Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.
George Orwell
KNF, prokurator, dziennikarz. A gdzie prawda?
Mariusz Zielke
Prokuratura sprawdza, czy znany dziennikarz manipulował akcjami na GPW.
Prokuratura - po doniesieniach KNF - bada od marca 2010 r., czy dziennikarz "Parkietu" manipulował akcjami. Tak podała we wtorek "Gazeta Wyborcza". Tekst interesujący, ujawniający wiele szczegółów całej sprawy i nazwisko dziennikarza. Mnie zastanowiło parę szczegółów, które jednak trzeba poddać dyskusji. Otóż rzekome manipulacje miały miejsce w 2008 i 2009 r. (doniesienie dotyczy artykułów opublikowanych od czerwca 2008 do czerwca 2009 r.) Doniesienie do prokuratury Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) złożyła w marcu 2010 r. Śledztwo prokuratury trwa do dziś bez żadnych zarzutów. Tymczasem z tekstu wynika, że chodzi o dość proste manipulacje na wielu spółkach, ale przy wykorzystaniu dla korzyści zaledwie dwóch rachunków, na stosunkowo znaczne kwoty (nieuczciwe rzekomo zarobki sięgnęły 400 tys. zł). Mechanizm był prosty. Jeśli dobrze zrozumiałem, znajomi dziennikarza kupowali akcje, dziennikarz pisał tekst (czasem prawdziwy, a czasem informacje nie potwierdzały się), informacje powodowały wzrost kursu, akcje sprzedawano sporo zarabiając. 30 inwestycji, 30 tekstów, 30 trafień. Nie wiem, czy dziennikarz jest winny. Jestem jak najdalszy od wyciągania takich wniosków, ale proceder wydaje się być mocno udokumentowany. W takim razie całkowicie niezrozumiałe jest:
1. Dlaczego proces donoszenia do prokuratury przez KNF trwał tak długo – 9 miesięcy od ostatniej transakcji? (choć możliwe jest, że postępowanie w KNF wszczęto na skutek donosu znacznie później, po transakcjach, ale to też należałoby wyjaśnić)
2. Dlaczego badanie transakcji obejmowało tylko rok czasu? (dziennikarz pisał wiele lat o giełdzie)
3. Dlaczego – mimo że postępowanie w prokuraturze trwa od roku – nie ma zarzutów lub umorzenia tej prostej, jak się wydaje, sprawy?
KNF może być tutaj mniej winna niż prokuratura (choć dla mnie po prostu cały system jest zły, więc KNF powinna domagać się od lat jego zmiany, a nie akceptować bezwład). Jednak ciężko mi zrozumieć, dlaczego instytucja nadzorująca rynek giełdowy nie poinformowała przez rok od wszczęcia śledztwa inwestorów, których chroni, że być może padli ofiarą oszustwa. Bo manipulacja to zwykłe oszustwo. Jeśli dziennikarz świadomie kłamał, żeby jego znajomi lepiej sprzedali akcje, to wszyscy, którzy na tej operacji stracili, zostali oszukani. Takich inwestorów może być wielu. Dlaczego KNF o tym nie poinformowała? Gdzie konferencja prasowa na ten temat? Gdzie UCZCIWE potraktowanie ludzi, którzy wierzą, że są pod ochroną KNF? Ciekawe, czy Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych będzie domagało się zbadania tej sprawy i jasnej, rzetelnej i precyzyjnej informacji o ustaleniach KNF?
Z tego co wiem, na kilku redaktorów w mediach padł blady strach. Co jeszcze może wyjść przy okazji? A może to forma szantażu? (tylko kto kogo). Może już czas, żeby zacząć walczyć z patologiami? Co wy na to, panowie redaktorzy? Chyba że ten potworny stan niemocy, bałagan i chaos Wam odpowiada?
Cóż, ja chyba wolę już fikcję literacką. Zapraszam do lektury mojej książki „Wyrok”.
http://merlin.pl/Wyrok_Mariusz-Zielke/browse/product/1,873242.html
Tekst „GW”: http://wyborcza.pl/1,75248,9567778,Pisal_o_gieldzie__by_manipulowac_kursami_akcji.html
11 maja 2011 0:17
|
Wyślij link
|
Drukuj
|
Pobierz jako PDF
|



tytuł komentarza
autor
komentarz
Kod z obrazka (wymagany)
zatem...
I tym o to sposobem dbałość o przejrzystość dziennikarską i rzetelność informacji wzeszła jeszcze wyżej :)
na stronie w Wyborczej zostały podane przykłady tekstów i zysk na kontach po publikacji.
ciekawe podejście pana redaktora naczelnego..., podobnie jak niechęć do wydania korespondencji emailowej pana dziennikarza.
Widać standardy są bardzo różne.
instytucjonalni doskonale zdają sobie sprawę z tego jak powstaje wiele tekstów, ale wielu prywatnych inwestorów daje się nabrać, zwłaszcza tych ze świeżym kapitałem i nie znających "zasad rynkowych".
a równocześnie zaistniała potrzeba, że po wszczęciu postępowania dziennikarz przestał pisać swoje artykuły.
dwie różne potrzeby :)
a czytelnicy jedni i coraz mniej...
rzeczywiście Krzysztof jednak nie informuje :)
ale pewnie chodziło o Krzysztof Jedlak, bo tak nazywa się ów pan redaktor naczelny dziennika giełdowego Parkiet
Przeniósł pieniądze na giełdę w usa, gra głównie na kontraktach, ale także na akcjach.
był jednym z pierwszych którzy powiedzieli papa naszemu grajdołkowi, wielu poszło jego śladem, poza tym wybór platform jest także dla drobnych inwestorów.
wielu jedzie na medialnym koksie, a płacą drobni - jako inwestorzy i jako uczestnicy OFE.
A co do meritum - jeśli to się potwierdzi, to za takie prymitywne wałki powinna być podwójna kara
a my cały czas jak w porcie rybackim
nie podejmuje tematu?
przecież tematyka jaką podejmuje WYMAGA przejrzystości, Gazeta Wyborcza musiała napisać artykuł dla czytelników Parkietu...
w takim razie czytelnicy Parkietu powinni się zastanowić co powinni kupować.
bo jak się czyta jedno to może nam się wydawać, że na świecie mówią jednym językiem albo, że ziemia jest płaska jak deska parkietowa :)
W tak zwanych giełdowych gazetach za dużo picu i zamówionych tekstów - często bardziej przypominają darmowe gazetki z reklamami samochodowymi rozdawane na skrzyżowaniach niż jakiś dziennik.
Kupuje wyborczą tylko dla gospodarki, dla mnie mogliby to rozdzielić :)
większość tych co kupowali parkiet przeczytało w wyborczej artykuł. i to jest ważne.
Na rynku prasy finansowej się poluzowało... jest miejsce na nowy dziennik
Właściwie to odwrotna kolejność Gazeta Finansowa i Wyborcza, bo w końcu w tej drugiej polityki całkiem sporo :) a samego dodatku Gospodarka nie sprzedają :(
dziennikarz opisany w gazecie wyborczej oraz postawa kolegów z parkitu - to jest najciekawsze i pokazuje standardy jakie obowiązują w tej redakcji.
po przeczytaniu artykułu w wyborczej więcej parkietu już nie kupię.