostojne ciało prezeska, to już nie Lancia, ale droższe od niej, służbowe Audi.
Czy pensja prezesa NBP obciąża podatników? Pani Wiśniewska pisze, że prezeska nie wyrywa pieniędzy z kasy państwowej, bo bank 87 proc. swego zysku netto oddaje państwu. Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że prezeska i rzeczniczka NBP nie umieją liczyć. Przecież koszty kampanii wyborczej, które ponosi NBP, odlicza się od zysku, jaki bank wpłaca do budżetu.
Prezeska
wszystkich koleŻanek
Artykuł pod takim tytułem ukazał się w "NIE" 31 sierpnia br. Rzecz była o zależnościach służbowych, które w NBP, w wyniku polityki prowadzonej przez HGW, gęsto przeplatają się z układami prywatnymi, a także o zwyczajach finansowych. I po tym artykule odpowiedziała nam pani Wiśniewska.
Od HGW
(...) Nie jest prawdą, że "kiecki, garsonki i kostiumiki" kupowane są z funduszy reprezentacyjnych NBP. "Kiecki, garsonki i kostiumiki" kupowane są z pensji Hanny Gronkiewicz-Waltz, Prezesa NBP.
Nie jest prawdą, że miesięczne pobory Prezesa NBP wynoszą 400 mln starych złotych. Łączne wynagrodzenie Prezesa NBP wynosi 8,5 tys. złotych brutto. Czytelników zainteresowanych wysokością zarobków w NBP, odsyłamy do publikacji pt. "Ile zarabiali pracownicy NBP", "Nowa Europa" z 30 sierpnia br.
Nie jest prawdą, że brat p. Parysa Tadeusz Parys, jest znajomym p. Hanny Gronkiewicz-Waltz, Prezesa NBP. Tadeusz Parys został zatrudniony w NBP 21 października 1991 r., czyli przed objęciem stanowiska przez Hannę Gronkiewicz-
-Waltz.
Nie jest prawdą, że Witold Koziński, I Zastępca Prezesa NBP, jest kolegą "tatusia pani prezes". Tatuś Witolda Kozińskiego również nie jest znajomym "tatusia pani prezes".
Nie jest prawdą, że jakoby Hanna Gronkiewicz-Waltz była matką chrzestną dziecka Barbary Toman, wicedyrektora Gabinetu Prezesa NBP. Można to sprawdzić. Księgi parafialne są ogólnie dostępne, nawet dla "NIE".
Nie jest prawdą jakoby ktokolwiek spośród pracowników NBP urządzał prywatne przyjęcia wliczając ich koszt w fundusze NBP. Przyjęcie z okazji Pierwszej Komunii Świętej, któremu to "NIE" poświęciło tyle uwagi, sfinansowane zostało z własnych, prywatnych środków pracownika NBP.
Nie jest prawdą, że Ewa Śleszyńska-Charewicz, dyrektor Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego, jest bliską koleżanką Hanny Gronkiewicz-Waltz, Prezesa NBP. Ewa Śleszyńska-Charewicz rozpoczęła pracę w bankowości już w 1967 roku. W NBP pracowała od 1975 do 1987 roku, w którym to w ramach reorganizacji NBP przeszła do PKO BP. Do NBP wróciła w 1992 roku. Ewa Śleszyńska-Charewicz bardzo żałuje, ale niestety nigdy nie miała okazji spędzić wakacji w Guziankach na Mazurach z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Również nigdy nie zaznała przyjemności wspólnego żeglowania z Prezesem NBP.
Nie jest prawdą, że Jolanta Daniewska, dyrektor Departamentu Licencji Bankowych NBP, jest żoną bliskiego znajomego Prezesa NBP. W jednym punkcie "NIE" ma wszakże rację. Pani Jolanta Daniewska rzeczywiście jest żoną swojego męża. Jolanta Daniewska rozpoczęła pracę w NBP w 1976 roku. W 1987 roku przeszła do PKO BP, skąd powróciła do NBP w 1992 roku.
Nie jest prawdą, że sekretarka Pani Prezes jest siostrą koleżanki męża Hanny Gronkiewicz-Waltz. Nie jest również prawdą, że sekretarka nazywa się Pawłowicz-Obara. Może "NIE" pomyliło prezesów i ich sekretarki?
My na to
Nie powinniśmy byli strzelić paru gaf, powinniśmy wyrażać się precyzyjnie.
Tadeusz Parys, brat Jana (ksywa "Beret Pancerny"), rzeczywiście był w NBP przed HGW. Tyle że był tuzinkowym pracownikiem. Awans do korpusu dyrektorów zawdzięcza obecnej prezesce.
Panie Śleszyńska-Charewicz i Jolanta Daniewska znalazły się w PKO BP rzeczywiście w roku 1987. Swój powrót do NBP i swoje późniejsze awanse obie panie zawdzięczają jednak wyłącznie HGW i swym solidarnościowym parantelom.
Barbara Toman. W artykule "Prezeska wszystkich koleżanek" napisałem: Pani prezes dobra jest także dla koleżanek. Jej sąsiadka z klatki schodowej (...) Barbara Toman, zootechnik z zawodu, jest wicedyrektorką Gabinetu Prezesa NBP. Zresztą pani Gronkiewicz jest matką chrzestną jej dziecka. Gdy więc dziecko poszło do pierwszej komunii, obie mamy urządziły przyjęcie w pałacu Narodowego Banku Polskiego w Starej Wsi. Za cholerę nie mogę wyczytać, gdzie ja tu napisałem, że to przyjęcie wliczono w koszty NBP. Znam stwierdzenie osoby, która słyszała, jak prezeska mówiła, że jest matką chrzestną dziecka bohatera uroczystości.
No dobrze, niech będzie, że to był żart, ale to przecież nie zarzut. Czym natomiast, jeśli nie prywatną znajomością, wytłumaczyć, że zootechniczka jest wicedyrektorką Gabinetu Prezesa NBP?
O prywatnych znajomościach. Nasz informator, pracownik NBP, twierdzi:
Barbara Toman jest najbliższą sąsiadką HGW. Elżbieta Pawłowicz jest lub była sekretarką HGW. Drugi człon nazwiska to chyba Opara, ale nie dam głowy, bo nigdy go nie używała w banku. Teraz na urlopie macierzyńskim. Oprócz tego dyrektorem Departamentu Administracji jest p. Mirosława Ż., z tej samej, co HGW, wspólnoty parafialnej przy ulicy Łukowskiej w Warszawie (poznały się na zajęciach popołudniowych w kościele). Nie miała kwalifikacji na to stanowisko. Jej dziełem jest rozgrzebany plac budowy Centrum Bankowego przy pawilonie "Emilia". Dyrektorem Departamentu Informatyki jest p. Lech Sz. kolega męża HGW, a dyrektorem Gabinetu Prezesa jego brat Piotr Sz. Sławomir M. i Jerzy K., to z kolei sieroty po Stelmachowskim. Gdy "Laga" przestał być marszałkiem Senatu, to HGW zagospodarowała tych dwóch, którzy pracowali w biurze prac senackich. M. był najpierw dyrektorem Gabinetu Prezesa, teraz jest doradcą prezesa NBP, K. zaś jest naczelnikiem wydziału, które to miejsce musiał z dnia na dzień zwolnić jego poprzednik. Na koniec Koziński. To długoletnia znajomość, wręcz przyjaźń.
I tak to tam idzie bardzo rodzinnie. Nie widzę powodu, dla którego miałbym się wycofywać z opinii, że polityka kadrowa, prowadzona przez rzekomo neutralną politycznie prezeskę banku centralnego, opiera się na kryteriach pozamerytorycznych, wynikających z prywatnych znajomości i politycznych sympatii. Pisałem o tym, gdyż w razie wybrania HGW na prezydenta RP, kumoterstwo ze skali bankowej może się rozplenić w skali państwa.
Pobory pani prezes. Twierdziłem, że wynoszą one ok. 400 mln zł miesięcznie, pani Wiśniewska zaś utrzymuje, że tylko 85 milionów, i to brutto. Jako źródło wiedzy na ten temat podaje publikację w "Nowej Europie". Nic nie ma tam o poborach prezeski NBP. Jest jedynie zdanie, że członkowie zarządu NBP otrzymywali 80,8 mln zł. Informację tę "Nowa Europa" podała za Komisją Badania Bilansu NBP. Ta kwota nie obejmuje dyrektorów będących członkami zarządu, a więc etatowych menedżerów banku, którzy, co oczywiste, zarabiać muszą więcej.
Suma 85 mln jest wyższa, niż stawki innych dygnitarzy państwowych, a to już znaczy, że HGW pobiera płacę bankową, a nie analogiczną jak ministrowie i przewidzianą państwową tabelą, co twierdziła publicznie. Znowu 85 mln w żaden sposób nie pasuje do bankowego krajobrazu. Na przykład prezes jednego z banków komercyjnych (kudy mu do potęgi NBP) ma kontrakt na 5 tys. ECU, czyli 200 mln zł, inny znany nam prezes, znacznie mniejszego niż poprzedni, banku, upadłego zresztą w skandalicznych okolicznościach, mimo upadłości dostaje 160 mln zł.
Dla nikogo z naszych konsultantów podane przez panią Wiśniewską pobory prezeski NBP 85 mln brutto nie brzmiały wiarygodnie. Tym bardziej, że pobory członków zarządu, a więc i prezeski, składają się z płacy zasadniczej oraz premii i nagród. Znawcy bankowości szacują podstawowe pobory HGW na poziomie ok. 150 mln zł. Drugie tyle wynosiłyby więc pozostałe składniki poborów. Dorabia zresztą na boku brała i jak sądzę bierze honoraria za wszystkie chałtury w kościołach, w KIK-ach i np. w Centrum Edukacji i Rozwoju Biznesu. Dodam, że Hanna Gronkiewicz-Waltz cały czas pracuje na Uniwersytecie Warszawskim.
W sprawie zarobków więc pozwalam sobie upierać się przy swoich szacunkch. Ponieważ pobory w NBP, a zwłaszcza zarobki prezeski, należą, nie wiedzieć dlaczego, do najpilniej strzeżonych tajemnic bankowych, proponuję odwołanie się do jedynego wiarygodnego dokumentu PIT-u. Uznam swoją pomyłkę i przeproszę dopiero pod wpływem tego argumentu. Dochody prezesa NBP powinny być jawne, a dochody kandydatów na prezydenta publicznie i w sposób rzetelny podawane.
W każdym razie prezeska NBP mogłaby kupować za własne pieniądze swoje stroje, podziwiane przez nas w telewizji. Pani rzeczniczka zapewnia nas, że tak właśnie jest. Ja zaś mam świadków, którzy mówią co innego. Jeden z nich złożył nawet na piśmie oświadczenie, że stroje dla prezeski, a także dla innych wysokich urzędników NBP, kupowane były za pieniądze banku. Ów świadek gotów jest potwierdzić to przed sądem, gdybyśmy aż tam mieli zawędrować.
Waltz ambaras
W artykule pod tym tytułem (3 sierpnia 1995 r.) zajęliśmy się zadziwiającą konsekwencją, z jaką kierownictwo Narodowego Banku Polskiego ratowało przed upadkiem prywatny Prosper Bank. W rezultacie, w bank, który według wszelkich reguł powinien upaść, NBP wpakował 1 bilion starych złotych, przejął 93 proc. jego akcji i na koniec wcisnął go Deutsche Bankowi, który, chcąc rozpocząć działalność w Polsce, musiał za pięć milionów dolarów wykupić akcje tego zdychulca. Wysunęliśmy hipotezę, że takie aż poświęcenie banku centralnego miało swe źródło w prywatnej zażyłości prezesek: NBP Hanny Gronkiewicz-Waltz i Prosper Banku Martyny Liseckiej-Klinz oraz ich wspólnych znajomości z wysokimi urzędnikami Belwederu.
Martyna Lisecka-Klinz, Miss Biznesu, czeka na proces pod zarzutem przywłaszczenia sobie mienia banku. Rzeczniczka prasowa NBP, w imieniu HGW, zaprzecza wszystkiemu co napisaliśmy.
Od HGW
(...) Nie jest prawdą, jakoby była Prezes Prosper Banku, p. Martyna Lisecka-Klinz, była znajomą bądź przyjaciółką Hanny Gronkiewicz-
-Waltz, Prezesa NBP. Jeżeli "NIE" twierdzi, że jest inaczej, niech zdobędzie się na odwagę i ujawni świadków pomawianej zażyłości.
Nie jest prawdą, jakoby Hanna Gronkiewicz-Waltz wzięła kredyt z Prosper Banku.
Nie są prawdziwe pomówienia dotyczące działalności osoby I Zastępcy Prezesa NBP, Witolda Kozińskiego, w bankach komercyjnych w okresie poprzedzającym kadencję Wiceprezesa w NBP w sprawie tej zapadło już orzeczenie sądu w związku z pomówieniami w innej sprawie i prawa p. Kozińskiego zostały przez sąd ochronione, a autorzy pomówień składali swe oświadczenia z ubolewaniem za zniesławienie (oświadczenie w "Życiu Warszawy" z dnia 2 listopada 1994 r.).
Nie jest prawdą, jakoby pomoc NBP w sanowaniu banku Prosper Bank SA była następstwem osobistych zobowiązań Prezesa NBP wobec byłego Prezesa Prosper Banku. (...)
Operacja sanowania polegała na dewaluacji banku sanowanego i emisji nowych akcji objętych przez NBP w zamian za udzieloną pomoc finansową. Przy tej czynności utraciła w znacznym stopniu swe inwestycje także p. Lisecka-Klinz, co stoi w sprzeczności z zarzutami stawianymi w artykule.
Nie jest prawdą, zarazem niedopuszczalne jest twierdzenie zawarte w artykule, że bank należy do osoby, która jest pozbawiona akcji w tym banku.
Nie jest prawdą, jakoby dewaluacja akcji Prosper Banku była następstwem decyzji administracyjnej NBP, bowiem podjęta została na mocy przepisów art. 441, art. 435 i 431 Kodeksu handlowego. Legalność i prawidłowość takich operacji była już potwierdzona orzeczeniami sądów.
Nie jest prawdziwa informacja o niewyjaśnionych źródłach zainteresownia sanowaniem banku przez niemieckie instytucje finansowe. Sprawa znalezienia inwestora zagranicznego dla banku, który znalazł się w kłopotach finansowych, jest również podstawowym działaniem inwestycyjnym. NBP czynił takie zabiegi nie po raz pierwszy i celem naszym jest sprzedaż akcji banku wyprowadzonego z trudności.
My na to
Przyjmuję do wiadomości zapewnienie, że Hanna Gronkiewicz-
-Waltz nie zaciągała kredytów w Prosper Banku. Jest to pierwsze, znane mi, oficjalne stanowisko w tej sprawie, albowiem Urząd Ochrony Państwa, który pytałem o to na piśmie, w ogóle nie odpowiedział.
Witold Koziński. Czy wiceprezes NBP, który podejmował decyzje ratownicze wobec Prosper Banku i na którego ciągle, wobec członków zarządu Prosper Banku, powoływała się M. Lisecka-Klinz, akurat w tym, podtrzymywanym kroplówką z NBP, banku musiał ulokować na stanowisku dyrektora swego krewnego, Krzysztofa Kozińskiego?
"Głos Koszaliński" doniósł ostatnio (28 września 1995 r.), że nazwisko pierwszego zastępcy HGW zostało wymienione przez Karola K. jednego z oskarżonych w gigantycznym procesie o wyłudzanie kredytów i w konsekwencji doprowadzenie do upadłości Banku Spółdzielczego w Koszalinie. Karol K. utrzymuje, że Witold Koziński był płatnym konsultantem firmy będącej własnością głównego oskarżonego. Prokurator zapowiedział, że wezwie zastępcę Hanny Gronkiewicz-Waltz na świadka.
Znajomość z panią Martyną Lisecką-Klinz. Pani Wiśniewska stwierdza: Nie jest prawdą, jakoby była Prezes Prosper Banku, p. Martyna Lisecka-Klinz, była znajomą bądź przyjaciółką Hanny Gronkiewicz-
-Waltz, Prezesa NBP. Pani Gronkiewicz-Waltz natomiast, w wywiadzie dla "Gazety Poznańskiej" (8 sierpnia 1995 r.) powiedziała: Rzeczywiście, widziałam ją dwa albo trzy razy w "Forum" u fryzjera, gdzie mi się przedstawiła. Obstaję przy swoim zdaniu, że znajomość istniała. Wiem o tym nie z jednego tylko źródła.
Na koniec ocena prawidłowości ratowania Prosper Banku. W tej kwestii oddaję głos wybitnym praktykom i teoretykom bankowości, którzy tworzyli Komisję Badania Bilansu NBP.
(...) decyzje o sanacji banków podejmowane były na podstawie nieprawidłowo sporządzonych rachunków symulacyjnych. (...) Doprowadziło to w rezultacie do wystąpienia w bilansie banku centralnego aktywów o wysokim stopniu ryzyka oraz ograniczyło wielkość środków pomocowych, które mogły być wykorzystane w innych bankach. (...)
Zgodnie z art. 108 ust. 1 ustawy Prawo bankowe Prezes NBP jest bezwarunkowo zobowiązany do zawieszenia działalności banku i wystąpienia do sądu z wnioskiem o ogłoszenie jego upadłości w przypadku, gdy aktywa banku nie wystarczają na pokrycie jego zobowiązań. Komisja stwierdziła, że w przypadku (...) Prosper Banku Prezes NBP nie wykonał obowiązku ustawowego. (...) Komisja uważa, że Narodowy Bank Polski nie przestrzegając przepisów ustawowych, spowodował faktyczne przeniesienie negatywnych skutków działalności banków komercyjnych na centralny bank państwa (pogorszenie jakości jego aktywów), a pośrednio na budżet państwa.
Komisja stwierdziła brak skuteczności działania zarządów komisarycznych. (...) Analiza trybu powoływania przez Prezesa NBP zarządów komisarycznych i efektów ich funkcjonowania wskazuje na występowanie przypadków naruszania postanowień ustawowych, obowiązujących w tym zakresie. Itd.,itp...
Wartość środków zaangażowanych przez NBP na dzień 31 grudnia 1994 r. w związku z sanowaniem banków komercyjnych wyniosła 6 727 mld zł, w tym 5 337 mld zł (79 proc.) stanowiły środki preferencyjne, oprocentowane na 1 proc. w skali roku lub wniesiony kapitał. Założenia polityki pieniężnej na 1994 r. zakładały, że NBP przeznaczy na sanowanie banków kwotę w wysokości do 3 000 mld zł. NBP przekroczył ustaloną przez Sejm kwotę środków pomocowych o 1 002 mld zł, tj. o ponad 33 proc.!
Sejm nie zatwierdził bilansu NBP w odniesieniu do sanowania banków komercyjnych. W dalszym ciągu sądzę, że jeśli chodzi o przypadek Prosper Banku, znaczącą rolę odegrała tu prywatna znajomość obu pań prezesek.
ZakoŃczenie
Zachwalając Sejmowi powołanie HGW na prezesa NBP, prof. Falandysz tak mówił w imieniu Wałęsy: Potrzebny jest człowiek, który (...) nie będzie traktował swojej pracy jako kolejnego szczebla w karierze. (...) Powtórzę więc jedynie apel Pana Prezydenta do Wysokiej Izby, aby w imię dobra ogólnego wzniosła się ponad partyjne i grupowe interesy, wybierając Hannę Gronkiewicz-
-Waltz na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego. Historia odda sprawiedliwość tej decyzji. Nie mam wątpliwości, że będzie ona zapisana w naszych dziejach jako piękny dowód odwagi i mądrości polskiego Sejmu. (10 posiedzenie Sejmu w dniu 5 marca 1992 r.)
Dziś Wałęsa powiada, że jego niedawna pupilka to jedno wielkie nieporozumienie. My, w naszej krytyce, nie poszliśmy tak daleko, jak były protektor HGW.
Tajemnicze papiery nadzoru bankowego
Wtorek, 15 stycznia 2002r.
Wydział ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej przejął sprawę nadużyć w Banku Staropolskim, które skończyły się jego upadkiem.
Gdy prokuratorzy otrzymali kilka dni temu gotową opinię biegłego z dziedziny bankowości i rachunkowości, okazało się, że ,,pojawiły się nowe przestępstwa’’. Wcześniej przeszukano siedzibę Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego (GINB).
Prokuratura Apelacyjna, która od Prokuratury Okręgowej otrzymała tę sprawę kilka dni temu, nie chce zdradzać szczegółów. Wiadomo nam, że UOP, nie bez problemów przeszukał siedzibę GINB w Warszawie. Ta podległa NBP komórka kontrolna, pierwszy raz w swojej historii musiała otworzyć swoje szafy po nakazie prokuratury. Zabezpieczono dokumenty dotyczące Banku Staropolskiego.
Opinia zmienia sprawę
- Z opinii biegłego wynika, iż sprawa ma bardziej skomplikowany charakter. Dotyczy nie tylko Ukrainy, gdzie Bank Staropolski lokował pieniądze, ale także państw zachodnich. Nie wykluczamy, że postawimy zarzuty kolejnym osobom — poinformował nas Włodzimierz Świtoński, szef wydziału PZ Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu. Zdaniem naszych informatorów opinia biegłego jest przełomowa dla sprawy. Wynikać ma z niej, że Bank Staropolski dokonywał transferu pieniędzy nie tylko do KIB Banku na Ukrainie, czy komórek należących do holdingu Piotra B. w Invest-Holdingu. Zdaniem biegłego, GINB mógł dużo wcześniej przewidzieć, że Bank Staropolski upadnie, jednak nie podjął żadnej kategorycznej decyzji. Wiadomo, że po kilku kontrolach GINB-u w Banku Staropolskim wskazywano, że transfery tego banku są szkodliwe dla jego kondycji finansowej.
UOP w GINB
- UOP poprosił o odpowiednie dokumenty dotyczące Banku Staropolskiego od GINB. Otrzymał jednak odpowiedź odmowną. Wówczas zdobył nakaz przeszukania siedziby GINB. Oficerowie zabrali stamtąd dokumenty w tej sprawie — mówiła nam dobrze poinformowana osoba z kręgów śledztwa. GINB miał się po tym poskarżyć na UOP.
- Potwierdzam, że takie działania miały miejsce, ale dokonano ich zgodnie z wszelkimi procedurami — dodał W. Świtoński., który nie chciał jednak powiedzieć, jakie ,,papiery’’ znaleziono w GINB. Czy urzędnicy GINB dopuścili się nieprawidłowości w stosunku kontroli Banku Staropolskiego? — zapytaliśmy.
- Nie będę tego komentował — odparł W. Świtoński. — W GINB zabezpieczono dokumentację, która nadal jest przedmiotem analiz.
Co odkrył biegły?
- Z opinii tej wynika, że mogło dojść do popełnienia innych przestępstw, o których nie wiedzieliśmy. Jednak ujawnienie jakiejkolwiek informacji w tej sprawie, może jej zaszkodzić — dodał W. Świtoński. Dlaczego wydział zwalczający przestępczość zorganizowaną musiał się tym zająć?
- Sprawa stała się bardzo skomplikowana. Pojawiły się nowe wątki, do wyjaśnienia których wydział PZ powinien się przyczynić — podsumował W. Świtoński. — Nikomu na razie nie postawiono nowych zarzutów.
Piotr B. nadal chory
16 maja 2000 roku Piotr B., który kontrolował Invest-Holding przeskoczył barierkę na korytarzu Sądu Rejonowego w Poznaniu. Z lekkimi obrażeniami trafił do szpitala, gdzie przybywa do dzisiaj, choć wychodzi już na przepustki. W styczniu 2000 roku sąd ogłosił upadłość Banku Staropolskiego, gdy Komisja Nadzoru Bankowego stwierdziła jego niewypłacalność: w kasie banku brakowało ponad 460 mln zł. Natomiast Invest Bank przejął Zygmunt Solorz, właściciel m.in. Polsatu.
Przyczyną upadku miały być m.in. transfery pieniędzy za granicę. Piotrowi B. postawiono zarzut nielegalnego posiadania dokumentów bankowych oraz amunicji. Postawiono mu także zarzut zagarnięcia sporej sumy pieniędzy. Wraz z Małgorzatą K. byłą wiceprezes BS mieli wręczyć fikcyjną darowiznę 400 tys. zł jednej z plebanii. Małgorzata K. kilka tygodni spędziła w areszcie.
Marcin KĄCKI