Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.
George Orwell
KNF tuszuje korupcjogenną aferę szkoleniową
Mariusz Zielke
Urzędnicy nadzorujący spółki giełdowe za duże pieniądze szkolili petentów. Mimo skali biznesu, KNF zatuszowała sprawę
Prezentujemy nieujawnione dotąd fakty z kontroli wewnętrznej w Komisji Nadzoru Finansowego. Oceńcie sami skalę biznesu, konflikty interesów, stawki, zlecenia dla bliskich, dyrektorskie przyjaźnie i wstawienie żony na prokurenta w spółce szkoleniowej.
Szefostwo departamentu nadzorującego spółki giełdowe KNF z Jarosławem Ostrowskim i Marcinem Stronkiem na czele, pobierało w KPWiG (poprzedniczka KNF) wysokie wynagrodzenia za szkolenia od dwóch prywatnych spółek reprezentujących petentów tego departamentu. Na dodatek nie były to incydentalne przypadki tylko masowy biznes: wraz z wicedyrektorką tego departamentu tylko dla tych dwóch firm przeprowadzili 44 szkolenia w 10 miesięcy.
Dyrektorzy łamali obowiązujące ich regulacje i doprowadzali do ewidentnego konfliktu interesów. Agencja Support powiązana z domem maklerskim IDMSA zlecała prace przy szkoleniach członkom rodzin urzędników, a inna firma organizująca szkolenia – Studium Europejskie Sp. z o.o. – wpisała żonę dyrektora Ostrowskiego na prokurenta spółki. Sam dyrektor Ostrowski przyjaźnił się i spotykał (wraz z żonami) z Rafałem Abratańskim, wiceprezesem IDMSA.
Dział prawny Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG – poprzedniczka KNF) uchylił się od oceny prawnej całej sytuacji, o którą poprosił kontroler wewnętrzny. Raport o szkoleniach wylądował zaś głęboko na dnie szafy z trupami, a Stanisław Kluza, szef KNF (który – jak już napisaliśmy – stał się milionerem dzięki odkupieniu tanio akcji IDMSA bezpośrednio od Grzegorza Leszczyńskiego, prezesa IDMSA), zlekceważył zalecenia kontrolera, który żądał w 2006 r. kontynuowania kontroli i rozszerzenia jej.
Ta sprawa cały czas pozostaje niewyjaśniona, choć wraca jak bumerang. A większość z opisanych przez nas faktów nigdy nie została ujawniona przez KNF lub media.
Szkoła złamanych zasad
Czytając akta kontrolne KNF trudno nie przecierać oczu ze zdumienia, w jaki sposób działa instytucja, od której zależy bezpieczeństwo rynków finansowych w Polsce. W KNF sprawa szkoleń trafiała pod lupę trzykrotnie - w 2005 r. (w KPWiG), we wrześniu 2006 r. (w ostatnim dniu działania KPWiG, po artykule w "Pulsie Biznesu" o IDMSA), oraz w grudniu 2007 r. (w KNF, także po artykule w "PB" na temat postępowania wobec Sovereign Capital). Obecnie bada ją Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Mimo deklaracji nadzorców i oczekiwań rynku (stowarzyszeń inwestorów i doradców) nigdy jej nie wyjaśniono. Niektórzy urzędnicy uważają, że do dziś kontrola szkoleń się nie zakończyła...
Zaczęło się na początku 2005 r., kiedy po rynku poszła fama, że kilku wysokich urzędników nadzoru giełdowego można sobie wykupić na imprezę szkoleniową. Taka plotka doszła do KPWiG. Komisarze zaczęli więc debatować nad ograniczeniem ryzyka wystąpienia w takich wypadkach konfliktu interesów. Regulacje jednak - wbrew temu, co sugeruje KNF - były już w KPWiG jasne. Zgodnie z ustawą o służbie cywilnej, kodeksem służby cywilnej oraz z wewnętrznym regulaminem KPWiG, urzędnikom nie wolno było dokonywać szkoleń dla petentów i pobierać wynagrodzeń od firm podlegających nadzorowi. Nie wolno im też było pobierać honorariów w wysokości odbiegającej od standardów rynkowych.
W KPWiG obowiązywał jasno sprecyzowany „zakaz wykonywania zajęć lub czynności, które pozostają w sprzeczności z obowiązkami pracownika, lub mogą wywoływać podejrzenie o jego stronniczość bądź interesowność” (zasady obowiązujące od 15.10.1999 zgodnie z zarządzeniem nr 8/99 Dyrektora Generalnego Urzędu KPWiG)
Za każdym razem urzędnicy KPWiG przed przyjęciem zlecenia na szkolenie musieli prosić o zgodę na przeprowadzenie szkolenia dyrektora generalnego lub informować go o zamiarze podjęcia szkolenia i podpisywać specjalne oświadczenie.
"Jednocześnie oświadczam, że wykonywane czynności nie są sprzeczne z obowiązkami wynikającymi z ustawy (...) o służbie cywilnej, nie podważają zaufania do korpusu służby cywilnej, nie kolidują z wypełnieniem obowiązków służbowych, instytucja dla której będę prowadził/a wykłady oraz firma z którą zawarłem/łam umowę nie są podmiotami nadzorowanymi przez KPWiG"" – pisano w każdym oświadczeniu.
Regulacje jednak łamano, a szefowie KPWiG od lutego 2005 r. zaczęli miesiącami debatować nad nowymi formularzami i procedurami, aż w końcu urzędnikom mocno utrudniono możliwość przeprowadzania płatnych szkoleń.
Zanim to nastąpiło całemu procederowi postanowił przyjrzeć się Janusz Jabłoński, kontroler wewnętrzny i pełnomocnik ds. informacji niejawnych, który w marcu 2005 r. wszczął kontrolę biznesu szkoleniowego, co w urzędzie przyjęto z wielkim niezadowoleniem. Nic dziwnego.
W czasie kontroli wyszło na jaw, że część urzędników łamała co najmniej regulamin wewnętrzny.
„4 pracowników w 20 przypadkach popełniło nieprawidłowości polegające na złożeniu wniosku do Dyrektora Generalnego po przeprowadzeniu wykładu” (tak naprawdę uzupełniali wnioski masowo 16.03.2005 r., czego nie wolno im było robić i czego dyrektor generalny nie powinien przyjąć – od red.) - podsumowywał Jabłoński wyniki kontroli.
Ewa Dudkowska, zastępczyni Ostrowskiego, „spóźniła się” ze złożeniem jednej informacji 11 miesięcy, inna z pracownic 9 miesięcy (także jedna informacja, ale dotycząca szkolenia w dniu pracy, realizowanego na polecenie szefa), a Marcin Stronk z 3 informacjami zwlekał od 4 do 6 miesięcy. Rekordzista, sam dyrektor Ostrowski, nie złożył 7 wniosków, które 16.03.2005 r. uzupełnił zaliczając 4-8 miesięczną zwłokę.
Konsekwencje dyscyplinarne
Wspomniane opóźnienia nie są wcale drobnym uchybieniem, bo zgodnie z przepisami i zasadami obowiązującymi w KPWiG, to nie była tylko formalność. Dyrektor generalny mógł zakazać udziału w szkoleniach, mógł zwrócić uwagę na skalę prowadzonej działalności szkoleniowej, a z powodu nie złożenia wniosku powinien wyciągnąć dyscyplinarne konsekwencje.
„Złożenie takiej informacji przez urzędnika służby cywilnej będzie wnioskiem o wyrażenie zgody. Nie dostarczenie wypełnionego wniosku jest naruszeniem obowiązków urzędnika korpusu służby cywilnej z pełnymi konsekwencjami dyscyplinarnymi” - pismo o takiej treści wszyscy urzędnicy KPWiG dostali już w listopadzie 2003 r.
Poza tym, jaki cel i jaką wartość do oceny zgodności szkoleń z przepisami i etyką miały wnioski informacyjne złożone kilka miesięcy po wykładach?
Dyrektorzy tłumaczyli zwłokę „spiętrzeniem zajęć”. Wobec poniższych ustaleń to jednak rzeczywiście może wydawać się drobiazgiem.
Kontrola wykazała, że 16 urzędników KPWiG w ciągu 10 miesięcy (czerwiec 2004-marzec 2005, kontroler ograniczył badanie do tego okresu) przeprowadziło łącznie przynajmniej 82 płatne szkolenia. Jednak większość urzędników brała udział w szkoleniach stosunkowo rzadko. Ponad połowę wszystkich wykładów (50) obsłużyła wymieniona wyżej trójka dyrektorów: Ostrowski, Stronk i Dudkowska. Prawie wszystkie prace dla nich zleciły tylko dwie firmy: Agencja Support (8 szkoleń) oraz Studium Europejskie (36 szkoleń).
44 szkolenia w ciągu 10 miesięcy, prawie 5 szkoleń miesięcznie, jedno tygodniowo.
Ponadto obaj zleceniodawcy reprezentowali petentów urzędu i są powiązani z firmami uzależnionymi od decyzji nadzorcy giełdowego – z IDMSA (w przypadku Agencji Support) oraz z kancelarią prawną Professio (w przypadku Studium Europejskiego).
Na zajęciach szkolono spółki przygotowujące się do wejścia na GPW lub spółki giełdowe, a urzędnicy pobierali za wykłady bardzo wysokie wynagrodzenia. Rekordzista (Ostrowski) otrzymywał – jak sam stwierdził - 11 tys. zł dniówki. "Puls Biznesu", który wątek działalności Agencji Support opisał szczegółowo, podawał znacznie wyższe kwoty. W artykule „Dom latających papierów” z 18 września 2006 r., gazeta twierdziła, że Ostrowski brał od powiązanej z IDMSA agencji nawet 16,5 tys. zł za jedno szkolenie. A miało to być honorarium za edukowanie spółki Trevelplanet, której prospekt urzędnik potem sprawdzał już jako nadzorca i wobec której rzekomo wszczął potem postępowanie administracyjne (tak oświadczył, ale to sformułowanie zostało wycięte z oficjalnego oświadczenia Ostrowskiego dla mediów, nam zaś nie udało się dotrzeć do wyników postępowania wobec Travelplanet).
"Puls Biznesu" wyliczył, że tylko za kilka szkoleń Jarosław Ostrowski pobrał od Agencji Support (wraz ze znajomą) 65 tys. zł wynagrodzenia. Fakt, że przyjaźnił się z Rafałem Abratańskim i jego żoną, chyba tych kwot nie usprawiedliwia.
„Nasze spotkania prywatne z panem Abratańskim, jego małżonką i moją małżonką, miały charakter wyłącznie towarzyski i nie były częste” - zapewniał Ostrowski na sali sądowej podczas jednego z procesów, dodając m.in., że prezenty od IDMSA na adres domowy otrzymywał tylko z okazji świąt i nie miały one wielkiej wartości.
Stronk otrzymywał za szkolenia niższe kwoty – około 6-7 tys. zł za szkolenie. W tym gronie dyrektor Dudkowska była zdecydowanie mniej „ceniona” - jako jedyna otrzymała stawkę rzeczywiście znacznie bliższą rynkowej i przyzwoitą – około 1,1-1,5 tys. zł. I prawdopodobnie miała prawo przypuszczać, że nie robi niczego złego.
Stronk i Ostrowski przy okazji załatwiali pracę znajomym. Stronk żonie, która za „przygotowanie materiałów” do konferencji otrzymała kilka tysięcy złotych honorarium. Ostrowski – siostrzenicy (lub szwagierce). Co ciekawe prace siostrzenicy-szwagierki Ostrowskiego i żony Stronka były co najmniej ponad dwukrotnie wyżej wycenione przez Support niż prezentacja fachowej wiedzy dyrektor Dudkowskiej.
„Ja nie pamiętam dokładnie czego dotyczyło szkolenie, bo prowadził je ktoś inny, ale prawdopodobnie emisji akcji. Podpisanie tej umowy zaproponował mi mój szwagier pan Jarosław Ostrowski. To było powiązane ściśle z kierunkiem moich studiów, byłam na V roku prawa i pisałam pracę magisterską z emisji akcji. Treść umowy przekazano mi pocztą albo przez szwagra, nie pamiętam. Nie uczestniczyłam w rozmowach na temat treści tej umowy. Nie pamiętam ile wynosiło wynagrodzenie, może około 6 000 złotych za obie umowy. Nie pamiętam na co wykorzystałam te środki” - zeznawała w sądzie podczas jednej z rozpraw o naruszenie dóbr osobistych szwagierka Ostrowskiego.
Czy przez te zlecenia dyrektorzy próbowali ukryć prawdziwe dochody przed szefostwem? A może przed fiskusem?
W sądzie wszyscy zgodnie zaprzeczyli, twierdząc, że praca była wykonywana, a jej wykonawcy nie dzielili się pieniędzmi z dyrektorami.
„Pod koniec 2004 roku współpracowałam z Agencją Support. Przygotowałam materiały do wykładów. To było w ramach umowy o dzieło. Były chyba 2 umowy. Z tych umów wynagrodzenie wynosiło około 6 000 złotych z kawałkiem netto” - zeznawała żona Stronka.
Nieprawidłowości było jednak więcej.
Ostrowski nie poinformował kontrolera KPWiG o swoich związkach ze Studium Europejskim, w jednym przypadku mylili mu się zleceniodawcy, podawał też inne dane finansowe niż wynikające z dokumentów i artykułu w „Pulsie Biznesu”. Nie wiadomo, które były prawdziwe, bo KNF tego nie sprawdził (w przypadku Stronka dane w "PB" były podane prawidłowo i odpowiadały oświadczeniom).
Co na to wszystko KNF? Nie widzi problemu.
„Kierownictwo KPWiG niestety tolerowało takie konflikty interesów. UKNF wielokrotnie to krytykował, również w mediach. Po reformie nadzoru, w UKNF wyeliminowano szkodliwe praktyki i wprowadzono zakaz prowadzenia odpłatnych szkoleń” - pisze do nas rzecznik KNF.
Problem w tym, że wyjaśnienia od KNF oczekiwali wszyscy (stowarzyszenia inwestorów, maklerzy, sam odchodzący przewodniczący KPWiG) i go nie otrzymali. Ponadto KNF otrzymał "w spadku" postępowanie wyjaśniające, którego nie skończył lub którego wyniki ukrył. Dyrektora Ostrowskiego zamieszanego w podejrzane szkolenia wręcz awansowano (był pełniącym obowiązki dyrektora w KNF, teraz jest dyrektorem).
Studium przypadków
Wątek szkoleń dotyczący Agencji Support dosyć dokładnie opisał w 2006 r. „Puls Biznesu” (artykuł z 18 września „Dom latających papierów”). Support to agencja zajmująca się relacjami inwestorskimi. Należy do Doroty Chrzanowskiej, żony Rafała Abratańskiego i jego teściowej. Support zwykle pracuje z klientami IDMSA doradzając im w relacjach z mediami i inwestorami – wiele firm wchodzących na GPW z pomocą IDMSA korzystało z usług tej agencji, co roku spora cześć przychodów agencji pochodzi z usług dla IDMSA. Support jednak zleciła w badanym przez kontrolera wewnętrznego okresie „tylko” 8 usług szkoleniowych urzędnikom.
Sprawy Studium Europejskiego, zleceniodawcy 36 szkoleń dla dyrektorów z departamentu emitentów, nigdy nie opisano w mediach. Sama Komisja, mimo burzy wokół tematu szkoleń w końcu 2006 r. i w końcu 2007 r., także ją przemilczała i ukryła przed opinią publiczną. Łukasz Dajnowicz wręcz pomniejszał ustalenia kontrolerów i informował media, że kontrola wykazała jedynie drobne opóźnienia w przekazywaniu wniosków do dyrektora generalnego.
Tymczasem nazwa Studium Europejskie może sugerować, że mamy do czynienia z organizacją non profit, pozarządową instytucją, częścią uczelni. Ilona Pieczyńska-Czerny, szefowa departamentu postępowań w KNF (od ścigania giełdowych przekrętów), w wyjaśnieniach do kontrolera Jabłońskiego pisała nawet, że przyjęła jedno zlecenie od Instytutu Europejskiego (mając na myśli Studium Europejskie Sp. z o.o., a nie żadną uczelnię).
Pobieranie kasy od kogoś takiego, to przecież nic złego.
Tymczasem Studium to typowo komercyjna spółka, którą na początku 2004 r. przejęli: Małgorzata Rodak i Marcin Szymański. Jeszcze w 2004 r. w spółce pojawił się też prawnik Adam Szczepanik, początkowo jako prokurent, a w 2005 r. jako prezes i współwłaściciel (obok Rodak). Nowi właściciele i menedżerowie (Rodak i Szczepanik) byli i są związani z kancelarią prawną Professio, która specjalizuje się w sprawach giełdowych i reprezentowaniu klientów w postępowaniach przed KNF. Współwłaścicielem Professio jest Sławomir Kamiński, były pracownik domu maklerskiego PKO BP. Kamiński poza tym jest członkiem zarządu spółki Access, która także specjalizuje się w doradztwie na rynku kapitałowym. Odpowiada w Access za pion ofert publicznych.
„Posiada czternastoletnie doświadczenie w zakresie przygotowywania i wprowadzania spółek na giełdę, w tym m.in. sporządzania prospektów emisyjnych. Jako ekspert z zakresu papierów wartościowych (wpisany na listę biegłych sądowych) oraz doświadczony specjalista z zakresu prawa spółek, wspiera pod kątem prawnym przeprowadzane transakcje.” - czytamy w jego notce biograficznej.
Kamiński zapewnia, że nie miał żadnych związków ze Studium Europejskim.
„Natomiast sprzeciwiam się stanowczo insynuacjom, jakoby szkolenia zlecane przez Studium Europejskie miały w jakikolwiek sposób służyć dla PROFESSIO. Gdyby zadał Pan sobie trochę trudu, znalazłby Pan z pewnością informacje, że w tamtym okresie Kancelaria PROFESSIO nie była specjalnie aktywna, a już na pewno nie przygotowywała prospektów emisyjnych ani też nie uczestniczyła w żadnym postępowaniu przed KPWiG (podkreślam "żadnym")” – zaznacza Sławomir Kamiński.
„Studium Europejskie - nie zajmowało się reprezentowaniem spółek przed Urzędem Komisji w postępowaniach o dopuszczenie akcji na GPW. Nigdy się tym nie zajmowało. Studium organizowało jedynie szkolenia dla osób zainteresowanych tą tematyką. Jeżeli zaś sugeruje Pan w tym wypadku działania na rzecz Klientów Kancelarii... to Kancelaria w tym zakresie rozpoczęła działalność znacznie, znacznie później. Dodatkowo informuję Pana, iż nie było ANI JEDNEGO TAKIEGO PRZYPADKU - ażeby Studium Europejskie zorganizowało szkolenie dla podmiotu, który byłby reprezentowany przez PROFESSIO w Urzędzie Komisji” – dodaje w piśmie do nas Adam Szczepanik.
Przyjmujemy wyjaśnienia. Ale dlaczego KNF też przyjęła taki punkt widzenia bez żadnej analizy?
Studium Europejskie na stronie giełdowej jasno pisało, że jego klientami są spółki giełdowe, domy maklerskie, spółki przygotowujące oferty publiczne.
„Dążymy do tego, aby nasze szkolenia stały się miejscem spotkań między regulatorami rynku a jego uczestnikami. (…) Klientami Studium Europejskiego były między innymi wszystkie spółki giełdowe oraz spółki przygotowujące ofertę publiczną” - pisało w tamtym czasie na swojej stronie internetowej Studium Europejskie.
Przepisy i zasady były zaś jasne: pracownikom KPWiG nie wolno było szkolić za pieniądze podmiotów nadzorowanych i petentów. „Miejsce spotkań” mogło więc być taką Agorą urzędników i petentów, ale za darmo.
Po kontroli w KPWiG działalność Studium Europejskiego została znacznie ograniczona, przychody firmy spadły, a obecnie spółka funkcjonuje w bardzo ograniczonym zakresie (ma biuro w Professio, nie odpowiada na mejle i telefony, nie aktualizuje stron www).
Dodatkowo okazuje się, że prokurentem Studium Europejskiego w czasie przeprowadzania szkoleń przez KPWiG była Krystyna Ostrowska, żona Jarosława Ostrowskiego, wspomnianego wyżej dyrektora.
"Jeśli chodzi o UKNF, to p. Ostrowski poinformował, że jego żona nigdy nie była zatrudniona w spółce Studium Europejskie, prowadziła rozmowy, miała wykonywać pracę jako prokurent i dlatego została wpisana do KRS, ale ze względów osobistych do zatrudnienia nie doszło" - podaje Dajnowicz.
Adam Szczepanik także zapewnia, że Ostrowska nie była zatrudniona w Studium, a Ostrowski nie miał żadnego wpływu na działalność firmy szkoleniowej.
W KRS Studium Europejskiego żona Ostrowskiego jako prokurent figurowała przez blisko rok – wniosek o wpisanie jej do KRS złożono w lutym 2004 r. – wypisano ją w lutym 2005 r. Prokurę cofnięto dokładnie w okresie, w którym w nadzorze giełdowym zaczęto sprawdzać aktywność szkoleniową urzędników. Ostrowski w rozmowie telefonicznej z nami przyznał, że jego żona została do tej spółki polecona przez niego i miała zajmować "dość wysokie stanowisko".
Dyrektor przez kilka tygodni nie odpowiedział na nasze pytania skierowane do niego bezpośrednio mejlem. Wcześniej on i pozostali urzędnicy zapewniali w oświadczeniach i wypowiedziach, że nie robili niczego niezgodnego z prawem i nieetycznego (wszystkie oświadczenia na stronach KNF) a szkolenia prowadzili w dobrej wierze.
Najważniejsze pytania do komisji wciąż jednak pozostają bez odpowiedzi.
Dlaczego KNF, nigdy nie sprawdziła, czy postępowanie własnych urzędników miało wpływ na zatwierdzanie prospektów, czy przymykano oko na błędy, pomagano je poprawiać z pominięciem procedur, preferowano poszczególne spółki? Dlaczego nie weryfikowano wysokości honorariów za szkolenia i nie ustalono dokładnych zleceniodawców szkoleń, a potem nie sprawdzono, czy mieli oni ułatwioną drogę w urzędzie?
Być może urzędnicy rozdzielali prywatne zarobki od pracy w urzędzie. Mamy jednak wątpliwości. Bo jeśli urzędnik państwowy otrzymuje za jeden dzień pracy wynagrodzenie znacznie wyższe niż miesięczna pensja, jeśli szkoli swoich petentów, szkolenia stają się stałym, drugim (a pod względem wysokości może nawet pierwszym) źródłem dochodów, takie pytania są nie tylko uzasadnione, ale i niezbędne. Powinny paść w KNF i tam zostać wyjaśnione, a do dziś tego nie zrobiono.
"Z pewnością Pan rozumie, że nie mamy uprawnień dochodzeniowo śledczych: zajmujemy się nadzorem nad rynkiem finansowym, nie mamy podstaw prawnych do badania przepływów finansowych między prywatnymi (nie nadzorowanymi przez KNF) podmiotami i osobami. W demokratycznym państwie prawa każda instytucja działa w granicach swoich kompetencji. Sprawy, o których Pan pisze, wyjaśnia od dłuższego czasu prokuratura (i bardzo dobrze!), z którą współpracujemy i która nie postawiła nikomu żadnych zarzutów. Niezależnie od tego UKNF zwrócił się do odpowiednich organów państwa, posiadających uprawnienia dochodzeniowo śledcze, o przyjrzenie się sprawie" – odpiera rzecznik KNF.
To nie koniec sprawy KNF. Wkrótce w ngi24.pl kolejne części z cyklu o działalności tej instytucji - będzie jeszcze ciekawiej, bo na scenę wkroczy mafia, gangsterzy, agencje towarzyskie i służby specjalne. Zapraszamy.
Do obejrzenia:
Zestawienie szkoleń - cz.1
Zestawienie szkoleń - cz.2
Zestawienie szkoleń - cz.3
Zestawienie szkoleń - cz.4
Wniosek o zgodę na szkolenie
Jak dyrektor tłumaczy wysokość wynagrodzenia
aktualizacja: 13.07.2009 (zmiana tytyłu ze względów edytorskich)
5 lipca 2009 21:27
|
Wyślij link
|
Drukuj
|
Pobierz jako PDF
|




tytuł komentarza
autor
komentarz
Kod z obrazka (wymagany)
po takich informacjach CBA powinna zatrzymać urzędników i zabezpieczyć dokumenty by nie mataczyli i nie ustalali zeznań.
per saldo zapłaci emitent, który właśnie składał papiery w urzędzie.
Proponuję Panom redaktorom pociągnąć wątek poznańskich układów IDMu.
i popełnia duży błąd. być może za mało wie o swoich kolegach, jak się dowie więcej może być już dla kluzy za późno na składanie wyjaśnień.
to ten rynek prasy widać dynamiczny sie zrobił :)
PS. Brudy należy prać w szczególności te państwowe, które dotyczą również podatników.
A sam materiał słabiutki. Odgrzewane kotlety, odpowiedzialność Kluzy problematyczna.
I jeszcze ten przyszyty Łukaszowi D. komentarz. Gdyby to rzeczywiście rzecznik KNF był jego autorem, to znaczyłoby, ze oszalał. A moim zdaniem jest zupełnie przytomny. Gołym okiem widać, że ktoś to napisał tak, by przylgnęło do Dajnowicza i go dyskredytowało.
Jednym słowem spora akcja przeciw KNF-owi, ale z daleka pachnąca manipulacją. Nie wróżę powodzenia, szkoda że dziennikarze dali się w to wpuścić, bo prędzej czy później niezależne gazety internetowe są konieczne, a teraz innym będzie trudniej.
Odgrzewany kotlet czy nie, a mocno śmierdzi, skoro znałeś temat wcześniej i nic nie zrobiłeś to widać że sympatyzujesz z grupą urzędników-szkoleniowców, masz do tego prawo.
Ale bądź spokojny sprawa będzie miała finał i będzie jeszcze na pierwszych stronach gazet, o to się nie martw, co brudne wyjdzie na wierzch.
Panie Mariuszu Z., niech pan się zwolni z KNF i wraca na szkolenia. Wtedy zobaczymy czy pana stawka pozostanie na poziomie kilkunastu tysięcy zł dziennie.
a co dopiero z obowiązkiem urzędnika kierowania spraw do prokuratury w przypadku nieprawdziwych prospektów i odpowiedzialności karnej.
zawiadomili prokuraturę pewnie po roku od wykrycia przestępstw i tylko dlatego że pojawiła się presja wobec biura ktore ma coraz wiecej niezadowolonych klientów.
/Gazeta Finansowa 20-26 marca 2009/
http://www.polandsecurities.com/Electus_Gazeta-Finansowa_20.03.2009.pdf
IDMSA/Electus - Co widać z uchylonych zuflad?
/Gazeta Finansowa 6-12 marca 2009/
http://www.polandsecurities.com/IDM_SA_Gazeta_Finansowa_6.03.2009.pdf
IDM pękł z hukiem (którego wielu woli nie słyszeć)
/Gazeta Finansowa 13-19 lutego 2009/
http://www.polandsecurities.com/IDM_pekl_z_hukiem-Gazeta_Finansowa.pdf
Jest całkiem możliwe że puszcza informacje o układach w polskim nadzorze w FT lub WSJ i lecimy.
nadzorcy biora kapuste od emitentów za posrdenictwem brokera sporzadzajacego prospekty? gdzie my jesteśmy panowie?
niech ten kluza i jego koledzy założą placówkę oswiatową i wtedy niech kształąca emitentów... :)
pies z kulawa noga by ich nie odwiedził :)
ale jak urzęnik zatwiedzający prospekt chce szkolic to nie wypada odmówić!
Ten skansen można tylko rozwiązać i powiesić na drzwiach closed [klozet].
Nowy nadzór powinien powstać – bo w tej chwili to jest organizacja ds. układów z petentami, a nie nadzór. Jeszcze za to wszyscy płacimy, raz jako podatki, dwa jako akcjonariusze spółek, które dają kasę urzędnikom za szkolenie
Do tego nie wiemy co kupujemy – bo nadzór jest zmotywowany przez zarządy spółek do prac szkoleniowych :)
ja śmierdzę, mój uczeń śmierdzi, razem śmierdzimy w tym gównie szkoleniowo-pseudonadzorczym, to się z obsranymi gaciami nie obnosimy
Jak wiemy stawki w KNF są dużo wyższe niż 475 zł, ale warto zbadać czy rosną tak dynamicznie jak w służbie zdrowia :-)
Jezeli prawda jest, ze komentarz
"Czy nie ma ważniejszych problemów? Łukasz D. (3 lipca 2009 9:57)
Szanowni Państwo,
Chciałbym zwrócić uwagę, że wszystkie sprawy na temat Przewodniczącego Kluzy, o których pisze pan Zielke, miały miejsce ponad dwa lata temu. Czy naprawdę warto cofać się wstecz? ..."
jest napisany przez rzecznika KNF
i jezeli prawda sa wydarzenia opisane w artykule Mariusza Zielke
"Urzędnicy nadzorujący spółki giełdowe za duże pieniądze szkolili petentów. Mimo skali biznesu, KNF zatuszowała sprawę"
to w zasadzie powinno sie jak najszybciej zlikwidowac UKNF a winnych nadurzyc stosownie ukarac
2/
Jestem ciekaw, czy p. Abratański bylby tak uprzejmy i sprzedalby mi (lub innemu nieznanemu mu inwestorowi) dzisiaj powiedzmy milion akcji po 20 gr (tak aby zachowac analogie do transakcji zawartej z p. Kluza) jezeli tak to prosze o kontakt - w tej cenie chetnie kupie nawet 5 milionow akcji
3/
"W grudniu 2006 r. pieniądze Szefa (jak nazywają go dyrektorzy w KNF) dość zaskakująco zostały pomnożone w innej spółce - Arterii, której akcje na rynek publiczny wprowadzał IDMSA. To była jedna z lepszych ofert publicznych w tamtym czasie. Kluza znalazł się na liście 10 największych nabywców akcji tej spółki obok ośmiu instytucji finansowych i tylko jednej osoby prywatnej - Rafała Abratańskiego, wiceprezesa IDMSA. Przewodniczący KNF zainwestował w Arterię ponad 300 tys. zł. W kilka dni zarobił 100 tys. zł (tak wyliczył Newsweek). Mimo bardzo dużej, sięgającej 99 proc., redukcji, przydziałów inwestorom indywidualnym, Kluza otrzymał od maklerów więcej akcji niż kilka funduszy inwestycyjnych (mniej otrzymały np. Generali Życie, SEB4, czy Arka Akcji)."
jezeli to jest prawda to w mojej ocenie
- sprawa powinna znalezc sie w prokuraturze, gdyz jest to ewidentny przekret, ktory powinien byc ukarany (razem z p. A.)
- p. Kluza powinien zostac natychmiast odwolany za naruszenie ustawytworzacej KNF i Konstytucji
RESUME:
Jezeli opisywane przez ngi24 zdarzenia faktycznie mialy miejsce to p. Kluza natychmiast powinien podac sie do dymisji, jezeli tego by nie zrobil to Donald Cudotworca natychmiast powinien go odwolac, a oprocz tego sprawa powinna sie zajac prokuratura i Urzad Skarbowy
A prokuratura pewnie zyskała dzięki publikacjom ngi24 kilka nowych dochodzeń, i nie tylko prokuratura.
Czy ktos sprawdził kto zasiada w fundacji Kluzy? Ja zajrzałem. Niejaki Plociński. Ten co to zawsze z Kluzą jak najwierniejszy giermek i zausznik. Ciekawe czy nie jest w konflikcie interesów? Bo na te fundację to banki płacą. A Plociński to dyrektor zarządzający! Mimo najkrotszego stazu i braku doswiadczenia ma tu teraz chyba najwyzsza kase.
O co tutaj chodzi, jaka fundacja? kto wpłaca pieniądze? banki kontrolowane przez Kluzę???
to w Afryce nie mają tak bananowych urzędów :)
http://www.case.com.pl/strona--ID-seminaria_bre_bank,seminarium_id-22730071,nlang-19.html
Rozwój bankowości transgranicznej a konkurencyjność sektora bankowego w Polsce
Data: 2008-12-11
Godzina: 15:00
Tytuł
Rozwój bankowości transgranicznej a konkurencyjność sektora bankowego w Polsce
Zainteresowanie ze strony banków zagranicznych otwieraniem w Polsce oddziałów pojawiło się wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Więcej ->
W dyskusji panelowej wzięli udział
Jadwiga Zaręba (prezentacja) - ekspert CASE
"Rozwój oddziałów banków zagranicznych w Polsce na tle tendencji w Unii Europejskiej"
mec. Jacek Czabański, mec. Paweł Gałuszyński (prezentacja) - partnerzy w kancelarii prawnej White&Case
"Przekształcenia banków zagranicznych w oddziały - nowe otwarcie dzięki możliwości transgranicznego łączenia banków. Aspekty prawne"
Tadeusz Parys (prezentacja) - dyrektor Departamentu Licencji Bankowych PNB KNF
"Kierunek zmian nadzoru nad operacjami transgranicznymi"
Termin
Miejsce
11 grudnia 2008 r. o godz. 15:00
Siedziba BRE Banku SA, sala nr 3, V p.
ul. Senatorska 18, Warszawa
Organizatorzy
CASE - Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych
BRE Bank SA
Departament Licencji Bankowych
Dyrektor: Tadeusz Parys
Z-ca Dyrektora: Katarzyna Seweryniak
Kontakt
tel: 22 262-48-13
fax: 22 262-48-19
Do zadań Departamentu Licencji Bankowych należy:
1) wykonywanie zadań dotyczących prowadzenia postępowań w sprawach związanych z dopuszczeniem podmiotów do podejmowania i prowadze-nia działalności bankowej, w tym z wydawanymi przez Komisję zgodami i zezwoleniami, w szczególności:
a) prowadzenie postępowań administracyjnych w sprawach o udziele-nie przez Komisję zezwolenia na utworzenie banku krajowego, od-działu banku zagranicznego albo przedstawicielstwa banku zagra-nicznego lub instytucji kredytowej,
b) prowadzenie postępowań administracyjnych w sprawach o udziele-nie przez Komisję zezwolenia na utworzenie przez bank krajowy banku lub oddziału na terytorium państwa nienależącego do Euro-pejskiego Obszaru Gospodarczego,
c) prowadzenie postępowań administracyjnych w sprawach o udziele-nie przez Komisję zezwolenia na rozpoczęcie działalności przez bank krajowy lub oddział banku zagranicznego,
d) prowadzenie postępowań administracyjnych w sprawach zawia-domień o podjęciu działalności na terytorium innego państwa nale-żącego do Europejskiego Obszaru Gospodarczego przez bank kra-jowy lub instytucję finansową mającą siedzibę na terytorium Rze-czypospolitej Polskiej,
e) prowadzenie postępowań administracyjnych w sprawach zawia-domień o podjęciu działalności na terytorium Rzeczypospolitej Pol-skiej przez instytucję kredytową lub instytucję finansową z innego państwa należącego do Europejskiego Obszaru Gospodarczego,
f) prowadzenie postępowań administracyjnych w sprawach o udziele-nie przez Komisję zgody na powołanie 2 członków zarządu, w tym prezesa w bankach w formie spółki akcyjnej, prezesa zarządu w bankach spółdzielczych oraz dyrektora i jednego z zastępców dy-rektora oddziału banku zagranicznego,
g) prowadzenie postępowań administracyjnych w sprawach o powo-łanie lub odwołanie powiernika i zastępcy powiernika w bankach hipotecznych,
h) prowadzenie postępowań administracyjnych w sprawach zezwoleń Komisji na wykonywanie prawa głosu na walnym zgromadzeniu banku, jeśli w wyniku objęcia lub nabycia akcji osoba zamierzająca je nabyć lub objąć osiągnęłaby lub przekroczyła próg 10%, 20%, 25%, 33%, 50%, 66% i 75% na walnym zgromadzeniu,
i) prowadzenie postępowań administracyjnych w sprawie udzielenia przez Komisję zezwolenia na dokonanie zmiany w statucie banku,
j) dokonywanie czynności mających na celu wydanie przez Komisję opinii w sprawie zmian w statutach banków państwowych,
k) prowadzenie postępowań administracyjnych w sprawach udziele-nia przez Komisję zgody na nabycie przedsiębiorstwa bankowego lub jego zorganizowanej części;
2) wykonywanie zadań związanych z ewidencjonowaniem i dystrybucją danych o działających w Polsce bankach, instytucjach pieniądza elek-tronicznego i instytucjach kredytowych.
4 września do Prezesa Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej wpłynął wniosek „o stwierdzenie nieważności uchwały Komisji Nadzoru Bankowego z dnia 12 stycznia 2000 r. w sprawie zawieszenia działalności Banku Staropolskiego SA w Poznaniu".
Wnioskodawcy to Stowarzyszenie Pokrzywdzonych Przez System Bankowy z siedzibą w Poznaniu i stowarzyszenie osób, które czują się poszkodowane przez Bank Staropolski SA oraz Invest Bank SA z siedzibą w Gdańsku.
Ofiary
Sporządzony przez dwa stowarzyszenia wniosek jest w istocie obszerną i profesjonalnie wykonaną analizą prawną, można nawet powiedzieć, że wraz z załącznikami stanowi białą księgę upadłości „Staropola". W dokumencie rym nie przeczyta się jedynie o kryjących się za długimi ciągami zer ludzkich tragediach. Pisaliśmy o tym („Solorz i upadli-na", „NIE" nr 46/2002), jak tracąc oszczędności życia ludzie odbierali sobie życie, jak pod wpływem stresu stawali się kalekami, jak z dnia na dzień stawali się dziadami, rozpadały się ich biznesy, tracili rodziny.
W zależności od posiadanego wkładu Fundusz Gwarancyjny zwracał równowartość 1000 do 10 000 euro. Ci, którzy mieli w Staropolskim większe pieniądze, stracili je. Poszkodowanych jest kilkadziesiąt tysięcy, mówi się nawet o 150 tysiącach. Zrzeszyli się w
kilku ogólnopolskich stowarzyszeniach i od 8 lat próbują dociec prawdy, odzyskać pieniądze i spowodować ukaranie winnych.
Fakty
Wniosek z 4 września zawiera w uzasadnieniu szczegółowe zestawienie wszystkich kolejno po sobie następujących działań, których skutkiem była upadłość banku. Najważniejsze momenty tej historii:
• Listopad 1998 r. Między Invest-Bankiem Piotra Bykowskiego a Telewizją Polsat i spółką PAI Media będącymi własnością Zygmunta Solorza--Zaka zostaje podpisane porozumienie. Solorz, tworzący wówczas Powszechne Towarzystwo Emerytalne Polsat SA, potrzebuje banku. Porozumienie mówi o wykupieniu przez Solorza 50 proc. udziałów Invest-Banku, o połączeniu Invest-Banku i Staropolskiego w całość oraz o dofinansowaniu ich działalności przez Grupę Polsat, w razie takiej konieczności stwierdzonej przez Komisję Nadzoru Bankowego lub audytora.
• Grudzień 1998 r. Komisja Nadzoru Bankowego nakazuje wszystkim bankom zaangażowanym na rynkach wschodnich utworzenie rezerw w związku z kryzysem w Rosji. Dotyczy to między innymi Staropolskiego, który inwestuje na Ukrainie oraz w Mołdawii.
• Wrzesień 1999 r . Komisja Nadzoru Bankowego w nawiązaniu do negocjacji prowadzonych z przedstawicielem Grupy Polsat żąda wprowadzenia do Staropolskiego zarządu związanego z Polsatem. Grupa Invest (czyli strona Bykowskiego) będąca wciąż właścicie-lem Staropola, mając na uwadze planowane faktyczne połączenie obydwu i tak funkcjonujących wspólnie banków oraz zrealizowanie celu strategicznego, jakim było dekapitalizowanie Invest-Banku, zgadza się na żądania KNB. Od tego czasu władzę nad Staropolskim przejmują ludzie Solorza.
• Październik 1999 r. Wykonując kolejne zalecenie KNB, Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie do 5-osobowej Rady Nadzorczej Staropolskiego powołało 4 przedstawicieli Grupy Polsat. Jedynym przedstawicielem Grupy Invest pozostał przewodniczący Rady Piotr Bykowski.
• Październik, listopad i grudzień 1999 r. Powstają trzy „bilanse" Staropolskiego. Wszystkie, zdaniem biegłych rewidentów, mają dwie zasadnicze wady: po pierwsze nagle z bilansów zniknęła połowa aktywów o wartości co najmniej 420 mln zł, a dzieje się to przez niezgodne ze sztuką księgową umieszczenie ich w dziale „pozycje pozabilansowe"; po drugie ujęte w „bilansach" aktywa w postaci akcji Invest-Banku mają rażąco zaniżoną wartość - zamiast 255 mln zł wpisano wartość 118 mln zł. Według tych bilansów rzekoma strata Staropolskiego za 11 miesięcy 1999 r. wynosiła 396 min zł.
•Listopad 1999 r. Generalny Inspektor Nadzoru Bankowego zleca zarządowi Staropolskiego przeprowadzenie badania bilansu banku przez zewnętrznego audytora, renomowaną firmę Deloitte & Touche,
• 10-11 stycznia 2000 r. Inwestor zewnętrzny, potężny amerykański fundusz Templeton, zgadza się zainwestować 199 mln zł w połączone banki Staropolski i Invest-Bank. Powstaje projekt umowy, a Zygmunt Solorz--Żak oświadcza, że skłonny jest zaakceptować zaangażowanie kapitału amerykańskiego.
• 12 stycznia 2000 r. Komisja Nadzoru Bankowego, nie dysponując bilansem ani jednostkowym, ani skonsolidowanym, oraz nie czekając na wynik zleconego przez siebie badania, które przeprowadza Deloitte & Touche, zawiesza działalność Banku Staropolskiego SA..
• 13 stycznia 2000 r. Przewodnicząca KNB Hanna Gronkiewicz-Waltz w wystąpieniu w telewizji Polsat (sic!) mówi, że podstawową przesłanką decydującą o zawieszeniu. działalności Staropolskiego byt fakt wytransferowania przez członków zarządu banku ogromnych kwot na prywatne konta. W dwa lata później zakończyło się prowadzone przez Prokuraturę Apelacyjną w Poznaniu przy udziale UOP (następnie ABW) śledztwo, które wykazało niezbicie, że żaden z członków zarządu i rady nadzorczej banku nie dokonał żadnych transferów na swoje prywatne konto.
• Luty 2000 r. Deloitte & Touche odmawia wydania opinii o bilansie Staropolskiego wobec nieuzyskania dostępu do kompletnej dokumentacji.
• Czerwiec 2000 r. Piotr Bykowski doprowadzony przed poznański sąd przeskoczył balustradę i skoczy! z wysokości 2 piętra. Przypłacił to tylko złamaniem nogi i uszkodzeniem ręki. Czy była to próba ucieczki, czy akt desperacji, do końca nie wiadomo.
Jak widać z powyższego ciągu zdarzeń, decyzja KNB o zawieszeniu działalności Staropolskiego stała w całkowitej sprzeczności z rzeczywistą sytuacją finansową banku. Wyczerpuje to znamiona decyzji podjętej z rażącym naruszeniem prawa w rozumieniu art. 156 §l pkt2 k.p.a.
Premier
Pozostaje wyjaśnić, dlaczego autorzy wniosku kierują go na ręce Donalda Tuska. Otóż instytucja, w której zapadła z rażącym naruszeniem prawa decyzja o zawieszeniu banku Staropolskiego, nie istnieje. Nie ma już Komisji Nadzoru Bankowego, została zlikwidowana l stycznia tego roku, a w jej miejsce powołano Komisję Nadzoru Finansowego. Zgodnie z orzecznictwem i doktryną postępowania administracyjnego w takim wypadku właściwy do stwierdzenia nieważności decyzji jest organ administracji wyższego stopnia, czyli Prezes Rady Ministrów. Premier Tusk zgodnie z prawem musi na wniosek odpowiedzieć do 4 listopada. To, jaka będzie jego odpowiedź, ma ogromne znaczenie nie tylko dla kilkudziesięciu tysięcy osób, które z powodu upadłości Staropolskiego utraciły majątki, ale również dla wszystkich, którzy trzymają w bankach pieniądze. Zaufanie obywateli do stabilności i praworządności systemu bankowego jest jego fundamentem. Kryzys światowy zaufanie to nadszarpnął. Według badań Millward-Brown SMG/KRC na zlecenie Money. pl 21 proc. Polaków poważnie rozważa wypłacenie pieniędzy z banku. Przeszło jedna piąta klientów banków ma ochotę wyjąć pieniądze z banków, co oznacza, że nie wierzą w bezpieczeństwo zgromadzonych tam środków! Decyzja Tuska w sprawie Staropolskiego może to zaufanie zwiększyć lub zmniejszyć. Przyznanie racji wnioskodawcom oznaczałoby bowiem, że żyjemy w państwie prawa, rząd dba o jego przestrzeganie, nawet jeśli wiąże się to z uznaniem, że koleżanka partyjna premiera 8 lat temu rażąco naruszyła prawo. Spowodowałoby to otwarcie drogi do uzyskania odszkodowania ze skarbu państwa dla osób pokrzywdzonych w wyniku upadłości Banku Staropolskiego. Czyli mówiąc po ludzku, byłby to wyraz sprawiedliwości. Odrzucenie wniosku będzie sygnałem przeciwnym — nie damy skrzywdzić Hanny Gronkiewicz-Waltz, a praworządność oraz klientów Banku Staropolskiego i ich racje mamy gdzieś.
ANDRZEJ ROZENEK
WSPARCIE
WSPARCIE FINANSOWE
więcej »
SPRAWY W TOKU
• SPRZEDAŻ DŁUGÓW BANKOWYCH
• LISTY OTWARTE
• UPADŁOŚĆ KONSUMENCKA - TEMATY
PRASA
• Jak i kiedy renegocjować umowy kredytowe
• Jak spłacony kredyt bankowy może zamienić się w dług
• Historia jednego doniesienia
więcej »
Ekspert od banków
• Ekspert od banków - Artykuł w Newsweek Polska z 06.05.2007
• Moje sprostowanie do artykułu w Newsweek Polska
Dlaczego
Dlaczego Roman Sklepowicz
O tym jak stałem się pokrzywdzonym przez bank i dlaczego założyłem Stowarzyszenie Pokrzywdzonych przez System Bankowy.
więcej »